Brudna kampania Platformy w Lubinie

Poszło o referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Roberta Raczyńskiego, przeciwnika dalszej prywatyzacji kombinatu KGHM Polska Miedź SA. Tuż przed referendum na terenie miasta pojawiły się anonimowe billboardy i obraźliwe plakaty pod adresem Raczyńskiego, sugerujące, że jego rządy to „dopust boży”.

Na jednym z portali internetowych, YouTube, można obejrzeć film, w którym widać, jak tuż przed ciszą wyborczą pod osłoną nocy w zaułkach ulic zwerbowanym telefonicznie osobom przekazywane są plakaty referendalne z kartkami opatrzonymi napisem: „Bóg ukarał to miasto”. Wiele osób w Lubinie odebrało też SMS o specyficznej treści: „Raczyński kłamał. Taki jest wyrok sądu. Potrzebuję ludzi do plakatowania. Zgłaszać się do pani Kasi”. Wiadomość trafiła też do dziennikarzy lokalnych mediów, którzy postanowili dokonać pewnej prowokacji i zgłosili się w wyznaczonym miejscu jako wolontariusze.
Mamy do czynienia ze złamaniem ustawy o referendach lokalnych, które wymagają, by wszelkie materiały wyborcze były podpisywane przez tych, którzy biorą udział w kampanii. Tymczasem w Lubinie były one anonimowe, a w dodatku na jednym z nich – tym z napisem „Bóg ukarał to miasto” – zamieszczony został adres internetowy www.lubin2006.pl, sugerujący, że twierdzą tak przedstawiciele tego ugrupowania, czyli de facto zwolennicy Raczyńskiego.
Okazało się, że inicjatorem akcji jest radny powiatu lubińskiego i lider PO Marek Wojnarowski, który miał wysyłać SMS-y nawołujące do rozklejania plakatów zachęcających do głosowania za odwołaniem prezydenta Raczyńskiego. „Czy ja wysłałem tego SMS-a? Nie, wątpię, żebym takie SMS-y wysyłał. Być może, nie wiem, ta kampania rządzi się swoimi prawami” – plącze się w wyjaśnieniach Wojnarowski. Mimo że plakatowanie odbywało się wieczorem, w filmie emitowanym na portalu nietrudno też rozpoznać, kim jest osoba kierująca akcją. To Katarzyna Majka, była szefowa kampanii wyborczej eurodeputowanego PO Piotra Borysa, obecnie dyrektorka biura posła PO Norberta Wojnarowskiego, a prywatnie córka starosty lubińskiej Małgorzaty Drygas-Majki piastującej tę funkcję z nadania PO.
Poseł Norbert Wojnarowski twierdzi, że ostrzegał, by jego biuro nie angażowało się w kampanię referendalną. Jeśli stanie się inaczej, „polecą głowy”. Już teraz oczekuje dymisji pani Majki – zapewnia poseł. Z wypowiedzi polityka PO jasno wynika, że nie chce, aby jego osobę wiązać z zaangażowaniem w akcję wymierzoną przeciwko prezydentowi miasta. – By nie mówiło się, że poseł wystąpił przeciwko prezydentowi miasta – komentuje Wojnarowski.
Katarzyna Majka wczoraj po południu złożyła rezygnację. W oświadczeniu przesłanym do „Naszego Dziennika” wyraża swój żal, że nie dostosowała się do zaleceń posła Wojnarowskiego, który chciał, aby jego pracownicy nie brali udziału w jakichkolwiek przedsięwzięciach związanych z referendum. Podkreśliła, że jej postawa była skutkiem błędnego założenia, jakoby mogła swój wolny czas wykorzystywać na projekty, które nie będą utożsamiane z jej aktywnością zawodową. Zapewniła, że jej działanie nie było nastawione na „zrobienie komuś krzywdy lub postawienie w trudnej sytuacji”.
Swojemu zaangażowaniu w kampanię wymierzoną przeciwko prezydentowi Raczyńskiemu zaprzecza także lokalna telewizja kablowa TVL Lubin, której prezesem jest była dyrektor biura poselskiego Norberta Wojnarowskiego Matylda Głowacz. Dowody wskazują na co innego. Otóż, do lubińskich spółdzielni mieszkaniowych wpłynęła prośba o zamieszczenie informacji o zbliżającym się referendum, podpisana właśnie przez Głowacz. Niestety, nie udało się nam z nią wczoraj skontaktować.
Tymczasem do redakcji TVL „Odra” omyłkowo (prawdopodobnie z powodu zbieżnych nazw) trafiły referendalne kalendarzyki zamówione przez telewizję kablową kierowaną przez… Głowacz.
– Wynika z tego jasno, że politycy Platformy Obywatelskiej mogą łamać bezkarnie nie tylko dobre obyczaje, ale przede wszystkim – prawo. Ale przecież te osoby wybrali polscy obywatele, również ci głosujący w Lubinie. A dziś PO, mimo szczytnych haseł wyborczych, pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Tu nie chodzi o dobro państwa czy nawet samorządu. Tu chodzi o zabezpieczenie własnych interesów – komentuje Piotr Cybulski, poseł PiS z okręgu legnickiego.
Sam Raczyński, który w wyborach samorządowych startował jako bezpartyjny (po raz pierwszy stanowisko prezydenta miasta objął w 1990 roku, wywodząc się z klucza komitetów obywatelskich) komentuje zajście bardzo krótko: – Te nieczyste zagrania świadczą o tych, którzy to zrobili. Ale na szczęście, mimo brudnej kampanii wyborczej, mieszkańcy Lubina nie dali się zmanipulować. Referendum zakończyło się klęską jego inicjatorów. Frekwencja wyniosła zaledwie 2,5 procent, podczas gdy ustawa o referendach lokalnych wymaga 27,14 procent – powiedział nam wczoraj w imieniu prezydenta rzecznik prasowy Urzędu Miasta Lubin Krzysztof Maj.
Dlaczego Raczyński jest solą w oku polityków PO? Zdaniem Maja, głównym powodem jest jego zaangażowanie w krytykę prywatyzacji KGHM Polska Miedź SA. Jego zdaniem, spółka i zakłady od niej zależne zatrudniają gros mieszkańców miasta – blisko 20 tys. osób, a ewentualna sprzedaż KGHM będzie oznaczać wzrost bezrobocia w regionie. W odpowiedzi radni PO zwołali sesję rady miasta i przegłosowali referendum za odwołaniem prezydenta Raczyńskiego. – Raczyński miał zapłacić za obronę kombinatu. Najwidoczniej jego sprzedaż jest bardzo na rękę rządzącym politykom PO, która nie ma już żadnych skrupułów w tej walce – ocenia Adam Myrda, szef NSZZ „Solidarność” Komisji Zakładowej Przedsiębiorstwa Budowy Kopalń i radny powiatu lubińskiego z ramienia „Lubin 2006”. Politycy PO dyskredytują jednak obie wypowiedzi. Decyzja o referendum zapadła w radzie miejskiej wiosną, więc na długo przed tym, kiedy podjęto decyzję rządową o dalszej prywatyzacji spółki. Tych rzeczy nie należałoby więc łączyć – przekonuje poseł Wojnarowski. Innego zdania jest natomiast Sebastian Chojecki, radny PiS. Decyzja o referendum nie zapadła wiosną, tylko dużo wcześniej i tylko dlatego, że PO i SLD mają większość w radzie. Wiosną nie udzielono natomiast już po raz kolejny absolutorium Raczyńskiemu, co było zresztą decyzją stricte polityczną. Oficjalnym powodem był brak udzielenia absolutorium za niewykonanie budżetu, pomimo pozytywnej opinii regionalnej izby obrachunkowej.


Anna Ambroziak
drukuj