Ratunek w upadku

Ustawa o upadłości konsumenckiej jest potrzebna, ale ta, którą przyjął Sejm, jest niewystarczająca

Od przyszłego roku osoby fizyczne, które nie z własnej winy wpadną w poważne długi, będą mogły skorzystać z możliwości ogłaszania upadłości. Ustawa przyjęta przez Sejm ma jednak tak obostrzone przepisy, że raczej niewielu Polaków, spośród tych, którzy by chcieli skorzystać z instytucji upadłości konsumenckiej, będzie mogło to zrobić. Jedni nie spełnią kryteriów, innych odstraszą warunki postępowania upadłościowego, które grozić będzie np. utratą mieszkania lub domu. Dlatego, wbrew oczekiwaniom społecznym, ustawa w niewielkim stopniu pomoże mocno zadłużonym rodzinom.

Do tej pory w Polsce upadłość mogły ogłaszać tylko przedsiębiorstwa. Osoby fizyczne nie miały do tego prawa, choć w krajach zachodnich jest to praktyka dość często spotykana. W naszym kraju dyskusja na temat upadłości konsumenckiej toczyła się od kilku lat i wraz ze wzrostem naszego zadłużenia w bankach i innych instytucjach stawała się coraz bardziej intensywna. Nie trzeba być wielkim analitykiem finansowym, żeby przewidzieć, iż coraz więcej rodzin z powodu swoich długów wpada w tarapaty finansowe. I ustawa o upadłości konsumenckiej ma pomóc w rozwiązaniu tych kłopotów. Czy pomoże? Zobaczymy, ale już teraz widać, że mogą być z tym problemy.


Co posłowie napisali?


Bankructwo osoba fizyczna będzie mogła ogłosić kilka razy, ale nie częściej niż raz na dziesięć lat. Tak jak w przypadku upadłości firmy, o upadłości konsumenckiej będzie decydował sąd, a majątkiem upadłego będzie zarządzał i sprzedawał na pokrycie długów syndyk. Co istotne, z prawa do upadłości będzie mógł skorzystać tylko ten, kto w problemy finansowe wpadł nie z własnej winy: poważnie zachorował, stracił pracę, dotknęło go jakieś inne losowe nieszczęście. Spod ustawy są więc wyjęte te osoby, które np. zostały zwolnione dyscyplinarnie. Upadłości nie będą mogły ogłosić także takie osoby, które nie radzą sobie ze spłatą kredytu bankowego, bo źle oceniły swoje możliwości finansowe i nie mają teraz wystarczających rezerw na spłatę pożyczki. Posłowie uznali, że jest to po prostu skutek podjęcia przez konsumenta ryzykownej decyzji o zaciągnięciu wysokiego kredytu, a więc jest on poniekąd sam sobie winien. A skoro tak, to sam musi się ratować – państwo mu w tym nie pomoże.

Jak wspomnieliśmy, upadłość konsumencką będzie ogłaszał sąd na wniosek wierzyciela lub dłużnika. Powołany zostanie syndyk, który zajmie się sprzedażą majątku na pokrycie zobowiązań finansowych dłużnika. Osoba objęta postępowaniem upadłościowym ma gwarancję, że nie będzie musiała spłacać całego zobowiązania, pod warunkiem że rzetelnie wypełni wyrok sądowy i w terminie (może to trwać pięć lat, a wyjątkowo siedem) odda zasądzone pieniądze. Należności będzie można regulować nie tylko przez sprzedaż swojego majątku, ale także z wynagrodzeń za pracę. Ustawa pozwala dłużnikowi określić ilość rat i czas ich spłaty, ale sędzia nie będzie musiał tego aprobować i może zmienić zaproponowany harmonogram. Jeśli jednak np. syndyk lub wierzyciel udowodni przed sądem, że zadłużona osoba ukryła część majątku, wówczas postępowanie upadłościowe zostanie umorzone, a sprawa trafi do normalnego trybu sądowego o zwrot długu. Tak samo się stanie, jeśli upadły nie będzie wykonywał planu spłaty swoich zobowiązań.

Co bardzo istotne, syndyk w postępowaniu upadłościowym zajmie także mieszkanie lub dom dłużnika. Z sumy uzyskanej ze sprzedaży domu lub mieszkania upadły otrzyma część pieniędzy, która będzie odpowiadała przeciętnej rocznej opłacie za wynajem mieszkania na danym terenie. I ta kwestia wzbudza właśnie najwięcej kontrowersji.


Mieszkanie zbyt cenne


Wpisanie do ustawy, że licytacji upadłościowej podlegają domy i mieszkania, spowoduje, iż zagrożone rodziny znajdą się w bardzo trudnej sytuacji. To prawda, że w innych zachodnich krajach, gdzie funkcjonuje upadłość konsumencka, takie rozwiązania są na porządku dziennym. W Polsce jednak warunki są zupełnie inne: u nas mieszkanie czy własny dom przedstawiają o wiele większą wartość niż na zachodzie Europy lub w Stanach Zjednoczonych. Przecież ciągle mamy problemy z deficytem mieszkaniowym, domów jest u nas za mało, więc i koszty ich zakupu są bardzo wysokie. Jeśli więc syndyk sprzeda dom osoby, która ogłosiła upadłość, marną pociechą będą dla niego pieniądze, które może wystarczą na wynajmowanie mieszkania przez rok. Co jednak potem? Szkoda, że posłowie odrzucili nawet poprawkę, która gwarantowała rodzinom zatrzymanie np. części domu, bo PiS proponowało, aby spod upadłości wyłączyć powierzchnię lokalu mieszkalnego równą 10 metrom kwadratowym w przeliczeniu na jednego członka rodziny. To by w jakimś stopniu służyło zadłużonym rodzinom. Ale dom jest zazwyczaj największą częścią rodzinnego majątku, więc po jego sprzedaży syndykowi łatwiej będzie zaspokoić roszczenia wierzycieli. Tym bardziej że, jak pokazuje praktyka, przy „zwykłych upadłościach” przedsiębiorstw syndycy zbywają majątek po cenach atrakcyjnych dla kupujących, bo zazwyczaj niższych od rynkowych. Może więc dochodzić do takich sytuacji, że nieuczciwy syndyk będzie sprzedawał podstawionym ludziom dorobek życia zadłużonych osób za grosze. I okaże się, że po sprzedaży domu i spłacie zobowiązań, upadłemu nic nie zostanie. Te obawy potwierdza nam jeden z łódzkich adwokatów, który został poproszony o przygotowanie pozwu przeciwko syndykowi, prowadzącemu proces upadłościowy średniej wielkości firmy. – Były właściciel twierdzi, że gdyby syndyk postępował uczciwie i rzetelnie przeprowadzał przetargi, wówczas uzyskałby dużo większe wpływy i na pewno zaspokoił roszczenia wszystkich wierzycieli. Jestem na etapie badania dokumentacji i widzę, że przynajmniej część zarzutów się potwierdza. Nie wiem jednak jeszcze, czy przełoży się to na dowody, które będzie można pokazać w sądzie. Mój klient ma jeszcze pieniądze na dochodzenie swoich praw, ale obawiam się, że wielu zwykłych ludzi, których syndyk oszuka, nie będzie nawet wiedziało, jak się zachować, jak walczyć o swoje – tłumaczy prawnik.

Trzeba też zwrócić uwagę na fakt, że osoba, wobec której sąd ogłosi upadłość i pozbawi ją mieszkania, nie będzie mogła skorzystać z ochrony, jaką daje prawo o ochronie praw lokatorów. Innymi słowy – nie będzie jej przysługiwał w momencie wyrzucenia z domu lokal socjalny od gminy. Posłowie uznali bowiem, że rozwiązali problem poprzez przyznanie upadłemu pieniędzy na opłacanie czynszu przez rok. – To jednak może nie załatwić sprawy, bo obawiam się, że właściciele domów nie będą chcieli ich wynajmować upadłym konsumentom, gdyż będą się obawiali, że po roku, gdy skończą się im pieniądze, nie będą im płacić czynszu. Nie łudźmy się: taki klient będzie mało wiarygodny dla wynajmującego lokal – uważa prawnik Krzysztof Mikuła. – A syndyk sprzeda dom, da ludziom pieniądze na roczny czynsz i umyje ręce – dodaje. Mikuła podkreśla, że na Zachodzie nie ma problemów z wynajmem mieszkań, bo jest ich dużo, poza tym ceny najmu w stosunku do dochodów rodzin są relatywnie niższe.

– Utrata mieszkania dla Polaka to prawdziwa tragedia, dla nas własne „M” przedstawia o wiele większą wartość niż w przypadku obywatela z bogatego zachodniego państwa. Tam po prostu szybciej i łatwiej można się dorobić własnego mieszkania, mniejszym problemem jest też nawet ewentualna przeprowadzka do innego miasta. I dlatego dla Polaka skutki upadłości konsumenckiej będą o wiele dotkliwsze – przekonuje Grażyna Sobocińska, doradca klienta w jednej z agencji nieruchomości.


Co to znaczy „z niezawinionych przyczyn”?


Ustawa, co też warto podkreślić, nie będzie dotyczyć wszystkich zadłużonych, ale tylko tych, którzy wpadli w kłopoty w sposób niezamierzony i nie z własnej winy. Dlatego upadłości nie ogłosi osoba, której np. spadną dochody albo na skutek zmiany kursów obcych walut lub podniesienia stóp procentowych (co obserwujemy po wybuchu światowego kryzysu finansowego) z powodu wyższych rat kredytowych nie będzie mogła spłacić zadłużenia. Będzie to skutkowało narastaniem spirali długów i pogłębianiem się problemów finansowych rodzin. – Widać tu niekonsekwencję posłów, bo przecież w przypadku upadłości przedsiębiorstwa nie ma znaczenia, czy dokonało się ono z winy właściciela, czy też było od niego niezależne. Upadłość może być orzeczona zarówno wobec zakładu, który przeinwestował lub ulokował pieniądze w interes, który nie wypalił i nie ma teraz na spłatę kredytu albo nie płaci kontrahentom, jak i wobec firmy, którą oszukano i nie dostała pieniędzy za zamówiony towar, a nie ma w konsekwencji funduszy na pensje, podatki, składki na ZUS i zapłatę swoim dostawcom – mówi prawnik Dorota Musiał. – Dlatego prawo do upadłości powinni mieć wszyscy konsumenci, którzy wpadli w kłopoty finansowe i nie mogą regulować swoich zobowiązań – dodaje.

Rząd i posłowie tłumaczyli, że te ograniczenia wynikają z tego, iż ustawa ma być wykorzystywana w naprawdę wyjątkowych przypadkach, aby nie dochodziło do nadużyć. Takie ryzyko jest nieduże, przecież nikt nie będzie z własnej woli występował o upadłość, ryzykując utratę mieszkania. Jednak ustawa nie pozwoli wyrwać się ze spirali długów, choćby tym osobom, które nieświadomie zaciągnęły kredyt na lichwiarski procent w jakiejś firmie lub agencji kredytowej. I teraz ich dług ciągle narasta, oddali już dawno cały kapitał, nawet ze sporym naddatkiem, ale bardzo wysokie odsetki powodują, że ciągle są winni wierzycielowi ogromne pieniądze.

Poza tym, przecież nie ma tak idealnej ustawy, która by przeciwdziałała wszelkim nadużyciom. Upadłość to ostateczność. Na pewno i tak korzystałoby z niej niewiele osób, bo jej konsekwencje są naprawdę poważne. I nie chodzi tylko o utratę domu. Upadły nie ma bowiem w zasadzie szans na otrzymanie kolejnego kredytu na jakikolwiek cel, także kredytu na zakup jakiegoś towaru w systemie ratalnym. Będzie on kompletnie niewiarygodny jako klient. Jego zdolność kredytowa, do czasu spłaty zobowiązań i umorzenia postępowania upadłościowego, będzie dla banków zerowa. Jeśli zaś ktoś będzie chciał obejść ustawę, to zapewne znajdzie ku temu sposobność.

Prawnicy przyznają, że ustawa o upadłości konsumenckiej spowoduje wzrost zapotrzebowania na usługi prawne pt. „Jak korzystnie zbankrutować”. A wyspecjalizowane firmy i kancelarie prawnicze, za sowitym oczywiście wynagrodzeniem, pokierują tak całym procesem, aby ich nieuczciwy klient nie stracił na ogłoszeniu upadłości. Dojdzie więc do takiej oto sytuacji, że tylko mniej zaradni (zamożni) bankruci zostaną pozbawieni majątku, inni go gdzieś ukryją, przepiszą i praktycznie stracą niewiele.

Ale ustawę mogą wykorzystać także nierzetelni wierzyciele. Zgodnie z ustawą, upadły będzie musiał zwrócić część długu, a część zostanie mu umorzona. Musi jednak, przypomnijmy, ujawnić sądowi, a więc także syndykowi i wierzycielowi (wierzycielom) cały swój majątek. Może się wówczas okazać, że niektórzy wierzyciele będą robić wszystko, aby udowodnić w sądzie, iż dłużnik nie spłaca swoich zobowiązań zgodnie z orzeczeniem sądu. Wówczas sąd będzie zmuszony do umorzenia postępowania upadłościowego. Dłużnik co prawda niewiele odda ze swojego długu, ale wierzyciel ma jak na dłoni wszystkie informacje o majątku upadłego. A skoro tak, to zamiast czekać na syndyka, skieruje wniosek do sądu o zajęcie majątku dłużnika na spłatę całości długów. Komornik będzie miał wówczas ułatwione zadanie, nie będzie musiał sprawdzać w gminie, sądzie gospodarczym czy urzędzie skarbowym, jaki jest rzeczywiście majątek i dochody dłużnika. Jak więc widać, ustawa może sprzyjać zarówno nieuczciwym dłużnikom, jak i wierzycielom.

Reasumując, trzeba powiedzieć, że ustawa o upadłości konsumenckiej jest jak najbardziej potrzebnym przepisem, wypełniającym lukę prawną, ale ta luka jest jeszcze spora, bo posłowie zbyt zaostrzyli kryteria ogłaszania upadłości. Dlatego można domniemywać, że za jakiś czas pojawią się głosy, aby ustawę znowelizować, rozszerzając zwłaszcza krąg osób nią objętych.


Krzysztof Losz
drukuj