Marszałek krytyki się boi

– Stefan Niesiołowski stara się nałożyć cenzurę na dyskusję publiczną, na wypowiedzi oceniające jego postawę – stwierdziła mecenas Krystyna Kosińska przed Sądem Rejonowym Łódź Śródmieście. Wicemarszałek Sejmu domagał się przed nim 20 tys. zł zadośćuczynienia od wydawcy „Naszego Dziennika” i Warszawskiej Prowincji Redemptorystów za naruszenie dóbr osobistych, do którego – jego zdaniem – miało dojść na łamach gazety i antenie Radia Maryja. Chodziło o stwierdzenia, że w latach 70. podczas śledztwa w związku działalnością niepodległościowej organizacji „Ruch” Niesiołowski „sypał” kolegów i zawarł „ugodę z SB”.

Reprezentująca przed sądem „Nasz Dziennik” i redemptorystów mecenas Kosińska podkreśliła, że kwestionowane przez Niesiołowskiego stwierdzenia i oceny jego działalności „odnosiły się do faktów prawdziwych lub pozostawały w bliskim z nimi związku”, co zostało udowodnione. – Nie może być postawiony zarzut co do prawdziwości tych twierdzeń – wskazała. Adwokat argumentowała przed sądem, że publicysta „Naszego Dziennika” Wojciech Reszczyński wskazał w swoim tekście na publiczną wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego w Sejmie, w której była mowa o „sypaniu kolegów”. Podobnie redemptorysta o. Benedykt Cisoń wypowiadający się na antenie Radia Maryja odnosił się do stanu podanego w wywiadzie pani Elżbiety Królikowskiej-Avis, a jego słowa padły w publicznej dyskusji. Według Królikowskiej-Avis, obecny wicemarszałek zeznawał na temat organizacji i jej członków „od pierwszego dnia” śledztwa, a ponadto „zawarł umowę z SB”.
– Cały ten wywód pani Avis jest kłamliwy – oświadczył w sądzie Niesiołowski. – Od pierwszego dnia zeznawałem w sposób bardzo przyzwoity – wyjaśniał. Podkreślał, że „myśmy nie mieli szans, aby ukryć najważniejsze fakty”, ponieważ w ręce SB dostało się archiwum Ruchu. – Tam, gdzie się nie da bronić, to się przyznać, nie mówić niczego, czego SB nie wie. Taka była moja taktyka zeznań – mówił przed sądem. Dodał, że nie zaprzeczał „faktom oczywistym”, które mu „przedstawiano”.
– Mamy do czynienia z pewnymi ocenami wspartymi wypowiedziami pani Avis, które są oderwane od rzeczywistości – wspierał swojego klienta mecenas Paweł Książek. – Nie można oceniać nieistniejącego faktu, a tu tego nie było, oceny muszą mieć zakorzenienie w stanie faktycznym – dodawał.
Mecenas Kosińska ripostowała, że Niesiołowski nie kwestionował wywiadu z Królikowską-Avis, a poza tym „stara się zastąpić opinie innych swoimi opiniami”.
Wicemarszałka szczególnie wzburzyły słowa, które padły na antenie Radia Maryja o „układzie z SB”. – Niesłychane kłamstwo tego zakonnika, to jest niesłychane oszczerstwo – mówił rozemocjonowany w sądzie. – To jest powodem tego, że ja tu jestem, granice przyzwoitości zostały przekroczone, nie było żadnego takiego układu – oświadczył.
Pytany przez Kosińską, czy skorzystał z zapisów art. 57 kk, który mówił o złagodzeniu kary w zamian za zobowiązanie do składania prawdziwych zeznań, Niesiołowski przyznał, że to zrobił.
– Prosiłem o wpisanie takiej formuły, sądziłem, że może coś pomoże – powiedział. Dodał jednak, że „w praktyce nic z tego nie wyniknęło”, zeznawał „tak samo” jak przedtem i dostał najwyższy wyrok. – Prokurator domagał się najwyższego wyroku, dla mnie było to bardzo dziwne – oświadczył.
W mowie końcowej mecenas Kosińska stwierdziła, że dla pewnych osób skorzystanie z tego artykułu „może być układem z SB, dla innych może być zwykłym załamaniem się młodego człowieka”. – Takie oceny będą funkcjonować i trudno, żeby sąd na takie oceny faktów historycznych nakładał cenzurę – mówiła.
Podkreśliła, że dzieje Ruchu powinny podlegać badaniom historyków i spotykać się z ocenami, które będą przy tym wypowiadane. Wskazała, że Niesiołowski sam rozpoczął „recenzowanie tych zachowań” związanych z procesem działaczy Ruchu, stawiając pewne zarzuty Królikowskiej-Avis. – To sprawa, która zaczęła żyć własnym życiem, dlatego inni mają prawo wyrażać swoje własne opinie – argumentowała.
Kosińska wskazywała, że wicemarszałek dochodzi jedynie zadośćuczynienia, a nie przeprosin, ale nie udowodnił, że poniósł z tego tytułu jakąś szkodę. Mówił jedynie o możliwości utraty zaufania społecznego. Mecenas podkreśliła, że Niesiołowski „znany jest ze swych niezwykle ostrych i obraźliwych wypowiedzi”, w których narusza dobra osobiste osób trzecich, a teraz domaga się ochrony swoich dóbr. Na koniec dodała, że interes publiczny przemawia za tym, by w przypadku osób publicznych różne aspekty ich działalności były znane i oceniane.
Wyrok ma być ogłoszony 10 listopada.


Zenon Baranowski
drukuj