Czuję duży niedosyt
Ze Zbigniewem Girzyńskim, posłem PiS, przewodniczącym Parlamentarnego Zespołu Miłośników Historii, rozmawia Marcin Austyn
Jest Pan usatysfakcjonowany kompromisem osiągniętym w Sejmie w sprawie uchwały upamiętniającej 17 września 1939 roku?
– Czuję duży niedosyt, ale cieszę się, że w ogóle taka uchwała powstała i zawiera te elementy, na których nam zależało. Mam tu na myśli stwierdzenie w treści uchwały, że zbrodnie na Polakach, które miały miejsce podczas okupacji sowieckiej terenów Kresów Wschodnich, były zbrodniami ludobójstwa. Żałuję, że trzeba było stoczyć batalię, by Sejm taką uchwałę przyjął, ale było warto.
W projekcie uchwały nie pada wprost termin „ludobójstwo”, ale użyty został zwrot mówiący o zbrodni wojennej mającej znamiona ludobójstwa. Na czym polega różnica?
– Ten problem przerabiałem przy okazji sejmowej uchwały dotyczącej zbrodni wołyńskiej. Powstał wówczas potężny sprzeciw wobec użycia terminu „ludobójstwo”, zwłaszcza ze strony SLD. Teraz bardziej sprzeciwiała się PO. Jest to forma pośrednia. Nie stwierdza się wprost faktu ludobójstwa, ale że taki był charakter tej zbrodni. W mojej ocenie, jeśli coś miało charakter ludobójstwa, to nim było. Oczywiście z punktu widzenia szerokiego grona osób zainteresowanych treścią tej uchwały jest pewien niedosyt, ale jest to ruch w dobrą stronę. Mam nadzieję, że przyjdą takie lata, kiedy będzie można mówić o tych sprawach wprost, bez szukania sformułowań o charakterze zastępczym.
Nie było możliwości, by tak się stało już teraz?
– Gdyby nie PO, to pewnie t aki termin, użyty wprost, by padł. Jednak Platforma najpierw ustami marszałka Stefana Niesiołowskiego, a następnie innych polityków zanegowała ten fakt i jedyne, co nam się udało – biorąc pod uwagę, że jesteśmy mniejszością w parlamencie – to przyjęcie wspomnianego kompromisu. Jednak już na wiosnę przypada 70. rocznica mordu katyńskiego, więc będzie okazja, by do tej kwestii powrócić.
Można się spodziewać, że przyjęcie uchwały – nawet w tym lżejszym tonie – spowoduje protesty strony rosyjskiej?
– Nie można tego wykluczyć. Strona rosyjska już przyzwyczaiła nas do tego, że czuje się spadkobiercą polityki Związku Sowieckiego, w tym także polityki Józefa Stalina, i ataki na Stalina czy Związek Sowiecki traktuje jako atak na Rosjan. To błąd ze strony Rosji, bo jest to kraj, który jest w stanie szukać sobie innych tradycji politycznych niż akurat te, które doprowadziły do ludobójstwa na Kresach Wschodnich.
Dziękuję za rozmowę.
