Prawa człowieka – między prawem a bezprawiem

Ks. prof. Jerzy Bajda

Pomimo uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka jesteśmy świadkami rozmijania się rzeczywistości z tekstem tego dokumentu. Filozofia praw człowieka w pragmatyce ONZ jest utrzymana w perspektywie indywidualizmu sterującego ku absolutnej wolności jednostki, co kryje w sobie niebezpieczeństwo zachwiania właściwą interpretacją praw człowieka. Zwłaszcza tradycyjne pojęcie rodziny zastępowane jest różnymi „nowotworami” niemającymi żadnego pokrycia w podstawach antropologii, a zwłaszcza w Objawieniu.

Przed siedmiu laty ukazała się gruntowna praca Franciszka Janusza Mazurka pt. „Godność osoby ludzkiej podstawą praw człowieka” (Lublin 2001), w której autor omawia szczegółowo m.in. genezę Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i szeroki kontekst dyskusji filozoficznej nad istotą i uzasadnieniem praw człowieka. W tej dyskusji niewątpliwie na czoło wybija się problem godności osoby ludzkiej, ponieważ według Jacques’a Maritaina owa godność miała być uznana za bezpośrednią podstawę uzasadnienia praw osoby i ich mocy obowiązującej. Już od początku nie było jednomyślności co do rozumienia istoty godności i jej funkcji w stosunku do systemu praw człowieka. W filozofii Maritaina godność była nieodłączna od wszczepionego przez Stwórcę „Obrazu Bożego”, dzięki któremu człowiek jako osoba istnieje w stosunku transcendencji do świata. Wiadomo było jednak, że przedstawiciele różnych państw, nieakceptujących filozofii chrześcijańskiej, nie zgodzą się na tę koncepcję i dlatego „pojęciu godności osoby ludzkiej w Deklaracji nadano interpretację laicką”, dzięki czemu formuła stała się strawna dla wszystkich, choć nie zawierał się w tym gest antyreligijny. Nie da się ukryć, że w toku redakcji Deklaracji dokonał się pewien kompromis, który mógł (musiał?) stać się zarzewiem pewnego fermentu ideowego zmierzającego do oderwania sensu „praw człowieka” od ontycznych podstaw człowieczeństwa. Maritain podaje, że na jednym z posiedzeń, na którym prowadzono dyskusję o prawach człowieka, ktoś wyraził zdziwienie, że ludzie różnych, przeciwnych i zwalczających się orientacji ideologicznych, porozumieli się w sprawie wstępnego projektu listy praw człowieka. Na to zdziwienie odpowiedziano: „Tak, zgadzamy się, jednakże pod warunkiem, że nikt nie będzie nas pytał 'dlaczego'” (por. J. Maritain „L’homme et l’Etat”, s. 568; za: F. J. Mazurek, dz. cyt., s. 95).

Maritain uważał, że jest potrzebne odrodzenie prawdziwej wiary w godność człowieka, podkreślał znaczenie założeń filozoficznych dla właściwego rozumienia praw człowieka i krytykował związanie koncepcji praw człowieka z filozofią indywidualistyczną, co miało miejsce głównie w okresie rewolucji francuskiej. Nie bez smutnej ironii napisał: „Patrzcie, z jaką uroczystą nabożnością współczesny świat ogłosił święte prawa jednostki i jaką cenę za to zapłacił. A jednak nigdy wielkie, bezimienne potęgi: Państwa, Pieniądza, Opinii, nie panowały bezwzględniej nad jednostką” (por. J. Maritain „Trzej reformatorzy: Luter, Kartezjusz, Rousseau”, Warszawa 2005, s. 51).


W spojrzeniu Jana Pawła II


Jan Paweł II w swoich licznych wystąpieniach dotyczących praw człowieka kładł nacisk najczęściej na dwie sprawy: potrzebę odnoszenia pojęcia praw człowieka do najgłębszej prawdy antropologicznej oraz na fakt rozmijania się rzeczywistości z tekstem deklaracji. Na przykład 22 grudnia 1979 roku w przemówieniu do Kolegium Kardynalskiego akcentuje fakt, że „nie zawsze szanuje się w należny sposób wielką świętość człowieka, każdego człowieka…”. Nadto z pewnym naciskiem stwierdza, że „Prawa człowieka – zawarte w podstawowej Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z roku 1948 (…) są dziś na świecie zagrożone; ogranicza się je i paraliżuje, jeżeli wręcz się ich nie łamie lub nie likwiduje. Nigdy dotąd nie wysławiano z taką mocą godności i prawa człowieka do życia należnego istocie ludzkiej, lecz również nigdy dotąd deklaracje te nie były tak rażąco obrażane” (por. Przemówienie do Kolegium Kardynalskiego, w: Jan Paweł II, Nauczanie społeczne 1978-1979, tom II, Warszawa 1982, s. 198-213).

W cytowanym przemówieniu Jan Paweł II upomina się również mocno o prawo do wolności od przymusowej ateizacji (por. tamże, s. 205).

W orędziu do sekretarza generalnego ONZ z 2 grudnia 1978 r. nie tylko akcentuje konieczność respektowania pewnych praw (zwłaszcza prawa do wolności religijnej), ale także w sposób głęboko znaczący uzupełnia listę praw sformułowaną w 1948 roku. Pisze bowiem: „Któż może zaprzeczyć, że dzisiaj indywidualne osoby i władze państwowe bezkarnie łamią podstawowe prawa człowieka, takie jak prawo do narodzenia się, do życia, do odpowiedzialnej prokreacji, prawo do pracy, pokoju, wolności i sprawiedliwości społecznej, prawo do współuczestniczenia w podejmowaniu decyzji dotyczących ludzi i narodów?” (por. tamże, s. 51).

W mocnych słowach Jan Paweł II upomniał się o respektowanie duchowego wymiaru ludzkiego istnienia i zaprotestował przeciwko redukowaniu życia ludzkiego do płaszczyzny materialnej i ekonomicznej (por. tamże, s. 318-319).

Sens cywilizacji polega na tym, „by życiu poszczególnych wspólnot politycznych nadać ten właśnie kształt, w którym będą w pełni zabezpieczone obiektywne prawa ludzkiego ducha, ludzkiego sumienia, ludzkiej twórczości, a zarazem stosunku człowieka do Boga” (por. tamże, s. 321). Równocześnie Jan Paweł II formułuje ogólniejsze oceny na temat sytuacji praw człowieka w swoich encyklikach. Na przykład w „Centesimus annus” definiuje istotę tzw. błędu antropologicznego obciążającego socjalizm i eliminującego osobę ludzką jako podmiot praw i podmiot życia społecznego (CA 13). Tylko filozofia chrześcijańska przewiduje przestrzeń, w której dochodzi do głosu zarówno podmiotowość osoby, jak i społeczeństwa, niepochłonięta bez reszty przez strukturę państwową. Papież stwierdza, że źródłem błędu tkwiącego w socjalizmie jest ateizm. Pisze: „Odpowiadając na wezwanie Boga, zawarte w samym istnieniu rzeczy, człowiek uświadamia sobie swą transcendentną godność. Każdy człowiek winien sam dać tę odpowiedź, która jest szczytem jego człowieczeństwa i żaden mechanizm społeczny czy kolektywny podmiot nie może go zastąpić. Negacja Boga pozbawia osobę jej fundamentu, a w konsekwencji prowadzi do takiego ukształtowania porządku społecznego, w którym ignorowana jest godność i odpowiedzialność osoby”. Papież przypomina, że „ateizm, o którym mowa, jest zresztą ściśle związany z oświeceniowym racjonalizmem, który pojmuje rzeczywistość ludzką i społeczną w sposób mechanistyczny” (CA 13). Komentując encyklikę „Rerum novarum” w kontekście całego nauczania Leona XIII, Jan Paweł II zauważa, że ten obrońca praw robotników miał na uwadze swoisty błąd ideologiczny, który z bliska dotyka samej podstawy praw człowieka (osoby). Jan Paweł II pisze: „Błąd ten (…) kryje się w koncepcji ludzkiej wolności oderwanej od posłuszeństwa prawdzie, a zatem również od obowiązku poszanowania praw innych ludzi. Treścią wolności staje się wówczas miłość samego siebie posunięta aż do wzgardzenia Bogiem i bliźnim, miłość, która prowadzi do bezgranicznej afirmacji własnej korzyści i nie daje się ograniczyć żadnymi nakazami sprawiedliwości” (CA 17). Krytykę tej koncepcji wolności pojętej jako absolut spotkamy w „Evangelium vitae”, gdzie mówi się o tym, że jest ona przyczyną głębokiej sprzeczności między literą wszelkich deklaracji, a praktyką życia w wielu państwach (EV 18-19). Absolutyzacja wolności w indywidualistycznym ujęciu pozbawia wolność tych wartości, które zostały jej ofiarowane jako dar Stwórcy. „Taka wolność zapiera się samej siebie i zmierza do autodestrukcji i do zniszczenia drugiego człowieka, gdy przestaje uznawać i respektować konstytutywną więź, jaka łączy ją z prawdą”. Człowiek gubi wtedy obiektywne kryteria moralne i kieruje się jedynie subiektywną opinią lub egoistycznym interesem i kaprysem (EV 19). Komentując nowe zjawisko alienacji (zjawisko nowej alienacji) zaistniałe w dobie przemian postkomunistycznych, Jan Paweł II przypomina ściśle personalistyczne podstawy wolności: „Człowiek, który troszczy się wyłącznie albo głównie o to, by mieć i używać, niezdolny już do opanowywania własnych instynktów i namiętności oraz do podporządkowania ich sobie przez posłuszeństwo prawdzie, nie może być wolny: posłuszeństwo prawdzie o Bogu i człowieku jest pierwszym warunkiem wolności, pozwala człowiekowi uporządkować własne potrzeby, własne pragnienia i sposoby ich zaspokajania według właściwej hierarchii, tak aby posiadanie rzeczy pomagało mu wzrastać” (CA 41). W paragrafie 47. encykliki „Centesimus annus” Papież przypomina, jakie prawa człowieka należą do skarbca demokracji, ukazując zarazem ich duchową hierarchię. Mówi więc, że: „Źródłem i syntezą tych praw jest w pewnym sensie wolność religijna, rozumiana jako prawo do życia w prawdzie własnej wiary i zgodnie z transcendentną godnością własnej osoby”. Przedtem przypomniał, że demokracja nierespektująca obiektywnego porządku moralnego „łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” (CA 46).


Na manowcach ideologii


Taka degradacja kultury praw człowieka jest nieunikniona, kiedy gubi się podstawy filozoficzne tych praw. To, przed czym ostrzegał Jan Paweł II, stało się rzeczywistością i pokazał to dokładnie Michel Schooyans w swojej pracy na temat ONZ (por. M. Schooyans „La face cachee de L’ONU”, Paris 2000). Przedstawia on przemianę „tolerancji” w nową postać inkwizycji, mianowicie laickiej (por. tamże, s. 79 nn.).

Jak wiadomo, już od XVI wieku agnostycy lansowali pojęcie „tolerancji”, które miało oznaczać wykluczenie wszelkich „dogmatów” oraz obiektywnych zasad moralnych. Oznaczało to, że jednostka w imię relatywizmu moralnego jest „totalnie wolna”. Od tej tolerancji „doktrynalnej” odróżniano jednak tolerancję „cywilną”, wymagającą poszanowania dla przekonań konkretnych osób w społeczeństwie. Sprawa się komplikuje, „kiedy to pojęcie 'tolerancji’ odniesiemy do problemu praw człowieka i demokracji. Jeżeli bowiem stawiam zasadę, że społeczeństwo (konkretnie – polityczne) – powinno być tolerancyjne 'doktrynalnie’, czyli obojętne wobec kwestii prawdy i fałszu, dobra i zła, to takie społeczeństwo staje się absolutnie niezdolne do wypowiedzenia się na temat, czym są prawa człowieka” (por. tamże, s. 80).

W rezultacie – twierdzi autor – ten agnostycyzm implikowany przez tolerancję doktrynalną, razem ze swym integralnym relatywizmem, musi doprowadzić do nietolerancji cywilnej. Kiedy każdy ma swoją moralność i każda z nich jest w równym stopniu prawdziwa lub fałszywa, wtedy znika baza ludzkiego uspołecznienia; zbiorowość ludzka odnajduje się w dżungli (por. tamże, s. 81).

Na tej zasadzie dokonały się pewne precedensy mające charakter derogacji w stosunku do Deklaracji z roku 1948. Prawda przestała odgrywać rolę normatywną, teraz decydującym kryterium jest „wolność”. Tak było w USA w roku 1973, tak było we Francji w roku 1975. Zamach na życie osoby ludzkiej w stanie prenatalnym został umożliwiony dzięki „tolerancji” szanującej wolność jednostki. Na tej zasadzie pojawiły się „nowe prawa”, które miały zastąpić tamte „stare”, już częściowo niewygodne i zarazem bezbronne wskutek braku fundamentu metafizycznego. Problem na tym się nie kończy. Profesor Schooyans, znowu sięgając do historii, przypomina, że cały ruch „tolerancyjny” jako ruch antydogmatyczny rozwijał się zdecydowanie w kierunku zaatakowania podstawowej bazy dogmatów, to jest Objawienia i Kościoła, który jest odpowiedzialny za strzeżenie i przekazywanie treści Objawienia światu. Tak więc ta polityka „tolerancji” miała na celu stworzenie społeczeństwa całkowicie „zsekularyzowanego”. Przez pewien paradoks, a w gruncie rzeczy przez świadomy podstęp, to społeczeństwo zlaicyzowane miało otrzymać nową religię, mianowicie „religię cywilną” wraz z obowiązującym systemem doktrynalnym. Taki przykład religii cywilnej, coś w rodzaju nowego „cezaropapizmu”, mieliśmy w systemie komunistycznym, którego istotną cechą była absolutna nietolerancja wobec „inaczej myślących”. Dowodem na to, że ONZ dąży do takiego „cezaropapizmu”, jest upór, z jakim ta organizacja usiłuje narzucić wszystkim społeczeństwom „nowe prawa człowieka”. ONZ chce odegrać rolę „zsekularyzowanego Kościoła, dążącego do narzucenia wszystkim swego racjonalizmu, zarówno w wymiarze społecznym jak i w wymiarze indywidualnych sumień” (por. tamże, s. 83-84).


„Prawa” wrogie rodzinie


Ponieważ w Deklaracji z roku 1948 rodzina nie została zdefiniowana jako specyficzny podmiot prawa, stąd w klimacie laickiego relatywizmu jest ogromnie łatwo podważyć prawa rodziny i tym samym prawa człowieka żyjącego we wspólnocie rodziny. Takie zamachy przeciwko rodzinie występowały dość często, mówi o nich prof. Schooyans w rozdziale XVI swej (cytowanej tu) pracy.

Filozofia praw człowieka w pragmatyce ONZ jest utrzymana w perspektywie indywidualizmu sterującego ku absolutnej wolności jednostki, co kryje w sobie niebezpieczeństwo zachwiania właściwą interpretacją praw człowieka. Jakkolwiek (twierdzi prof. Schooyans) art. 16 Deklaracji powinien być interpretowany w duchu afirmacji tradycyjnego pojęcia rodziny, opartej na małżeństwie monogamicznym i heteroseksualnym, w ostatnich czasach (zwłaszcza od 1995 r.) jesteśmy świadkami zorganizowanych usiłowań, by to tradycyjne pojęcie rodziny zastąpić różnymi „nowotworami” niemającymi żadnego pokrycia w podstawach antropologii, a zwłaszcza Objawienia. Wpływ ideologii „gender” w kontekście „nowych praw człowieka” zmierza nie tylko do podważenia tradycyjnej roli rodziny, lecz wprost do jej zniszczenia (por. tamże, s. 204).

Działają w tym kierunku zwłaszcza różne „nierządowe organizacje” (ONG) zasłaniające się autorytetem ONZ i propagujące wszędzie, gdzie jest to możliwe, aborcję, antykoncepcję i sterylizację oraz inne zboczenia jako „prawa człowieka”.

Wraz z załamaniem się kultury praw człowieka obserwuje się głębokie załamanie etosu płci, niemal aż do zaniku osobowej wrażliwości na godność kobiety i mężczyzny.

Przedstawiciele Francji w celach propagandowych upowszechniają „deklaracje” na temat „seksualnej orientacji” i „gender identity”, przygotowując w ten sposób grunt dla ewentualnej ustawy obowiązującej w wymiarze międzynarodowym.

Europejski Trybunał usiłuje wpłynąć na zmianę systemu prawnej ochrony życia w Irlandii. Chcą przeforsować aborcję wbrew konstytucji, co byłoby precedensem i modelem dla innych derogacji prawnych w innych krajach. Takie naciski były już wobec Polski, Malty, Słowacji (rząd Malty wyraźnie sprzeciwia się zakusom Unii Europejskiej usiłującej narzucić temu krajowi legalizację aborcji).

Inicjatywy wychodzą od „Center for Reproductive Rights” w Nowym Yorku i zmierzają do ustanowienia ogólnoświatowego prawa zezwalającego na „aborcję na życzenie”, czyli do ustanowienia aborcji jako „prawa człowieka”.

Prezydent elekt w USA nie ukrywa swoich intencji maksymalnego upowszechnienia „nowych praw seksualnych” ku szczęściu narodu?

Wciąż dochodzą wiadomości o toczącej się batalii o życie (prawo do życia) w Ameryce Łacińskiej i innych krajach, czego już nie będę relacjonował szczegółowo. Przytoczę tylko głos ks. kard. Stanisława Ryłki, który ostatnio ostrzegał, że usiłuje się w kulturze zrealizować ideał „nowego człowieka” (oderwanego całkowicie od relacji do Boga), także ideę „nowego porządku światowego” oraz „nowej globalnej etyki” (por. John Henry Western, Vatican Cardinal: „A New World Order is Gaining Ground”, LifeSiteNews.com, 20 listopada 2008. O nowej etyce globalnej kompetentnie pisze: Marguerite A. Peeters „La Nuova Etica Globale: sfide per la Chiesa”, Bruksela 2006).

Musimy czujnie obserwować świat i zadawać sobie pytanie, kto właściwie w tym wszystkim mąci, wywracając kompletnie sens praw człowieka.

drukuj