Dialog z Ukrainą
Niech to będzie napisane od razu i jednoznacznie: rowerowy rajd młodych Ukraińców upamiętniających UPA i Banderę stanowił kolejny test polityczny, na ile jeszcze można prowokować Polaków. Na szczęście banderowców nie wpuszczono na teren RP i skończyło się na incydencie na granicy. Ale problem jest: czy Polska, która konsekwentnie wyciąga rękę do Ukrainy od dnia ogłoszenia niepodległości po rozpadzie Związku Sowieckiego w 1991 roku, czy Polska, która chce dialogu z Ukrainą – zgodzi się na współpracę z Ukrainą banderowskich tradycji? Czy Polacy będą nadal popierali Ukrainę, ale już nie pod pomarańczowymi flagami, lecz z czerwono-czarnymi sztandarami UPA? Rajd w swej formie ideowej, politycznej, ale również w sposobie podróżowania nawiązywał do rajdów UPA w latach 40. XX wieku. To wtedy przez Wołyń, Podole, Pokucie, przez Lwów, Łuck, Czortów, Stanisławów, Zbaraż – konno, na rowerach i furmankami przemieszczali się mordercy UPA, dokonując masowych mordów na setkach tysięcy bezbronnych kobiet, dzieci, starców i w ogóle cywilów. Była to zbrodnia ludobójstwa.
Patronem i przywódcą politycznym UPA był Stefan Bandera, skazany już w 1930 r. przez sąd II Rzeczypospolitej za terroryzm, w tym za morderstwo na polskim ministrze spraw wewnętrznych Bronisławie Pierackim. To Bandera, jako szef marionetkowego rządu ukraińskiego, wydał osławiony rozkaz: „Lachow wyriżem a Żydow wydusim!”. I tak właśnie się stało, bowiem Ukraińcy mordowali masowo i Żydów, i Polaków, Bandera był otwartym zwolennikiem Hitlera – nienawidził Żydów i Polaków, był wyrazicielem najgorszego nacjonalizmu, szowinizmu, antysemityzmu, a także podobnie jak Hitler nie pił alkoholu, nie palił papierosów, nie jadł mięsa, co zawsze z upodobaniem podkreślał dokładnie tak samo jak führer. Dzisiaj Bandera ma w każdym mieście Ukrainy swoje ulice, place, pomniki, a prezydent Juszczenko oficjalnie i otwarcie uważa go za bohatera i odwołuje się do niego. Również i w tym, że Armię Krajową uważa za oddziały bandytów.
Pomimo tego Juszczenko przed miesiącem w obecności prezydenta Lecha Kaczyńskiego i innych władz RP otrzymał nadany mu przez Katolicki Uniwersytet Lubelski doktorat honoris causa. Stało się to pomimo protestów Kresowiaków i tysięcy innych ofiar rzezi ukraińskich na Wołyniu. Ceremonia uhonorowania przez KUL Juszczenki była właśnie jednym z tych testów politycznych, a rajd przez terytorium Rzeczypospolitej szlakiem Bandery jest dowodem, iż Ukraińcy sądzą, że Polacy dużo jeszcze mogą wytrzymać.
Pojednania nie można budować, na kłamstwie i przymykaniu oczu na zbrodnie ludobójstwa, szczególnie, gdy gloryfikuje się morderców – kolaborantów z hitlerowcami, gdy niepodległa Ukraina za bohatera uważa Banderę i siepaczy z Ukraińskiej dywizji SS-Galizien. Dla Polski i Polaków jest to nie do przyjęcia, tym bardziej że oficjalne władze Republiki Ukraińskiej niszczą nie tylko polskie zabytki historyczne, które przetrwały nawet okres sowiecki, ale również polskie cmentarze. Co więcej, władze ukraińskie nie zgadzają się, aby żyjące rodziny pomordowanych na Wołyniu Polaków mogły postawić krzyże na ich odnalezionych grobach.
Ukraina jest dużym państwem liczącym ok. 50 milionów mieszkańców. Kolejne rządy i prezydenci w Kijowie od kilkunastu lat lawirują politycznie pomiędzy otwarciem na Zachód a dawną zależnością wobec Rosji. Polska wyciąga rękę do Ukrainy, ale nie ma dialogu za wszelką cenę! Ukraińcy muszą zrozumieć także polską wrażliwość oraz polską pamięć i tożsamość. Nie ma w niej miejsca dla UPA, Bandery, ludobójstwa i jego gloryfikacji przez oficjalne władze w Kijowie. Oczywiście Polska potrzebuje Ukrainy, ale jeszcze dużo bardziej Ukraina potrzebuje Polski. Warto, aby pamiętali o tym ukraińscy politycy, także w trakcie toczącej się obecnie u naszych sąsiadów kampanii wyborczej. 17 stycznia 2010 r. odbędą się na Ukrainie wybory prezydenckie. Nie może być tak, aby naszą otwartość na dialog pojednania Ukraińcy traktowali jako słabość i naiwność polityczną. Dotyczy to niestety także niektórych polskich polityków.
Józef Szaniawski
