Neokolonializm przyszłości?

Rządy i korporacje z bogatych państw wykupują miliony hektarów ziemi uprawnej w biednych państwach afrykańskich i azjatyckich, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo żywnościowe w dłuższym okresie czasu. W odpowiedzi na tę politykę na Madagaskarze wybuchły zamieszki. W innych państwach narasta krytyka władz odpowiedzialnych za przekazywanie ziemi rolnej.

Szef ONZ-wskiej Organizacji ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) Jacques Diouf ostrzegł przed tą kontrowersyjną praktyką i określił ją mianem „neokolonializmu”. Jego zdaniem, takie postępowanie bogatych doprowadzi do tego, że biedne państwa będą produkować żywność na eksport kosztem zaspokajania potrzeb swoich głodujących obywateli. Eksperci zwracają uwagę, że praktyka ta jest odpowiedzią na zjawisko wzrostu cen żywności na światowym rynku. Ta sytuacja zmusiła kraje rozwinięte gospodarczo do szukania sposobów zminimalizowania zależności od importu poprzez wykupywanie dużych połaci ziemi w Afryce i Azji. Państwa rozwinięte opracowały plany uprawiania tam żywności na skalę przemysłową z myślą o rynku wewnętrznym. Carl Atkin, konsultant firmy Bidwells Agribusiness z Cambridge, która pomagała w konstruowaniu umów tego rodzaju, uważa, że początkowo miały one czysto komercyjny charakter, niemniej jednak rządy często wykorzystywały tego rodzaju działania, żeby zapewnić sobie odpowiednią podaż żywności. Zdaniem Atkina, obecne umowy o wykorzystaniu areałów rolniczych państw ubogich nie mają precedensu. – Obecnie mamy często do czynienia z umowami dotyczącymi 100 tys. hektarów. To co najmniej dziesięć razy więcej niż dotychczasowe tego rodzaju kontrakty – twierdzi brytyjski konsultant.

Bogaci dbają o swój interes

W zeszłym roku na szczycie poświęconym bezpieczeństwu żywnościowemu świata, który miał miejsce w Rzymie, miano zawrzeć porozumienie dotyczące inwestycji oraz pomocy dla ubogich rolników z państw afrykańskich, którzy mogą ponieść duże straty spowodowane wzrostem cen żywności. Niemniej jednak rządy państw zamożnych, ale nieposiadających wystarczających zasobów ziemi rolnej, szczególnie te z Bliskiego Wschodu, optowały za tym, by nie czekać na całościowe rozwiązanie problemu i opowiedziały się za dzierżawą ziemi w państwach ubogich. – Drobni rolnicy z biednych państw już teraz ucierpieli na skutek zawieranych kontraktów. Ludzie bez praw do własności ziemskiej mogą liczyć się nawet z rugowaniem z ziemi – uważa Alex Evans z nowojorskiego ośrodka Centre on International Cooperation. Z kolei Steve Wiggins z organizacji ODI (Overseas Development Institute) jest zdania, że zagraniczni inwestorzy spotkają się z wrogością ze strony miejscowej ludności, która nie uprawia ziemi na skalę przemysłową, posiada inną tradycję oraz kulturę. Wiggins uważa także, że uregulowanie praw własności będzie bardzo drażliwą kwestią.

Zamieszki na Madagaskarze

Zgoda władz na Madagaskarze na wydzierżawienie na 99 lat obszaru równego połowie Belgii, południowokoreańskiemu koncernowi Daewoo, spowodowała gwałtowne zamieszki w Antananarywie. Zdjęty ze stanowiska mer Antananarywy Andy Rajoelina, który prowadzi otwartą walkę z prezydentem Madagaskaru Markiem Ravalomananą, ze sprawy Daewoo uczynił jeden ze swych koronnych argumentów. „Sprawa Daewoo wywołała gniew ludności. Potępiam sygnatariuszy, rząd, a zwłaszcza prezydenta. Nasze zwyczaje zabraniają sprzedaży lub dzierżawy ziemi obcym” – oświadczył miejscowej prasie Rajoelina. Południowokoreański koncern nabył ziemię, żeby zniwelować swą zależność od importu ze Stanów Zjednoczonych. Daewoo zamierza produkować w najbliższym czasie na Madagaskarze około 5 milionów ton kukurydzy rocznie. Drażliwym punktem sporu jest również siła robocza. Na farmie koncernu mają pracować robotnicy z RPA. Daewoo poinformowało także o dalszych planach zakupu ziemi na tej afrykańskiej wyspie oraz produkcji oleju palmowego. Południowokoreański koncern nabył już wcześniej prawa do dużych obszarów ziemi rolnej w Indonezji.

Bliski Wschód kupuje ziemię

Jednym z regionów świata dotkniętym największym brakiem ziemi rolnej jest Bliski Wschód. Już teraz władze znajdujących się tam państw są za przyspieszeniem procesu nabywania ziemi w ubogich państwach afrykańskich i azjatyckich. W Indonezji firmy należące do rodziny bin Ladena podpisały w sierpniu zeszłego roku umowę na eksploatację 500 tys. hektarów pól ryżowych. Kilkadziesiąt tysięcy hektarów zostało sprzedanych w Pakistanie inwestorom z Abu Dhabi. Arabscy inwestorzy kupili także niedawno udziały w plantacjach w Sudanie. Prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich Kalifa bin Zayed oświadczył, że jego kraj rozważa duże inwestycje w ziemię rolną w Kazachstanie, by zabezpieczyć sobie stabilne dostawy żywności. Także Egipt zawarł z Sudanem kontrakt na uprawę milionów ton zboża przeznaczonego na eksport do Kairu. W tym afrykańskim kraju saudyjskie konsorcjum Radco wydzierżawiło ponad 10 tys. hektarów pod uprawę żywności na rynek Arabii Saudyjskiej.

Inni też kupują
Bogaci wykupują ziemię rolną nie tylko w Afryce, ale również w Europie. Na Ukrainie amerykański bank Morgan Stanley nabył 40 tys. hektarów ziemi uprawnej, rosyjska firma inwestycyjna Renaissance Capital 300 tys. hektarów, a brytyjska grupa inwestycyjna Landkom 100 tys. hektarów. Również rząd libijski, w zamian za gaz i ropę, uzyskał dostęp do 247 tys. hektarów ziemi na Ukrainie. W Rosji szwedzkie grupy inwestycyjne nabyły: Black Earth Farming 331 tys. hektarów, Alpcot-Agro 128 tys. hektarów ziemi rolnej. Ziemię nabywają także koncerny z Chin. W Kazachstanie Chińczycy wydzierżawili 7 tys. hektarów. W Afryce, w zamian za udostępnienie nowoczesnych technologii, chińskie firmy przejmują ziemię. Produkcję rolną Chiny przenoszą też do Australii. W Laosie chińskie przedsiębiorstwo ZTE uzyskało koncesję na eksploatację 100 tys. hektarów ziemi ornej pod uprawę biopaliw. Na Filipinach rząd podpisał umowy z Pekinem dające chińskim firmom dostęp do 1,24 mln hektarów ziemi, ale część porozumień została zawieszona. W tyle nie pozostają także firmy z Japonii. W Brazylii japońska grupa Matusi nabyła 100 tys. hektarów pod uprawę soi. W Stanach Zjednoczonych inwestorzy japońscy kontrolują ponad 200 tys. hektarów ziemi na potrzeby uprawy warzyw na rynek japoński.
Wszystkie okoliczności świadczą o tym, że mimo ostrzeżeń wielu organizacji międzynarodowych praktyka ta będzie się w najbliższym czasie nasilała, powodując zaostrzenie konfliktów społecznych w krajach ubogich. Jeśli światowa społeczność nie wypracuje sprawiedliwego modelu dystrybucji i rozdziału żywności, naszej planecie zagraża nowy neokolonializm.


Jacek Szpakowski
drukuj