Trwanie u stóp Tajemnicy

Co to znaczy mieć w sobie życie? Co to znaczy żyć? Wbrew pozorom odpowiedzi na powyższe pytania wcale nie są oczywiste i łatwe. Nie chodzi tylko o podtrzymanie funkcji życiowych organizmu, stworzenie warunków, aby było ono jak najbardziej komfortowe, znośne. Chrystus wielokrotnie podkreślał, że przyszedł na świat po to, aby poszerzyć perspektywę spojrzenia na ludzki los, wyprowadzić myślenie człowieka poza krąg egoizmu, ściśle pojętego własnego interesu.
Zasadnicza różnica pomiędzy Nim a mędrcami czy nauczycielami, którzy przez wieki w różnych częściach świata głosili różne teorie, polegała na tym, że Jezus nie poprzestał tylko na słowach, nie stworzył systemu filozoficzno-teologicznego, w którym zostałby opisany świat, zawarte recepty na jego bolączki. On wydał się za nas. Postawił się wewnątrz relacji: Bóg – człowiek. Stał się szczególnym Pośrednikiem, jako pierwszy udał się w drogę, do pokonania której zaprosił każdego z nas.
Trudno jest pisać o Eucharystii w taki sposób, aby nie popaść w patos. Teologia, choć ma z założenia przybliżać prawdę o Bogu, przez swoją zawiłość może ją zaciemnić. Dlatego ma ona o tyle sens, o ile prowadzi do bardzo konkretnych postaw życiowych. Jezus był świadom, jak złożony jest to temat. „Trudna jest ta mowa, któż jej słuchać może” – usłyszał od zdezorientowanych uczniów. Znamienne jest, że jednak nie zrezygnował z mówienia o czymś, co uznał za fundamentalne dla wiary i wspólnoty, która właśnie się rodziła. Stał się znakiem sprzeciwu wobec koncepcji życia, gdzie człowiek bierze tylko dla siebie, koncentruje się na zapewnieniu sobie bezpieczeństwa. Przeciwstawił jej zupełnie inną logikę: gotowość do tracenia, służby, bezinteresowności, wydawania się innym. Jest to zasadniczy powód, dla którego także dzisiaj tak trudno jest nam żyć w pełni duchem Ewangelii. Wolimy bowiem wybierać drogi prostsze i łatwiejsze, chodzić na skróty, szukać innego pokarmu. To nic, że jest on miałki i bezwartościowy. To nic, że daje tylko namiastkę życia…
Nieprzypadkowo w dzisiejszej Liturgii Słowa pojawia się wątek mądrości. Jest ona różna od wiedzy, choć ją w sobie zawiera. Mądrość jest pokorna i ufna. Bez niej nie sposób opisać świata i człowieka. Każe iść czasem pod prąd, pokornie pochylić głowę przed Tajemnicą, której umysł ludzki zgłębić nie zdoła. Prowadzi w obszary, gdzie ludzki egoizm sam o własnych siłach dojść by nie zdołał. Aby zrozumieć, czym jest w istocie Eucharystia, trzeba skosztować owego Boskiego daru. Poczuć, „jak dobry jest Pan”. Można opisywać zapach, smak, ubierać je w poetyckie strofy, ale zawsze będzie to tylko namiastka. Trzeba je dopiero poczuć, by zrozumieć, o co naprawdę chodzi. Ktoś, kto żyje na co dzień „pokarmem z nieba”, doskonale wie, jak bardzo jest On ważny, ile niesie w sobie życia i jak wielkie znaczenie ma w rozumieniu, w jakim kierunku ma się ono przemieniać.
ks. Paweł Siedlanowski

drukuj