Jak przetrwać kryzys?

W nie najlepszych nastrojach obradowali w Augustowie przedstawiciele spółdzielni mleczarskich. I trudno im się dziwić, bo sytuacja większości zakładów jest trudna i nie widać szans na jej szybką poprawę. Wszystko zależy, zdaniem ekspertów, nie tylko od podniesienia cen mleka i poprawy rentowności przetwórców mleka, ale również od udanego zakończenia procesu restrukturyzacji przetwórstwa.

Ceny skupu mleka, jak i zbytu większości produktów mleczarskich utrzymują się na niskim poziomie. Ewa Domańska z ministerstwa rolnictwa powiedziała, że ceny skupu mleka od 2008 roku spadły w Polsce i innych krajach Unii Europejskiej średnio o 40-50 procent. W efekcie, o czym ostatnio jest głośno, w wielu krajach dochodzi do strajków mlecznych, kiedy rolnicy – zamiast oddawać mleko do przetwórstwa – miliony jego litrów wylewają do rzek i na pola. Taka akcja na razie nie spowodowała wzrostu cen skupu. Producenci mleka domagają się także interwencji ze strony Komisji Europejskiej, która obiecała, że nie pozostanie głucha na te postulaty. Najwięcej kontrowersji wzbudza jednak żądanie podnoszone np. przez farmerów francuskich i niemieckich, aby Unia Europejska odwołała decyzję o zniesieniu od 2015 roku limitów produkcji mleka dla krajów członkowskich. Ich zdaniem, zniesienie kwot mlecznych spowoduje dalszy spadek cen surowca i bankructwo wielu gospodarstw. Ale część ekspertów przekonuje, że taki scenariusz nam nie grozi i nie należy rezygnować z uwolnienia kwot.
Domańska zaznaczyła, że pocieszające jest na szczęście to, iż tendencja spadkowa na mlecznym rynku została w ostatnich miesiącach zahamowana. Przeciętna cena skupu 100 kg mleka wyniosła w UE w czerwcu br. 24,1 euro. W Polsce było to jednak tylko około 20,5 euro. Najwyższe ceny skupu miały: Cypr (50,9 euro), Finlandia (37,4) i Grecja (37,1), a najniższe: Litwa (16,7), Łotwa (16,9) i Słowacja (17,7 euro). Niska cena skupu spowodowała zmniejszenie produkcji mleka w UE, a jest to również podstawowy – obok obniżenia opłacalności produkcji – powód spadku ilości artykułów mleczarskich, jakie trafiły na rynek. Wzrosła zaś tylko produkcja odtłuszczonego mleka w proszku (OMP), ale to przede wszystkim efekt tego, iż UE prowadzi interwencyjny skup OMP i znaczne jego ilości są „zdejmowane” z rynku i magazynowane.
To, co jednak najbardziej niepokoiło uczestników augustowskiego forum, to zmniejszenie się spożycia przetworów mlecznych. Przytoczono dane Głównego Urzędu Statystycznego, z których wynika, że w ubiegłym roku na jednego Polaka przypadało 178 litrów mleka i jego przetworów (w tym np. 13 kg serów i 35 litrów mleka spożywczego), czyli o 8 proc. mniej niż w 2000 roku. Tymczasem w wielu zachodnich krajach to spożycie jest nawet dwa razy wyższe.
Ale tę sytuację można zmienić. Joanna Nowak, prezes Infodome, mówiła, że o poziomie konsumpcji decyduje nie tylko cena produktu, ale w przypadku nabiału także jakość, smak, trwałość czy czynniki zdrowotne (np. produkty „bio” są preferowane przez wielu konsumentów). Duże znacznie ma także marketing i budowanie marki.
Z kolei zdaniem ministra rolnictwa Marka Sawickiego, kiepska kondycja sektora mleczarskiego to przede wszystkim skutek działania kapitału spekulacyjnego. – Produkcja mleka w Unii Europejskiej jest mniejsza od założeń [od przyznanych krajom członkowskim kwot mlecznych – przyp. red.] o cztery procent, a mimo to ceny spadają. Nie jest też prawdą, że nagle spadło spożycie artykułów mleczarskich na świecie – tłumaczył swoją opinię minister Sawicki. Szef resortu rolnictwa powtórzył także zarzuty kierowane do wielkich sieci handlowych, których praktyki powodują spadek rentowności sprzedaży zakładów mleczarskich. Marek Sawicki wymienił tzw. opłaty dodatkowe (mniejszym problemem są marże), jakie od producentów pobierają sieci handlowe (np. za miejsce na półce, za promocję itd.). Minister podkreślił, że likwidacja takich opłat byłaby dobrym rozwiązaniem – takie wprowadzili już u siebie Węgrzy – ale w Polsce istnieje silne lobby, które temu przeciwdziała.

Przyspieszyć konsolidację
Eksperci przekonują, że nasze mleczarstwo, choć w ostatnich latach mocno się zmieniło na plus, to jednak wymaga jeszcze kolejnych zmian. Jadwiga Seremak-Bulge z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej zauważyła, że Polska nadal dysponuje nadmiarem mocy produkcyjnych w stosunku do ilości skupowanego mleka i wielkości rynku wewnętrznego oraz eksportu. – Problemem ciągle pozostaje wykorzystanie mocy produkcyjnych w 60-70 proc., nadmierna pracochłonność, zbyt wysokie koszty dystrybucji surowca i produktów finalnych, słabo rozwinięty marketing – mówiła do zgromadzonych prezesów spółdzielni mleczarskich Jadwiga Seremak-Bulge. Jej zdaniem, problemem sektora jest także niechęć do współpracy między zakładami, a wedle opinii eksperta IERiGŻ, nie uciekniemy od konieczności dalszej konsolidacji mleczarstwa. Do głębszej konsolidacji wzywał także minister rolnictwa Marek Sawicki.
I choć wielu prezesów i rolników podziela ten pogląd, to wskazują na to, że od teorii do praktyki droga jest bardzo długa i spółdzielnie same sobie z tym nie poradzą. – Nie ma obecnie żadnych mechanizmów, które by wspierały konsolidację. A jest to proces bardzo kosztowny – tłumaczył opory swoich kolegów Edmund Borawski, prezes Mlekpolu, największej firmy mleczarskiej w kraju. Borawski wie, co mówi, bo przyłączał już do Mlekpolu niejedną mniejszą spółdzielnię. – Większość kosztów ponosi podmiot przejmujący: trzeba wyrównać rolnikom ceny mleka, pospłacać zobowiązania przejmowanego zakładu – wyjaśniał Edmund Borawski. Według niego, proces ten przebiegałby sprawniej, gdyby utworzono np. fundusz konsolidacyjny za pomocą pieniędzy publicznych. Ponieważ takiego funduszu nie ma, łączenie spółdzielni będzie się odwlekać, bo kryzys spowodował, że nawet najlepsze zakłady muszą przed wydaniem kilka razy oglądać każdą złotówkę.

Krzysztof Losz
drukuj