Ministerstwo zostało zamulone
Z poseł Grażyną Gęsicką (PiS), minister rozwoju regionalnego w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego, rozmawia Mariusz Bober
Jak ocenia Pani plany minister rozwoju regionalnego Elżbiety Bieńkowskiej dotyczące przyspieszenia wydawania pieniędzy z funduszy unijnych?
– Plan jest znany od kilku miesięcy. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego zapowiedziało, że wyda w 2009 r. 16,7 mld złotych. Donald Tusk zaanonsował w swoim pakiecie antykryzysowym na początku roku, że Polska wykorzysta w tym roku 16,7 mld zł, to znaczy, że na taką kwotę dostaniemy zwrot z UE, ale w planie MRR mowa jest o wydatkach certyfikowanych do Komisji Europejskiej. To mniej niż zapowiedział premier, bo zwrot 16,7 mld zł uzyskalibyśmy, gdyby całą kwotę wydano do końca września. Żeby dostać z UE zwrot pieniędzy, trzeba czekać 3 miesiące od wysłania do Komisji Europejskiej potwierdzonych wydatków na otrzymanie pieniędzy. Więc aby te 16,7 mld zł nam zwrócono, rząd musiałby najpóźniej do końca września przesłać faktury potwierdzające wydatkowanie określonych funduszy. MRR mówi zaś o wydatkach certyfikowanych, czyli wysłanych do końca roku. Byłoby lepiej, gdyby zaplanowano więcej, bo w sumie mamy do wydania ok. 300 mld zł, a 2009 r. to trzeci rok funkcjonowania Narodowej Strategii Spójności (NSS) 2007-2013. W pierwszym półroczu z tych 16,7 mld zł miało być wydane 2,8 mld złotych. Reszta w drugim półroczu.
MRR chwali się, że plan został wykonany z nawiązką. Przekroczenie jest prawie dwukrotne.
– 22 lipca przedstawiono dane o wydatkowaniu NPR 2004-2006 (Narodowy Plan Rozwoju) oraz z półrocza NSS 2007-2013. NPR zakończyliśmy z ponadjednoprocentową nadwyżką wykonania. I choć tę nadwyżkę trzeba będzie pokryć z naszego budżetu, to nie ma czego żałować. Pełne wydatkowanie NPR to wielki sukces Polski: beneficjentów i administracji, wszystkich rządzących krajem, którzy ten program realizowali. Ja tylko żałuję, że program nie został zakończony w terminie, tzn. do końca 2008 roku. I beneficjenci, i administracja mieliby czas, żeby skupić się na projektach w ramach tej nowej, wielkiej perspektywy 2007-2013.
Mniejszy entuzjazm wykazywałabym w stosunku do realizacji półrocznego planu NSS 2007-2013. Tak naprawdę nie wiadomo, jaki jest rezultat pierwszych dwóch kwartałów. MRR podaje, że wydatkowano 5,4 mld złotych. Po pierwsze, kwota ta obejmuje wydatki nie tylko 2009 r., ale także 2008, a przecież cel określony był na 2009 rok. Po drugie, MRR nie podaje, jakie były wydatki certyfikowane do Komisji, tylko jakie poniesiono wydatki kwalifikowane: certyfikowane czy niecertyfikowane, połączone finansowanie unijne i wydatki podmiotów polskich – budżetu państwa, samorządów, przedsiębiorców i organizacji pozarządowych. Po zsumowaniu tego wszystkiego wychodzi nam imponujący rezultat 190 procent. Wiem, że rząd jest głodny sukcesu, ale nie godzi się manipulować danymi i wprowadzać w błąd opinię publiczną.
Jaki więc jest naprawdę wynik za pierwsze półrocze 2009 roku?
– Nie wiem. Zapewne osiągnięto zakładane 2,8 mld zł wydatków certyfikowanych, a może trochę więcej, ale tych danych nie podano do wiadomości publicznej. Pojawią się zapewne za kilka miesięcy.
Jakie są skutki spowolnienia wydatkowania funduszy unijnych?
– Już w 2008 r. saldo rozliczeń Polski z UE zmniejszyło się w porównaniu z rokiem ubiegłym. Polska dostała ogółem z UE niecałe 4 mld euro na czysto (tzn. po odjęciu składki), podczas gdy w 2007 było to prawie 4,6 mld euro. Jeszcze gorzej to saldo wypada we wpływach, które trafiły bezpośrednio do budżetu państwa: 4,3 mld zł w 2008 r. wobec 11,8 mld zł w 2007 roku.
Czy w takim razie grozi nam, że staniemy się płatnikiem netto (więcej wpłacimy do Unii, niż otrzymamy od niej)?
– To zależy od kilku rzeczy: tempa realizacji wypłat dla rolników i wsi w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, tempa realizacji dużych inwestycji infrastrukturalnych i innych projektów finansowanych przez UE. Nasza składka do UE rośnie. W 2008 r. wpłaciliśmy 3,4 mld euro. W 2009 będzie to podobna lub nieco wyższa kwota. Polska musi więc realizować szybko i sprawnie programy unijne, żeby uzyskać nadwyżkę w relacjach z UE. W 2010 r. nie będzie już NPR i rząd musi znacznie zwiększyć wykorzystanie środków NSS 2007-2013, żeby do Unii nie dopłacać.
Skoro jest tak słabe tempo wykorzystania funduszy, to znaczy, że unijne fundusze nie wesprą walki z kryzysem?
– Do tej pory wszystkie rządy, począwszy od gabinetu Leszka Millera do Jarosława Kaczyńskiego, najpierw realizowały projekty, a potem ubiegały się o zwrot przewidzianej części poniesionych wydatków. Natomiast gabinet Donalda Tuska stosuje zupełnie odwrotną politykę. Wziął mianowicie część zaliczki z konta w NBP, na które wpłaciła ją Komisja Europejska, i postanowił wykorzystać ją na likwidację długu publicznego. W znowelizowanym budżecie zapisano na zapchanie dziury budżetowej ponad 8 mld złotych. Warto przypomnieć, że już wcześniej zaliczka była używana do interwencji na rynku walutowym. Można więc powiedzieć, że rząd wykorzystuje unijne pieniądze, choć nie na realizację projektów. Tymczasem UE nie pozwala używać tych pieniędzy na łatanie budżetu i w 2010 lub następnych latach te pieniądze trzeba będzie zwrócić.
Co będzie w związku z tym?
– W najlepszym wypadku władze Polski będą musiały oddać te pieniądze. W najgorszym – zostaniemy za to obłożeni karami przez UE.
I jakoś nie słychać larum specjalistów z tego powodu?
– Organizacje przedsiębiorców wypowiedziały się w bardzo negatywnym tonie. Bronią swoich członków. Użycie zaliczki do zapychania dziury budżetowej ogranicza możliwość wzięcia zaliczek przez beneficjentów i wykonawców projektów. Przez to realizują oni projekty wolniej i drożej. Muszą bowiem brać kredyty bankowe i za nie płacić.
Z czego wynika problem z wykorzystaniem pieniędzy? Przecież lista projektów kluczowych, a także projektów uzupełniających MRR jest pełna?
– Rzeczywiście. Jednak gdy przeanalizujemy wielkości tych projektów, które MRR publikuje na swoich stronach internetowych, to zobaczymy, że obecnie są realizowane bardzo małe projekty. To nie jest nic złego, bo one też są ważne. Jednak zaniedbane są duże projekty strategiczne, które powinne być realizowane szybciej. Są to bowiem wielkie projekty infrastrukturalne, budowy autostrad, dróg ekspresowych itd., a więc te inwestycje, na które od lat czekamy i które są najdroższe. Obecnie jest podpisanych prawie 15 300 umów opiewających w sumie na 33 mld złotych. Oznacza to, że przeciętny projekt, który dofinansuje UE, wart jest ponad 2 mln złotych. W kolejce na rozpatrzenie oczekuje zaś jeszcze ok. 60 tysięcy wniosków! Także średnia wartość tych oczekujących wniosków jest podobnej wielkości. Mówiąc wprost: obecnie administracja jest „zamulona” olbrzymią ilością drobnych wniosków.
W takim razie co powinniśmy zrobić, by wykorzystać te przyznane Polsce 67 mld euro na lata 2007-2013?
– Trzeba natychmiast zacząć realizować duże projekty: drogi, inwestycje przeciwpowodziowe, środowiskowe, energetyczne itd. ň propos dróg, chcę podkreślić, że ministerstwo infrastruktury podczas nowelizacji budżetu zrezygnowało z funduszy budżetowych na wkład własny potrzebny do budowy dróg.
Dlaczego?
– Ministerstwo tłumaczy, że te pieniądze będą pochodziły z obligacji, które wyemituje Bank Gospodarstwa Krajowego. Rząd spodziewa się, że uzyska w ten sposób blisko 10 mld złotych. Na liczne pytania, kiedy obligacje zostaną wyemitowane i kiedy uzyska spodziewane pieniądze, odpowiada enigmatycznie, że wkrótce, do końca roku.
A czy rząd mógłby wykorzystać zaliczkę z UE jako zabezpieczenie funduszy na wkład własny?
– Oczywiście, i nie rozumiem, dlaczego tego nie zrobił, decydując się zamiast tego na dłuższe, czasochłonne i droższe rozwiązania pozyskiwania tych pieniędzy z kredytu Europejskiego Banku Inwestycyjnego i z obligacji emitowanych przez BGK.
Myśli Pani, że w obecnej sytuacji gospodarczej znajdą się chętni na zakup obligacji BGK?
– To dobre pytanie, które sama sobie zadaję. Jest to przykład dziwnej ekonomii, która, niestety, oddala nas nie tylko od wykorzystania tych 67 mld euro, ale także od szybkiej budowy oczekiwanych od lat dróg ekspresowych i autostrad.
A dlaczego tak wolno realizowane są inne duże projekty, dotyczące choćby budowy infrastruktury przeciwpowodziowej czy środowiskowe?
– W Polsce, niestety, bardzo długo trwa przygotowywanie projektów środowiskowych. W tym wypadku jednak MRR powinno wydzielić pewną kwotę pieniędzy z funduszy przeznaczonych na pomoc techniczną, a więc na przygotowanie projektów, administrację itd. i zamówić to, co jest potrzebne do szybkiej realizacji projektu, czy to będą np. analizy techniczne, studium czy konsultacje. Pani minister Bieńkowska od półtora roku tłumaczy, że te projekty są wciąż nieprzygotowane. W takim razie należy pomóc je przygotować Ministerstwu Środowiska i odpowiedzialnym instytucjom rządowym.
A co przeszkadza w realizacji projektów w innych dziedzinach?
– Na przykład w dziedzinie nauki, zdrowia czy kultury zależy to zapewne od uwarunkowań wynikających ze specyfiki tych dziedzin. Ponadto obecna ekipa niewiele zrobiła w 2008 r., aby ułatwić proces realizacji największych inwestycji zarówno w sferze prawa, jak i organizacji działania administracji. Najwyższa Izba Kontroli, analizując wykonanie budżetu za ubiegły rok, do czego jest zobligowana, wytknęła MRR, że nie zobowiązało innych jednostek rządowych do przekazywania mu informacji, jak przebiega wydatkowanie środków unijnych. Jak wiadomo, MRR jest tylko organizacją zarządzającą rozdziałem środków, natomiast wydatkowanie ich zależy od innych ministerstw: infrastruktury, edukacji, środowiska itd. Jeśli nie miały one obowiązku, by przekazywać informacje o sposobie i trybie wydatkowania funduszy, to trzeba postawić pytanie, jak wyglądało zarządzanie przez MRR procesem wydatkowania unijnych funduszy.
Dziękuję za rozmowę.
