Zaprzeczanie ludobójstwu jest korzystne dla Rosjan

Z prof. Mieczysławem Rybą, członkiem Kolegium IPN, historykiem z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Jacek Dytkowski



Panie Profesorze, w Sejmie toczy się spór na temat uchwały dotyczącej 70. rocznicy agresji sowieckiej na Polskę. Jaka jest geneza braku porozumienia wśród posłów?

– Myślę, że tkwi ona w pewnej taktyce oraz polityce prowadzonej w stosunku do Wschodu i Rosji. Jest ona związana z kwestią: jak mocno wypowiedzieć słowa mówiące o tym, że Związek Sowiecki wówczas był po prostu agresorem, a poprzez to – ponieważ wojna zaczęła się we wrześniu 1939 r. – spoczywa na nim współodpowiedzialność za wybuch II wojny światowej.

Ale kontrowersje budzi również słowo „ludobójstwo” wobec morderstw popełnionych na polskich oficerach w Katyniu. Dlaczego?

– Z tych samych powodów. Pamiętajmy o tym, że to właśnie współczesne władze rosyjskie, wykonawcze i sądownicze, blokują nazwanie tej oczywistej zbrodni mianem ludobójstwa. Czynią tak, bo to z kolei porównuje – oczywiście w sposób uzasadniony – postępowanie Sowietów, na przykład w stosunku do Polaków, z działaniami Niemców. Dlatego taka jest polityka rosyjska. Jeśli natomiast pojawia się u nas spór o słowo „ludobójstwo”, ma on w przeważającej mierze – jak sadzę – związek z tym, czy chce się powiedzieć to Rosjanom mocno w twarz, czy powiedzmy, zachowywać dużą rezerwę do tej oczywistej prawdy.

Czy na obecny spór o treść uchwały w Sejmie nie miała wpływu postawa, jaką zaprezentował Władimir Putin, premier Rosji, 1 września na Westerplatte?

– Jeśli weźmiemy pod uwagę jego wystąpienia, to zasadniczo wzbudziły powszechne wzburzenie i opór w Polsce. Nie tyle bowiem nawet jego słowa, ile ich cały kontekst, pojawienie się na gruncie rosyjskim różnorakich publikacji, nawet książki, zupełnie wręcz absurdalnych. Natomiast problem dotyczył obecności w Polsce dwóch stanowisk. Po pierwsze, czy Putina w ogóle zaprosić w takiej sytuacji, a po drugie, jak spowodować dyskomfort we wzajemnych relacjach. Wydaje się, że w postawie niektórych osób ten czynnik „pragmatyczny” bierze górę, ale jest to wynik podejścia do stosunków polsko-rosyjskich, pewnej wizji polityki wschodniej Polski realizowanej dzisiaj.

Niedawno byliśmy świadkami sytuacji, kiedy Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu, zanegował ludobójstwo mordu popełnionego w Katyniu. Czy Rosjanie nie posłużą się tym w celach propagandowych?

– Przypuszczam, że Rosjanie będą się starali wykorzystać wszelkie dysonanse, jeśli chodzi o głos polityków w Polsce, czy polskiej opinii publicznej. Po to, żeby wygrać je w kontekście swojej wewnętrznej polityki, a także zewnętrznej, tzn. pokazać, że nie tylko oni się spierają z nami, ale także sami Polacy toczą spór między sobą o sprawy II wojny światowej i udział w niej Rosji. Z ich punktu widzenia jest to zawsze pozytywne i wydaje się, że będą się starali w tej grze i propagandzie historycznej rosyjskiej – bo tak trzeba to nazwać – wszelkie takie rzeczy na gruncie polskim wykorzystywać.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj