Przemówienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego
Przemówienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego wygłoszone przed kościołem św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu po Mszy Świętej w 25. rocznicę męczeńskiej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki
Czcigodny Księże Arcybiskupie Metropolito Warszawski,
Przewielebni Księża,
a przede wszystkim Szanowna Pani – Matko Księdza Jerzego!
Nie pierwszy raz w ciągu czterech lat sprawowania mojego urzędu wręczam Order Orła Białego. Zawsze robię to z przekonaniem, z głębokim przekonaniem, że postępuję słusznie, ale w żadnym przypadku nie miałem przekonania tak mocnego, jak w przypadku Księdza Jerzego. Księdza, który służył Bogu i Ojczyźnie. Mam nadzieję, że naznaczenie przez Stwórcę – mówił o tym przed chwilą Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup – znajdzie niedługo właściwy wyraz w postaci beatyfikacji. Ja mówię tutaj w imieniu władzy państwowej, w imieniu Rzeczypospolitej. Mówię o kapłanie, ale mówię też o wielkim Polaku. Polaku obdarzonym niezwykłą charyzmą, która służyła Bogu i Kościołowi, ale służyła też Ojczyźnie, służyła Polsce, mobilizacji Polaków w czasie krótkim, ale niezwykle ważnym.
Ksiądz Jerzy urodził się w roku 1947. Miał dokładnie 37 lat, miesiąc i trzy dni, kiedy z rąk komunistycznych morderców spotkała go śmierć. Jego działalność tu, w tej żoliborskiej parafii, trwała niewiele ponad cztery lata. Przedtem był w innej żoliborskiej parafii, w anińskim kościele Matki Boskiej Królowej Polski, a jeszcze wcześniej w kościele Wszystkich Świętych w Ząbkach. Działał też w kościele Akademickim Świętej Anny w Warszawie. Ale najważniejszy czas jego działalności zaczyna się od Mszy, którą odprawił dla hutników w nieistniejącej już dzisiaj niestety Hucie Warszawa (niestety, powtarzam, już nieistniejącej). To był czas, w którym Polska zmobilizowała się do walki, do walki o wolność i do walki o prawdę. O prawdzie często mówił Ksiądz Jerzy. Wszystkie kryzysy wynikają z jej braku. To są jego słowa – aktualne wtedy, w okresie zniewolenia, niestety aktualne i dziś, w kraju, który jest wolny. Tutaj, w trakcie 26 Mszy za Ojczyznę, Ksiądz Jerzy mobilizował Polaków do tego, by nie rezygnowali, by walczyli, by wierzyli, że Ojczyzna, że Polska będzie wolna. I ta wolność przyszła – niespełna pięć lat po jego śmierci.
Niestety, w każdej walce są ofiary. W tej walce ofiara była niejedna, ale najwyższą i największą z nich jest ksiądz Jerzy Popiełuszko. Zginął dla Polski i za Polskę. Zginął dlatego, że dla tych, którzy sądzili, że Polskę da się zniewolić na wieki, był wielką, można powiedzieć – niepokonaną przeszkodą. Nie wiemy dzisiaj, kto był rzeczywistym sprawcą jego śmierci. Znamy bezpośrednich wykonawców, ich bezpośrednich przełożonych, ale nikt nie jest na tyle naiwny, by wierzyć, że o sprawie zadecydowano na poziomie wicedyrektora departamentu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Może po wielu latach cała prawda się ujawni, na ukaranie sprawców będzie wtedy za późno. Ale pamiętajmy, że Ksiądz Jerzy mówił zawsze, by „zło zwyciężać dobrem”. To bodaj najsłynniejsza jego dewiza. A zło zwyciężać dobrem to także fałsz zwyciężać prawdą. Zło zwyciężać dobrem, to złe uczynki zastępować dobrymi, to być blisko ludzi, a nie daleko od nich. To prowadzić politykę, która służy wszystkim, a nie wybranym. To jest, jak myślę, testament wielkiego kapłana i człowieka, którego Bóg obdarzył szczególną charyzmą.
Nie mogę się tutaj powstrzymać od osobistych wspomnień. Nieraz byłem uczestnikiem Mszy za Ojczyznę i jak na wszystkich z Warszawy i spoza Warszawy, robiły one na mnie ogromne wrażenie. Ale jako człowiek pochodzący z tej parafii miałem także przyjemność i zaszczyt słuchać Księdza Jerzego w trakcie zwykłych Mszy, w każdą niedzielę o godz. 13.00. I wtedy zrozumiałem, że mam do czynienia z człowiekiem całkowicie nieprzeciętnym, że tego skromnego księdza, przenoszonego z parafii do parafii, Bóg obdarzył czymś całkowicie niezwyczajnym, czymś, co zdarza się na dziesiątki, a może na setki lat – olbrzymią wręcz charyzmą. Ta charyzma służyła mu jako kapłanowi, ale służyła mu też jako wielkiemu patriocie. Jego działalność jako kapłana oceni Bóg i Kościół. Jego działalność jako patrioty oceniłem w imieniu Narodu przyznaniem mu najwyższego odznaczenia, jakie mam do dyspozycji – Orderu Orła Białego. Wręczyłem go przed chwilą matce Księdza Jerzego. Matce, bez której nie byłoby go na świecie i bez której nie byłby tym, kim był. Dziękuję bardzo.
not. SF
