Niewygodni świadkowie?

Z Waldemarem Rekściem, świadkiem w procesie sprawców Grudnia ’70, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Był Pan jednym z tych, którzy w 38. rocznicę Grudnia ’70 „pocałowali klamkę” warszawskiego sądu. Jak Pan ocenia to kolejne odroczenie i dotychczasowy przebieg procesu?

– To są oczywiste, jawne kpiny z wymiaru sprawiedliwości. Skoro sędzia jest rzekomo tak chorowity, to należało już dawno go zmienić i proces zakończyć. Podobno przesłuchano już przeszło siedmiuset świadków i zastanawiające jest, dlaczego tych kilku czy kilkunastu ostatnich musi już od blisko roku czekać na przesłuchanie. Obłudne deklaracje ministra sprawiedliwości, że nie może ingerować w niezależność sądu, mają się nijak do jawnych kpin z wymiaru sprawiedliwości uprawianych w tej sprawie przez warszawski sąd. Albo więc ten proces nie ma się nigdy zakończyć, albo ktoś z tych świadków jest wyjątkowo niewygodny dla oskarżonych i ich formalnych i nieformalnych obrońców.


Czy domyśla się Pan o kogo może chodzić?


– Nie wiem. Być może chodzi o to, że jestem w stanie udowodnić, iż przynajmniej w Gdańsku byli rozstawieni snajperzy, którzy strzelali do ludzi – niekoniecznie uczestników manifestacji czy walk ulicznych. Strzelali, aby zabić, celowo mnożąc liczbę ofiar.


Jaki był cel tej zbrodni?


– Grudzień ’70 był polityczną zbrodnią. Chodziło o obalenie rządów Władysława Gomułki i przejęcie władzy przez inną partyjną klikę, zapewne pod wodzą Stanisława Kociołka. Stąd na Wybrzeżu od początku nie tylko nie robiono nic, aby uspokoić nastroje po drastycznej podwyżce cen żywności, ale wręcz odwrotnie – starano się społeczeństwo sprowokować i celowo doprowadzić do takiej masakry, która miała wymusić zmiany polityczne na najwyższym szczeblu. Dziś już wiadomo, że gdy jednak ta grupa zbrodniarzy – bo tak ich trzeba nazwać – przegrała partyjną rozgrywkę i władzę objął Edward Gierek, to nawet gdy jechał ze Śląska do Warszawy, próbowano go zatrzymać i do Warszawy nie wpuścić.


Uczestniczył Pan w demonstracjach zarówno w Gdańsku przed siedzibą komitetu partii, jak i w Gdyni przy przystanku Gdynia Stocznia. Przy Panu ginęli ludzie. Jak z perspektywy wielu lat ocenia Pan tamten dramat?


– Grudzień ’70 jakby szedł w zapomnienie, bo być może jest niewygodny dla obecnych tzw. politycznych elit. Nawet gdańskie Trzy Krzyże bardziej się dziś ludziom kojarzą z Sierpniem ’80 niż z grudniową tragedią, którą mają upamiętniać. O Grudniu ’70 do tej pory wydaje się różne bałamutne książki, które dalekie są od prawdy. Przykładowo, notorycznie, nawet w internecie, powiela się wymyśloną przez komunistyczną propagandę bzdurę, jakoby studenci odmówili poparcia robotnikom, tymczasem 14 grudnia w manifestacjach i walkach ulicznych w Gdańsku wzięło udział co najmniej kilkuset studentów Politechniki Gdańskiej i Akademii Medycznej w Gdańsku, a 17 grudnia w „rozstrzelanym pochodzie” w Gdyni wzięli udział przedstawiciele wszystkich zawodów i grup społecznych.


Jakie było znaczenie Grudnia ’70?


– Grudzień ’70 był narodowym zrywem, który trwale podciął ideologiczne korzenie komunizmu. Jego znaczenie w historii Polski i świata jest nie do przecenienia. Nieprzypadkowo potem nastąpił zmierzch komunistycznych partii w Europie Zachodniej, a do dziś nikt w Polsce czy w świecie nie wie, jak szerokim echem odbił się w Związku Sowieckim. Sierpień ’80, rozpad sowieckiego imperium i upadek muru berlińskiego były nieuchronnymi konsekwencjami Grudnia ’70. I smutne, że weterani tamtych wydarzeń nie tylko nie korzystają z należnego im szacunku całego społeczeństwa, ale są wręcz szykanowani np. przez ZUS, tak jak żyjący w nędzy Bernard Skorowski z Sierakowic, uczestnik konspiracji niepodległościowej „Semper Fidelis Victoria”, ciężko ranny i trwale okaleczony w Grudniu ’70. Ja sam w warszawskim sądzie czułem się trochę jak intruz. Pomijam już skandaliczny sposób, w jaki świadkowie-weterani są traktowani i rozliczani finansowo przez warszawski sąd, kiedy muszę dopłacać do wyjazdów do Warszawy. Nikt nie pomyślał, że część z nich potrzebuje opieki, aby w ogóle do sądu dotrzeć, że powinni mieć wcześniej zapewniony hotel z wyżywieniem i transport do sądu, zamiast umęczeni tłuc się wiele godzin nocnymi pociągami i płacić za taksówki, aby zdążyć na rozprawę. To jest skandal i hańba, że tak się w wolnej Polsce traktuje ludzi, którzy o tę wolność walczyli. Dopiero po 50 latach, w 2006 r. prezydent Lech Kaczyński odznaczył żyjącą jeszcze garstkę weteranów poznańskiego Czerwca ’56. Do tej pory nie słyszałem o tym, aby odznaczono jakiegokolwiek weterana Grudnia ’70, jakkolwiek w naszym państwie bardzo hojnie się szasta najwyższymi odznaczeniami państwowymi. No cóż, grudniowe wdowy i weterani nadal cierpliwie czekają, tylko że jest ich coraz mniej…


Dziękuję za rozmowę.
drukuj