Na plebanii rodziła się historia

Santo subito

Z ks. infułatem Stanisławem Macem, proboszczem katedry pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W 1991 r. Ojciec Święty gościł w Rzeszowie. Jak wspomina Ksiądz tamte wydarzenia?

– Podczas IV pielgrzymki do Ojczyzny Jan Paweł II odwiedził wiele miejscowości, jednak dla mnie największym przeżyciem była Jego wizyta w Rzeszowie 2 czerwca 1991 r., cała uroczystość bowiem odbyła się na terenie mojej parafii. Istotne było także to, że Ojciec Święty poświęcił wówczas kościół (obecną katedrę), którą z takim trudem razem z wiernymi budowaliśmy. W 1972 r. zostałem tu skierowany przez ks. bp. Ignacego Tokarczuka jako pierwszy po wojnie proboszcz do budowy kościoła. Rzeszów się rozrastał, a miał tylko cztery parafie, dlatego była potrzeba budowy nowych świątyń. Udało nam się wywalczyć miejsce pod nowy kościół. Nie było to wcale łatwe i wiązało się z licznymi procesami, przesłuchaniami, kolegiami, które trzeba było zapłacić, bo komunistyczne władze nie chciały łatwo ustąpić. Dlatego pragnieniem nas wszystkich i moim osobiście było to, aby kościół, który został wzniesiony z tak wielkim trudem, wysiłkiem i ofiarą całej wspólnoty parafialnej, poświęcił sam Papież. Tak też się stało 2 czerwca 1991 r. podczas specjalnego nabożeństwa, w obecności wielu kardynałów i biskupów. Było to dla mnie jedno z najważniejszych przeżyć. Namiestnik Chrystusa na ziemi poświęcił kościół – koronę wieńczącą olbrzymi wysiłek wiernych, ale i mój.


Na zakończenie Eucharystii w Rzeszowie Papież wypowiedział znamienne słowa: „Trzeba nam dzisiaj nowej wiary, nowej nadziei i nowej miłości”. Wydaje się, że słowa te są wciąż aktualne…


– Trzeba powiedzieć, że dzisiaj wpływ propagandy laickiej jest dużo silniejszy niż wówczas, aczkolwiek podczas IV pielgrzymki Jana Pawła II do Polski było wiele ataków na Papieża i wystąpień przeciwko Kościołowi. Były podejmowane próby zdyskredytowania Kościoła, duchownych, a podczas manifestacji na ul. Miodowej w Warszawie znieważono nawet samego Prymasa. Wydaje się jednak, iż dzisiaj jest jeszcze większe nasilenie ataków na Kościół. Dlatego nauczanie Ojca Świętego jest wciąż jak najbardziej aktualne i potrzebne. Wtedy w Rzeszowie powiedział: „Zatem jeśli jesteś chrześcijaninem, niech to nie będzie wzywanie Imienia Pańskiego nadaremno. Bądź chrześcijaninem naprawdę, nie tylko z nazwy, nie bądź chrześcijaninem byle jakim”.


Czy Papież był wymagającym gościem?


– Przeciwnie, był bardzo skromnym, a jednocześnie serdecznym i radosnym gościem. Podczas obiadu, którym Go podejmowałem na plebanii, w którym uczestniczyli tylko najbliżsi współpracownicy z Watykanu oraz ks. bp Ignacy Tokarczuk, Papież żartował i rozmawiał ze wszystkimi. Myślę, że bardzo ważnym akcentem tego spotkania była też rozmowa, jaką Papież przeprowadził ze mną po obiedzie na temat miasta Rzeszowa, jego związków z Przemyślem i Tarnowem. Sądzę, że nie będzie nadużyciem stwierdzenie, iż wówczas rodziła się myśl utworzenia w Rzeszowie nowej diecezji. Można zatem powiedzieć, że na plebanii rodziła się nowa historia Kościoła, Kościoła rzeszowskiego. Po rozmowie z Ojcem Świętym poinformowałem o tym fakcie ks. bp. Tokarczuka i przypuszczaliśmy, że Papież będzie chciał utworzyć nową diecezję. Zostało to potwierdzone rok później, kiedy 25 marca 1992 r. na nowej mapie polskich diecezji znalazł się Rzeszów, a kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa Ojciec Święty podniósł do rangi katedry.


Można zatem powiedzieć, że był to niejako dar, konsekwencja wizyty Ojca Świętego w Rzeszowie…


– Niewątpliwie najważniejszym darem było jednak wyniesienie na ołtarze ordynariusza przemyskiego ks. bp. Józefa Sebastiana Pelczara, twórcy żeńskiego Zakonu Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. Był to zresztą główny motyw przyjazdu Papieża do Rzeszowa. Kolejnymi, jak już wcześniej powiedziałem, było ustanowienie diecezji oraz poświęcenie kościoła w Rzeszowie – mieście, które po wojnie zyskało negatywną opinię „miasta czerwonego”.


Przesłaniem tej pielgrzymki był Dekalog. Papież uczył nas, że odzyskaną dwa lata wcześniej wolność trzeba mądrze zagospodarować. Czy mądrze zagospodarowaliśmy tę wolność?


– Powiedzenie, że zgodnie z wolą Sługi Bożego zagospodarowaliśmy wolność do końca, byłoby nadużyciem. Z drugiej jednak strony nie można powiedzieć, iż nauczanie papieskie w tej materii pozostało bez echa. Mimo wielu kontrowersji, kłótni i sporów, jakie obserwujemy, można dostrzec, że powoli budzi się w Narodzie potrzeba wcielania w życie wartości, które wypływają z Dekalogu. Zalążkiem tego było przepowiadanie papieskie przez 18 laty.


Dziękuję za rozmowę.

drukuj