Platforma chce obciąć głowę IPN

Z prof. Mieczysławem Rybą, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku KUL, członkiem Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, wykładowcą WSKSiM w Toruniu, rozmawia Anna Ambroziak

Platforma Obywatelska w przyszłym tygodniu przedłoży Sejmowi nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Ma ona m.in. uprościć procedurę odwoływania jego prezesa…

– Jeżeli weźmiemy pod uwagę całość propozycji, jakie dziś wysuwa Platforma, to idą one w kierunku redukcji autonomii Instytutu Pamięci Narodowej.


Dlaczego?


– Pierwotnie ustawodawca przewidział bardzo szerokie uprawnienia dla prezesa IPN. Zagwarantowana jest też kadencyjność jego urzędu i niemożność jego zbyt prostego odwołania. Tu natomiast PO proponuje, by powołanie i odwołanie prezesa Instytutu przez Sejm mogło nastąpić zwykłą większością głosów, a nie większością trzech piątych – i to na wniosek Rady Instytutu Pamięci Narodowej, która miałaby zastąpić Kolegium IPN. Kluczową zmianą w planie PO jest więc odebranie autonomii władz IPN. Oczywiście może to prowadzić w przyszłości do sytuacji, że prezes IPN będzie się bał podejmować autonomiczne decyzje i będzie w tym uzależniony od aktualnej ekipy rządzącej, od aktualnej większości sejmowej. Dlatego wszystko to, co proponuje Platforma, idzie niestety w kierunku upolitycznienia IPN, mimo że się twierdzi, iż się chce go odpolitycznić. A instytucja mająca cele naukowe i prokuratorskie nie może być zależna od koniunktury politycznej. Dziwne jest też i to, że o zmianach w ustawie obecna ekipa rządząca zaczęła mówić po tym, kiedy ukazała się książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka o Lechu Wałęsie. Pamiętajmy o tym, że jeżeli ktoś chce zmieniać ustawę z tego względu, że mu się jedna czy druga książka nie podoba, to bardzo źle to wróży dla wolności nauki.


Spośród jakich kandydatów będzie wybierana Rada IPN?


– To również jest kwestia problematyczna. PO chce, by pod uwagę byli brani tylko kandydaci zaproponowani przez wydziały historyczne, przez środowiska naukowe (dodajmy środowiska te w wielu wypadkach dość jednoznacznie sprzeciwiały się idei lustracji). Spośród tych kandydatów parlament i prezydent mieliby dokonać wyboru członków Rady. Istnieje zatem obawa, że jednej korporacji historycznej daje się ogromną władzę nad Instytutem, a z drugiej strony władzę tę powiększą politycy. Dodajmy, że Rada ma wybierać prezesa IPN. Poza tym poszerza się możliwość odwołania przez parlament władz Instytutu. Jeszcze raz podkreślam, to wszystko zmierza w kierunku redukcji autonomii IPN.

Można nawet powiedzieć, że mamy tutaj do czynienia z fundamentalną kwestią o znaczeniu cywilizacyjnym. Chodzi o szereg międzynarodowych i wewnętrznych sporów historycznych, czego przykładem jest chociażby sytuacja, jaka miała miejsce w czasie obchodów 1 września i 17 września, kiedy to inne kraje, a w szczególności Rosja i jej służby, starały się manipulować historią. Do tej pory mieliśmy w Polsce instytucję, która do takich problemów podchodziła w sposób autonomiczny i prawdziwościowy. Teraz chcemy pójść w kierunku cofnięcia się cywilizacyjnego, gdy dajemy politykom możliwość zwiększonej ingerencji w działalność Instytutu. Można sobie teraz wyobrazić, że za rok lub dwa zmieni się koalicja większościowa, która stwierdzi, że nie podoba jej się to, co robi obecny prezes IPN, i zechce go odwołać z funkcji. Ale przecież jest coś takiego w tzw. demokracji jak kadencyjność instytucji. To znaczy że, owszem, zmieniają się doraźne większości polityczne, ale mimo to pewne instytucje są trwałe. Tak jest w przypadku Trybunału Konstytucyjnego, którego składu nie wymienia się przy każdych wyborachi parlamentarnych. A dzisiaj chce się przerwać kadencję Kolegium bez podania ważnej przyczyny.


PO mówi też o rozszerzonym dostępie do akt z IPN… Miałoby to polegać na tym, że zwracający się o dostęp do nich obywatel otrzymywałby od razu dokumenty z ujawnionymi nazwiskami agentów, które dziś są zaczerniane i trzeba w osobnym trybie domagać się ich ujawnienia…


– To jedynie chwyt medialny, bo z ujawnianiem dokumentów nie ma dziś żadnego problemu. Celem zasadniczym jest jednak podporządkowanie IPN bieżącej koniunkturze politycznej. Obecny projekt ustawy ma pozbawić prezesa Instytutu wielu ważnych kompetencji, w dużym stopniu podporządkować go Radzie IPN, a także uzależnić go od układów politycznych. W perspektywie zaś roku ustawa ma umożliwić wybór nowego prezesa, zbliżonego do opcji prezentowanej przez dzisiejszą większość parlamentarną.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj