Czy Sara wiedziała?

Ewangelia

II niedziela Wielkiego Postu

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden wytwórca sukna na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych.

Mk 9, 2-10

Czy Sara wiedziała?

Wydarzenie, o którym wspomina dziś pierwsze czytanie, próba, jakiej Bóg poddał Abrahama na górze w kraju Moria, jest o tyle szczególne, że zostało opisane za pomocą techniki prostej narracji, w której uczucia pozostają od początku do końca ukryte. Nie potrafimy tak na nie patrzeć. Co czuł ojciec, blisko stuletni starzec, któremu Bóg, nakazując złożenie ofiary z Izaaka, chciał zabrać i tę odrobinę nadziei, jaka mu pozostała po życiu wypełnionym tułaczką, niespełnieniem, samotnością? O czym myślała Sara, gdy Abraham tuż przed wyruszeniem w podróż spojrzał na nią wypełnionymi bezbrzeżnym smutkiem i niezrozumieniem oczami? Czy Bóg jest okrutny?…

A jeśli ten sam Bóg posyła na świat swojego Syna, pozwala, aby Go sponiewierano, zdeptano, a potem przybito do krzyża? Tam ręka uzbrojona w nóż została w ostatniej chwili powstrzymana, na Golgocie śmierć zebrała swoje okrutne żniwo. Miłość to czy okrucieństwo? Wymykająca się ludzkiemu poznaniu logika, posłuszeństwo zakładające całkowite podporządkowanie siebie woli Ojca czy Boże igrzyska, daremne cierpienie?

Dużo pytań ciśnie się dziś na usta. Gdzieś tam głęboko w duszy rodzi się bunt – taki sam jak wtedy, gdy w Liturgii Słowa pojawiają się opisy wojen i okrucieństwa albo gdy myśl przywraca pamięć dymiących kominów oświęcimskich krematoriów. Dlaczego Bóg pozwalał na to? Czy potrzebna była próba Abrahama? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba sięgnąć po kluczowe dla właściwego zrozumienia tych wydarzeń pojęcie: ludzka wolność. To właśnie w jej przestrzeni dokonuje się zbawienie człowieka, jego wzrastanie. Nie zawsze ta wolność była dobrze wykorzystywana. Skażona grzechem ludzka natura wywoływała wojny, zło stawało się źródłem innego zła, przemoc rodziła kolejną przemoc, pragnienie zemsty prowadziło do jeszcze większej jego eskalacji. Bóg widział, że człowiek o własnych siłach nie był w stanie przerwać obłędnego łańcucha kłamstwa i egoizmu. Napomnienia kierowane przez proroków, zsyłane kary okazywały się nieskuteczne. Bóg musiał zadziałać radykalnie. Aby przerwać ów bezsensowny korowód okrucieństwa, potrzebne było misterium Wcielenia i Odkupienia, które wniosły w życie ludzi inną logikę: logikę krzyża, przebaczenie w miejsce zemsty, miłosierdzie zamiast kary. W Chrystusie człowiek został uratowany przed samodestrukcją. W Nim zło zostało pokonane mocą dobra.

Aby móc przyjąć taki sposób postrzegania świata, konieczne jest posłuszeństwo Bogu. Wiara w Jego Słowo domaga się całkowitego podporządkowanie się Jego woli, przyjęcia jej nawet wtedy, gdy po ludzku wydaje się ona niezrozumiała i bezsensowna. Dlatego Pan Bóg czasem poddaje człowieka próbom, podczas których może on zweryfikować swoją miłość i wierność, umocnić się, dostrzec swoje braki i naprawić błędy. Nie potrafi pokonać zła ten, w którego wierze jest zbyt wiele ludzkiej logiki. Sam sobie nie poradzi. Nawet obecność podczas przemienienia na górze Tabor nie uchroniła apostołów przed zwątpieniem i rozproszeniem w chwili próby. Zbyt wiele było w nich ich własnych wyobrażeń o Mesjaszu. Zmieniło się to, kiedy zrozumieli, czym był krzyż i kiedy dali się ponieść przesłaniu, które w nim zostało zapisane przez Jezusa.

Kiedy w człowieku dokona się całkowita zgoda na to, by w jego życiu działa się wola Boża, zaczyna patrzeć na świat innymi oczami. To, co do tej pory wydawało się stratą, teraz okazuje się być zyskiem, słabość staje się mocą. Przekleństwo staje się błogosławieństwem.


ks. Paweł Siedlanowski
drukuj