To jest pole do popisu dla Buzka

Z Marcinem Libickim, byłym posłem do Parlamentu Europejskiego i autorem
raportu o negatywnym wpływie Gazociągu Północnego, rozmawia Wojciech Kobryń

Dania podpisała zgodę na budowę Gazociągu Północnego. Finlandia zamierza to zrobić do końca roku. Już raczej nic nie powstrzyma konsorcjum Nord
Stream.

– Jest to kwestia argumentów politycznych, nie siłowych i nawet nie ściśle prawnych. Nie we wszystkich wypadkach zgody tych państw są niezbędne. Inne ograniczenia dotyczą obszarów wyłącznej strefy ekonomicznej, a inne wód terytorialnych. Według mnie, jest to kwestia stanowczości czysto politycznej. Niezwykle ważne zadanie mają tutaj europosłowie, zwłaszcza ci z Polski, z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Jerzym Buzkiem na czele, żeby ten projekt oprotestowywać. Mój raport, który poparł PE, jest niesłychanie wygodnym narzędziem dla przeciwników tego projektu, mimo że przecież nie zakazuje budowy Gazociągu Północnego. Jeśli więc PE zajął określone stanowisko, to przewodniczący jest statutowo zobowiązany, by je respektować. Pamiętajmy, że jeśli ktoś zlekceważy to stanowisko, mogą być tego daleko idące konsekwencje.

Można zablokować ten projekt?

– Niemcy, które stworzyły wraz z Rosjanami konsorcjum Nord Stream, są członkiem Unii Europejskiej. Jeśli komisarze ds. ochrony środowiska, ds. ochrony wspólnego rynku, któremu zagraża ten projekt, oraz komisarz ds. zagranicznych, który stwierdzi, że sprawa nie jest bilateralna, zaczną naciskać, Niemcy będą musieli się poddać. Wszystko zależy od stanowczości zainteresowanych stron. I tutaj jest wielka rola Jerzego Buzka, który powinien monitorować, jak są realizowane stanowiska PE. Kolejną rzeczą jest kwestia kredytów. Nie można dopuścić do tego, by Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju lub Europejski Bank Inwestycyjny w jakikolwiek sposób aprobowały dofinansowanie tego przedsięwzięcia.

Jak to się w takim razie dzieje, że konsorcjum mimo wszystko idzie do przodu z projektem?

– Rosja traktuje budowę Gazociągu Północnego wyłącznie jako sprawę polityczną, a nie ekonomiczną, gdyż gospodarkę zawsze wykorzystuje do celów politycznych, a nie politykę do celów gospodarczych. Ważną sprawą jest, by wywrzeć presję na Niemcy, które chcą być z Rosją w dobrych stosunkach. Przypomnę, że druga nitka Gazociągu Jamalskiego, która kosztowałaby prawie dziesięć razy mniej niż Gazociąg Północny, mogłaby transportować dwie trzecie ilości surowca, jaką przewiduje inwestycja Nord Stream. Są to wielkie różnice cenowe, które zostaną przerzucone na konsumentów. Według praw unijnych każda duża inicjatywa musi mieć swoją alternatywę, która również jest rozpatrywana. Tak się nie dzieje w tym przypadku. Widać, że jest to czysto polityczny projekt dla Rosjan, a Niemcy za jakieś koncesje, też polityczne, dogadują się z nimi.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj