A kto pomyśli o Polakach na Ukrainie?
Głosami radnych Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej Rada Miasta Przemyśla zdecydowała o przekazaniu Związkowi Ukraińców w Polsce gmachu Narodowego Domu. Decyzja ta wywołała stanowczy protest środowisk kresowych przeciwnych jednostronnemu przekazywaniu obiektów społeczności ukraińskiej, podczas gdy we Lwowie wołanie Polaków o udostępnienie na działalność jednego z obiektów od lat obija się o mur obojętności ukraińskich władz.
O przekazanie obiektu Ukraińcom zabiegała PO, którą w głosowaniu poparli radni SLD. Przeciwni byli natomiast radni PiS, Samorządnego Przemyśla oraz radny Ruchu Odbudowy Polski. O przekazanie Narodowego Domu społeczności ukraińskiej zwrócił się prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko, który osobistą prośbę o pozytywne rozstrzygnięcie sprawy zawarł w liście ambasadora Ukrainy Oleksandra Motsyka do prezydenta Przemyśla. Juszczenko wyraził przekonanie, że oddanie Narodowego Domu w Przemyślu poprawi stosunki polsko-ukraińskie. Prezydent Ukrainy zapomniał, że o sprawach tego typu w Polsce nie decyduje prezydent, a rada miasta. Z treścią dokumentu zapoznali się radni. Dyskusja podczas wczorajszej sesji była bardzo burzliwa. Oprócz środowisk kresowych przeciw decyzji Rady Miasta Przemyśla był radny Ruchu Odbudowy Polski Zygmunt Majgier, który na znak protestu rozpoczął głodówkę na sali obrad przemyskiego ratusza.
Narodowy Dom to przedwojenna siedziba działających na terenie Przemyśla ukraińskich stowarzyszeń społecznych i kulturalnych. Obiekt został wybudowany w 1904 roku dla organizacji ukraińskich Przemyśla i do 1945 roku był w ich użytkowaniu. Następnie został znacjonalizowany i przejęty przez Skarb Państwa, natomiast w latach 90. ubiegłego stulecia został przekazany Gminie Miejskiej Przemyśl. Zabiegi Ukraińców o zwrot dawnego majątku trwały od kilkunastu lat. Kilka lat temu prezydent Przemyśla wyraził wolę przekazania obiektu społeczności ukraińskiej, ale zwrócił się do Skarbu Państwa, aby ten zrekompensował Gminie Miejskiej Przemyśl utracone mienie. W efekcie przygotowano dwie nieruchomości należące do Skarbu Państwa, a będące pod zarządem MON. Chodzi o obiekt dawnego Klubu Garnizonowego oraz tzw. Bramę Rycerską, które miasto miałoby otrzymać w zamian za przekazanie Ukraińcom budynku Domu Narodowego. Na takie rozwiązanie tylko czekała społeczność ukraińska, która wielokrotnie manifestowała swoje niezadowolenie, przeciąganie sprawy nazywając dyskryminacją. – Jesteśmy obywatelami państwa polskiego, urodziliśmy się tutaj, mieszkamy tutaj, tu płacimy podatki, wywiązujemy się ze swoich zobowiązań w stosunku do Rzeczypospolitej Polskiej – powiedziała Anna Drozd, wiceprzewodnicząca przemyskiego Oddziału Związku Ukraińców w Polsce.
Za przekazaniem obiektu w centrum Przemyśla była PO. W ocenie tego ugrupowania jest to korzystne dla samorządu z uwagi na wielkość działki i liczbę obiektów, jakie otrzyma w zamian. Jak powiedział nam poseł Platformy Marek Rząsa, radnym PO zależało na zakończeniu tej sprawy, która ciągnie się już długi czas i nie przysparza chluby zarówno radnym, jak i miastu. – Uważam, że jest to dobry pomysł, który wieńczy dzieło wyrównywania pewnych krzywd właścicielskich. Skoro bowiem oddaliśmy majątki innym, dawnym właścicielom, to w tym przypadku jest to także uzasadnione – akcentuje poseł Rząsa. Jego zdaniem, za jak najszybszym rozwiązaniem sprawy przemawiał także fatalny stan obiektu przy ul. Kościuszki 5, a dalsze zaniechania mogłyby zakończyć się katastrofą budowlaną. Tymczasem jak podkreśla wiceprezydent Przemyśla Dariusz Iwaneczko, fatalny stan obiektu wynika m.in. z faktu, że przez lata Związek Ukraińców w Polsce zalegał miastu za wynajem Narodowego Domu kilkaset tysięcy złotych. Należność ta została uregulowana dopiero w ubiegłym roku. Obecnie trwa gruntowny remont z wymianą więźby dachowej, który budżet miasta kosztuje ok. 350 tysięcy złotych. Stanowisko władz miasta Przemyśla w kwestii rozwiązania problemu jest jednoznaczne. – Nie czyniliśmy i nie czynimy przeszkód, by społeczność ukraińska w Przemyślu miała gdzie prowadzić swoją działalność, ale nie zapominamy też o naszych krewnych, przyjaciołach, bliskich mieszkających we Lwowie, którym także należą się godne warunki życia i rozwoju kulturalnego. W sytuacji, kiedy podobne żądania w stosunku do władz lwowskich wysuwają Polacy mieszkający we Lwowie, warto, by przekazanie obiektów na rzecz społeczności ukraińskiej w Przemyślu i społeczności polskiej we Lwowie nastąpiło jednocześnie – uważa wiceprezydent Dariusz Iwaneczko. W ocenie lokalnej Platformy Obywatelskiej, zasada wzajemności, która obowiązuje w stosunkach międzynarodowych, powinna mieć miejsce także w tym wypadku, ale rada miejska to nie jest poziom, na którym powinny być rozstrzygane tego typu kwestie. Platformie wtóruje Anna Drozd. – Władze Przemyśla próbują uprawiać politykę międzynarodową, wyręczać MSZ, a nie potrafiły załatwić sprawy, która już dawno powinna być rozwiązana. Tym bardziej że polski rząd w ubiegłym roku zrobił wszystko, by Narodowy Dom powrócił do prawowitego właściciela – uważa. Zarzuty dotyczące mieszania się władz samorządowych do kwestii międzynarodowych stanowczo odpiera wiceprezydent Przemyśla Dariusz Iwaneczko. – Władze Lwowa, a teraz także PO, zarzucają nam prowadzenie własnej polityki zagranicznej. Tymczasem zależy nam, żeby polski rząd wypowiadał się w sposób jasny i klarowny, zwłaszcza w obronie interesów Polaków na Ukrainie, wówczas nie będziemy musieli dbać o sprawy, które – jak się to określa – nie leżą w kompetencji samorządu – podkreśla prezydent Iwaneczko.
Zasada wzajemności przy zwrocie majątków jest natomiast obca środowiskom ukraińskim. Odnosząc się do sytuacji polskiej mniejszości na Ukrainie, Anna Drozd stwierdziła, że zasada wzajemności nie obowiązuje, bo została już dawno odrzucona przez państwo polskie. – Pamiętajmy, że Ukraina odzyskała niepodległość stosunkowo niedawno i pewne formy demokracji i administracji dopiero kształtuje. Trudno jednak wymagać, by wszystko zostało rozwiązane w szybkim trybie – wyjaśnia wiceprzewodnicząca przemyskiego Oddziału Związku Ukraińców w Polsce.
Za dobrosąsiedzką współpracą z obywatelami Ukrainy oraz z mniejszością ukraińską w Przemyślu są środowiska kresowe, ale w ich przekonaniu współpraca ta powinna opierać się na zdrowych zasadach. – Tylko prawda historyczna prowadzi do pojednania obu narodów, a zwrot przedwojennych nieruchomości powinien odbywać się wyłącznie na zasadzie wzajemności w Polsce i na Ukrainie – uważa Stanisław Szarzyński, członek Dyrektoriatu Światowego Kongresu Kresowian. W jego opinii, tylko w Przemyślu po transformacji ustrojowej decyzją Komisji Majątkowej przekazano Kurii Greckokatolickiej m.in. budynki przy ul. Basztowej, ul. Mostowej 2, a także obiekt dawnego Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej. – Tymczasem władze Lwowa do dzisiaj nie mogą znaleźć budynku, który mógłby służyć Polakom i organizacjom polskim. Podobnie jest w innych miejscowościach Ukrainy – uważa Szarzyński.
Światowy Kongres Kresowian oraz przemyskie organizacje kresowe stały na stanowisku, że nie należało przekazywać jednostronnie budynku Narodowego Domu Związkowi Ukraińców w Polsce bez zwrotu majątków Polakom na Ukrainie. Stało się jednak inaczej. – Apelujemy do radnych Przemyśla, którzy tak chętnie przekazali majątek Związkowi Ukraińców, by w ramach solidarności zwrócili się do władz Ukrainy o zapewnienie Polakom we Lwowie warunków podobnych do tych, jakie Ukraińcy mają w Polsce, a zwłaszcza w Przemyślu. Ponadto jest to sprawa nie tylko Przemyśla i Lwowa, ale Polski i Ukrainy, dlatego powinna być rozstrzygnięta na szczeblu rządowym – zaznaczył Szarzyński.
Mariusz Kamieniecki
