Władza kontra „Solidarność” – kulisy gry politycznej
dr Jan Ryszard Sielezin
Porozumienia podpisane w sierpniu i wrześniu 1980 r. w Szczecinie, Gdańsku i Jastrzębiu między strajkującymi a komisjami rządowymi zapoczątkowały nowy okres w dziejach Polski. Aparat władzy, akceptując podpisane wówczas umowy społeczne, stracił możliwość instrumentalnego oddziaływania na środowisko pracownicze. „Solidarność”, tworząc nowe struktury niezależnych, samorządnych związków zawodowych, które z upływem miesięcy nabrały cech bardziej ruchu społecznego niż organizacji związkowej, pragnęła współuczestniczyć w kontrolowaniu władzy choćby w zakresie realizacji umów społecznych.
Abstrahując od nadrzędnego celu porozumień sierpniowo-wrześniowych, kierownictwo partyjno-rządowe chyba nie do końca było świadome, że przyjęcie 21 postulatów w Gdańsku i ich realizacja zapoczątkują przełom społeczno-polityczny w kraju; że wyrażenie zgody na działalność „Solidarności”, przyzwolenie na ograniczony pluralizm może w przyszłości sprzyjać powstaniu licznych konfliktów o podłożu społecznym, ekonomicznym, niekiedy politycznym, częściej mającym tło rewindykacyjno-roszczeniowe.
Szybki rozwój organizacyjny NSZZ „Solidarność” zaniepokoił na tyle centralne kierownictwo partii, że już 14 października 1980 r. gen. Mirosław Milewski, minister spraw wewnętrznych, poinformował BP PZPR, że już 2 tys. 600 ogniw zakładowych skupia 2-3 mln członków – więcej niż członków partii. Milewski dodał, że resort podjął różnorodne działania „zapobiegawcze i zapobiegające”, które ograniczą lub utrudnią działalność statutową związku.
Aparat władzy późną jesienią i zimą 1980 r. zainicjował w ówczesnych mediach „antysolidarnościową propagandę”. Partyjni propagandziści związani z PZPR zaczęli określać „Solidarność” jako „siłę antysocjalistyczną” zmierzającą do destabilizacji kraju. Wśród centralnego i średniego aktywu PZPR dominowało przekonanie, że „umowy społeczne” są nieważne, gdyż zostały wymuszone pod presją i dlatego są koniunkturalną koniecznością pozwalającą przegrupować siły i środki do dalszej walki z „Solidarnością”.
Grudzień 1980 r. był w okresie legalnej działalności NSZZ „Solidarność” (1980-1981) jednym z najspokojniejszych miesięcy. Dopiero telewizyjne wystąpienie ministra pracy, płac i spraw socjalnych Janusza Obodowskiego, który 23 grudnia 1980 r. zakwestionował treść porozumienia jastrzębskiego w części dotyczącej zwiększenia wolnych sobót (z 16 do 25), choć zdaniem „Solidarności” powinno być ich aż 52 w 1981 r. – oburzyło związkowców. Jeszcze przed Nowym Rokiem propozycje ministra skrytykowały niektóre Międzyzakładowe Komitety Założycielskie, m.in. w Gdańsku i Warszawie. Ponieważ KKP uznała w styczniu, że wszystkie soboty w 1981 r. są dniami wolnymi od pracy, a uchwałę poparły inne MKZ, spór o wolne soboty nałożył się niemal symetrycznie na inne jeszcze konflikty, które wystąpiły m.in. w Rzeszowskiem, Olsztyńskiem i Jeleniogórskiem.
Zatrzymać solidarnościową „kontrrewolucję”
Nieprzejednane stanowisko „Solidarności” w sprawie wolnych sobót spowodowało, że w połowie stycznia 1981 r. władze po raz pierwszy oficjalnie użyły wobec związku słowa „kontrrewolucja”. Teza aparatu partyjno-rządowego, że „Solidarność” zmierza do konfrontacji, pojawiała się często w ówczesnych mediach. Gdy okazało się, że w styczniu 1981 r. strajkowało w Polsce ponad 1,7 mln osób zatrudnionych w ponad 2 tys. zakładów, władze świadome swojej słabości zaczęły oceniać konflikt jako swoistą próbę sił. Obie strony ustaliły granice ustępstw, do jakich mogą się posunąć, przy czym masowe strajki w obronie wolnych sobót pokazały słabość i niedostateczne przygotowanie władzy do konfrontacji oraz siłę związku. Około 45 proc. zatrudnionych, czyli niemal 1/3 dorosłego społeczeństwa, było członkami „Solidarności”.
Stosowana przez ówczesne władze taktyka „odcinkowych konfrontacji” miała osłabić spoistość organizacyjną związku i zmusić do ustępstw. Od grudnia 1980 r. do lutego 1981 r. resort skoncentrował wysiłki zmierzające do „agenturalnego spenetrowania 'Solidarności’, a jednocześnie w MSW „dokonano koncentracji sił i środków”, licząc, że perspektywa zbiorowych wystąpień związku nie przyniesie spodziewanych efektów, m.in. z powodu trudnej sytuacji społecznej w kraju (wszak strajki osłabiają gospodarkę) i nacisków Kremla. Stałym elementem politycznej gry, jaka toczyła się między władzami PRL a Moskwą, a pośrednio i NSZZ „Solidarność”, była groźba sowieckiej interwencji w Polsce, którą część kręgów partyjnych, a także aktyw związku oceniał jako bardzo prawdopodobną. Ten swoisty straszak miał w zamyśle władz osłabić dynamizm związkowych wystąpień w kraju. Aparat władzy oceniał wystąpienia związku jako zamierzone działanie i element walki politycznej i przypisywał KKP inicjującą rolę.
Tymczasem kryzys ideowy i organizacyjny, jakich doświadczała wówczas PZPR, wymiana personalna średniego aparatu partyjnego i przyjęcie przez aparat władzy postawy wyczekującej znacznie utrudniło realizację zarówno postulatów podpisanych na Wybrzeżu i w Jastrzębiu, jak i możliwość prowadzenia rozmów „Solidarności” z władzą na różnych szczeblach.
Od grudnia 1980 r. wzmogły się też naciski ZSRS i innych państw socjalistycznych, które oczekiwały od władz PRL, że szybko uporają się z wewnętrznymi problemami kraju. 13 stycznia 1981 r. marszałek ZSRS Wiktor Kulikow oznajmił podczas spotkania z kierownictwem MON, że choć polskie władze powinny same „wstrzymać napór 'Solidarności’, to Kreml nie zamierzał biernie obserwować rozwoju sytuacji w Polsce. 22 stycznia marszałek Dimitr Ustinow poinformował kierownictwo KC PZPR, że w marcu są planowane manewry wojsk Układu Warszawskiego w Polsce, które „powinny mieć większą rangę niż tylko zwykłych ćwiczeń” i dodał, że są one pomyślane jako manifestacja sił oręża obozu dla ostudzenia zapędów „rewindykacyjnych przywódców 'Solidarności’ wobec władzy” (cyt. za: L. Kowalski, Generał ze skazą. Biografia wojskowa gen. armii Wojciecha Jaruzelskiego, Warszawa 2001, s. 403).
Aparat partyjno-rządowy w PRL był niezmiennie przekonany, że wobec fali regionalnych protestów oraz nieprzejednanego stanowiska KKP, która domagała się rejestracji NZS i „Solidarności Wiejskiej”, konfrontacja jest nieunikniona, ale to władza wybierze dogodny moment do decydującej rozgrywki.
Błędna taktyka związku
Tymczasem w trakcie kolejnych obrad KKP (28 stycznia w Gdańsku, 29 stycznia w Rzeszowie i 1 lutego 1981 r. w Warszawie) opowiedziano się za kontynuowaniem rozmów z rządem, ale pod naciskiem ekspertów przyjęto osobliwą taktykę pertraktacji. Zamiast rozmawiać o kwestii wolnych sobót, którą członkowie związku traktowali jako priorytetową, zamierzano dyskutować również o dostępie „Solidarności” do prasy, radia i telewizji i o cenzurze.
Obrana przez związek taktyka osłabiła tylko pozycję „Solidarności” i rozczarowała część związkowców, którzy oczekiwali, że KKP podejmie konstruktywną decyzję. Kunktatorstwo części umiarkowanych działaczy „krajówki” umiejętnie wykorzystał rząd, który na ogół dość skutecznie dezawuował kierownictwo związku. Nieformalnymi rzecznikami rządu byli doradcy „Solidarności”: Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki i Andrzej Wielowieyski. Podczas rozmów z ministrem Stanisławem Cioskiem (4-6 lutego 1981 r.) Geremek zaproponował polubowne załatwienie problemu reprezentacji wsi i sugerował, że związek skłonny jest wycofać się „z formuły związku zawodowego i poszukać rozwiązań zbliżonych do zrzeszeń producentów rolnych”, a władzy zaproponował, aby Sąd Najwyższy przeciągnął w czasie rejestrację „Solidarności Wiejskiej”, gdyż może to wywołać jakoby sytuację konfliktową w kraju. Ciosek zauważył, że doradcy dążyli do wypracowania takiej formuły dialogu z władzą, która przyczyniłaby się do „wygaszenia lokalnych konfliktów” i powstrzymania fali kolejnych protestów, ale nie wiadomo, w czyim imieniu składali takie propozycje (Informacja o rozmowach z doradcami NSZZ „S” z dn. 4-6 II 1981 opr. przez S. Cioska, AAN, KC PZPR sygn. VI/163, s. 706).
Propozycje doradców „Solidarności” nie były zatem oficjalnym stanowiskiem KKP i na pewno nie odzwierciedlały poglądów szeregowych członków związku. Niejednoznaczne stanowisko władz związku w sprawie zrzeszania się rolników i uchwała rządu z 2 lutego 1981 r. o pozbawieniu pracowników wynagrodzenia za okres strajku były jedną z wielu przyczyn wzmagających napięcie społeczne w kraju, które MSW umiejętnie wykorzystało w ramach tzw. odcinkowych konfrontacji. Stosowane wobec działaczy „Solidarności” represje (zatrzymania, rewizje, konfiskaty urządzeń nagłośniających, kolportaż fałszywek szkalujących aktywistów) były częścią planu dezintegracji związku, który w ówczesnych mediach przedstawiano jako czynnik sprawczy destabilizujący sytuację społeczno-polityczną w kraju.
Aparat władzy z wolna przygotowywał się do rozprawy z „Solidarnością”. 16 lutego odbyła się „wojenna gra” – z udziałem 45 wyższych oficerów MON, MSW i przedstawicieli Wydziału Propagandy KC PZPR Walerego Namiotkiewicza i Andrzeja Czyża – w czasie której oceniono stan przygotowywanych wówczas projektów przewidziany w okresie stanu wojennego. Wnioski końcowe gry sztabowej gen. Jaruzelski zaakceptował 20 lutego i po naniesieniu drobnych poprawek polecił całość przygotować w formie dokumentu: O stanie przygotowań państwa do wprowadzenia stanu wojennego, który zamierzano przedstawić kierownictwu sowieckiemu podczas XXVI zjazdu KPZR.
Przygotowania do rozprawy z „Solidarnością”
Od lutego 1981 r. kierownictwo PZPR konsekwentnie lansowało tezę o zagrożeniu kontrrewolucją i zapewniało Kreml i innych przywódców państw „bloku”, że jest „zdecydowane do obrony socjalizmu”. Przywódcy KPZR dość sceptycznie oceniali polskie przygotowania. O ile przywódcy państw socjalistycznych sugerowali zmianę na stanowisku I sekretarza PZPR, o tyle Breżniew uważał, że skuteczną formą obrony „zdobyczy rewolucji” w Polsce i utrzymania władzy przez partię będzie szantaż gospodarczy. Ponieważ Polska przeżywała wówczas poważne problemy gospodarcze, to wątłe są podstawy do upowszechniania przez zwolenników „mniejszego zła” tezy o groźbie interwencji wojsk Układu Warszawskiego, skoro pozycja partii nie była poważnie zachwiana, a „Solidarność” dopiero w drugiej połowie 1981 r. stała się ruchem społecznym o pewnych ambicjach politycznych.
W celu uwiarygodnienia zagrożenia suwerenności Polski tendencyjnie informowano społeczeństwo o kolejnych protestach związku. Na pewno czynnikiem wzmagającym napięcie była decyzja Naczelnego Dowództwa Wojsk UW o przeprowadzeniu w dniach 17-25 marca manewrów „Sojuz ’81’, które, jak planowano, mogły ulec przedłużeniu. Przed rozpoczęciem manewrów przybyła do Polski grupa 18 sowieckich generałów, aby sprawdzić, czy WP jest „przygotowane do ćwiczeń”. Gdy od 14 lutego zaczęły przybywać do Polski sowieckie grupy wojskowe, które zamiast wybierać typowe dla ćwiczących tereny leśne i poligony wojskowe, przeprowadziły rekonesans ważniejszych strategicznie, politycznie i gospodarczo miejsc, m.in. lotniska na Okęciu, Huty „Warszawa”, FSO „Żerań”, Stoczni Gdańskiej i większych zakładów w Elblągu, Szczecinie, Poznaniu, Wrocławiu i Świdniku. Jak ustalił płk Ryszard Kukliński, sowieckich generałów interesowały obszary leśne jako „bazy ześrodkowania wojsk”, ale nie – jak to dotychczas bywało – na typowych ćwiczeniach, lecz „na styku z tymi aglomeracjami” (Wojna z narodem widziana od środa. Rozmowa z byłym płk. dyp. Ryszardem J. Kuklińskim, Wyd. Kurs, 1987, s. 31-32).
Rosjanom udostępniono nawet plany budynków użyteczności publicznej, w których planowano rozlokować sowieckie komendantury wojskowe. Sztab generalny WP i kierownictwo partyjno-rządowe mogły być zaniepokojone zasięgiem ćwiczeń, w których miało uczestniczyć ok. 150 tys. żołnierzy (30 tys. na terytorium Polski) i podejmowanymi przez oficerów sowieckich próbami ustalenia stosunku oficerów i żołnierzy WP do „kontrrewolucji”. Jednak liczba żołnierzy uczestniczących w manewrach była zbyt mała, aby sprawnie i szybko przeprowadzić tak skomplikowaną operację wojskową.
Dowództwo UW na pewno zakładało opór społeczny w dużych aglomeracjach miejskich (Wybrzeże, Warszawa, Górny Śląsk), gdzie tradycje patriotyczne i wpływy „Solidarności” były duże. Aby zniszczyć potencjalne ogniska oporu, Rosjanie musieliby użyć do tego celu 200-250-tysięcznej armii. Uwzględniając trudności gospodarcze ZSRS i zaangażowanie wojskowe w Afganistanie, gdzie Rosjanie, aby zniszczyć głównie ogniska oporu, musieliby użyć do tego celu 500-tysięczną armię, wydaje się, że taka interwencja była wówczas mało prawdopodobna (B. Potyrała, H. Szczegóła, Czerwoni marszałkowie. elita armii Radzieckiej 1935-1991, Zielona Góra, s. 257).
Uwzględniając cele działań wojennych UW, przewagę liczebną i element zaskoczenia, użycie wojska na obszarze Polski spowodowałoby na pewno zniszczenie majątku trwałego, pożary obszarów zabudowanych i leśnych, katastrofę ekologiczną wywołaną skażeniami chemicznymi środowiska i prawdopodobnie skutki społeczne: rozboje, rabunki, podpalenia budynków, samochodów, straty ludności cywilnej. Pogłębiłaby się także niechęć społeczeństwa do partii i komunizmu, wrogość do ZSRS. Łatwo przewidzieć, że koszt takiej operacji byłby zbyt duży.
Pod naciskiem Kremla aparat władzy odwołał się do metod już wypróbowanych: prowokacji, szykan i utrudnień w działalności statutowej, konfliktowania działaczy, przy czym dość skuteczną metodą umożliwiającą poznanie planów związku było nasycenie agenturą wielu organizacji związkowych. KKP oceniała represje SB wobec działaczy związku jako zamierzony element walki z „Solidarnością”, który był obliczony na rozbicie jedności związku i wywołanie niepewności w jego szeregach.
Akcja w Bydgoszczy
Strajki i konflikty społeczne prowokowane przez zwolenników konfrontacji w aparacie władzy stwarzały niebezpieczeństwo dezintegracji „Solidarności” jako ruchu społecznego i erupcji kolejnych protestów na dużą skalę. Taki charakter miała prowokacja w Bydgoszczy, gdzie 19 marca 1981 r. podczas sesji WRN w Bydgoszczy oddział milicji siłą usunął i pobił do nieprzytomności Jana Rulewskiego, Michała Bartoszcze i Mariusza Łabendowicza, którzy w siedzibie WK ZSL mieli przedstawić radnym postulaty protestujących.
Akcja w Bydgoszczy została starannie przygotowana przez aparat władzy, który kryzys rejestracyjny „Solidarności Wiejskiej” zamierzał wykorzystać do realizacji celu nadrzędnego: doprowadzenia do kryzysu w regionie, a w dalszej perspektywie w całym kraju. Świadczy o tym koncentracja oddziałów milicji przed rozpoczęciem sesji rady, obecność podczas obrad WRN zwolennika rozprawy z „Solidarnością” – wicepremiera Stanisława Macha, i wprowadzenie radnych w błąd, którzy przekonani, że głosują jedynie nad zawieszeniem dyskusji w sprawie planu i budżetu, przyjęli w głosowaniu wniosek przewodniczącego rady Edwarda Bergera o przerwanie obrad.
Lokalne władze usiłowały pomniejszyć skalę „incydentu”. Jednocześnie prowokowano lokalną społeczność do masowych akcji. 19 marca w nocy samolot wojskowy rozrzucił nad Bydgoszczą ulotki, w których sugerowano, że urazy Rulewskiego powstały w wyniku samookaleczenia. Timothy G. Ash zauważył, że Olszewski i Grabski, nieformalni przywódcy „twardogłowych”, mogli być bezpośrednio zaangażowani w przygotowanie prowokacji. Strajk w regionie mógł sparaliżować pracę w środkowej Polsce i doprowadzić do perturbacji w wymiarze wojskowym (T. G. Ash, „Polska rewolucja. Solidarność 1980-1981”, Warszawa 1987, s. 99).
Zarówno gen. Jaruzelski, jak i gen. Florian Siwicki, szef Sztabu Generalnego WP, byli informowani o przebiegu wydarzeń. Jak można wnioskować z protokołów BP KC PZPR, koordynatorem całej akcji był gen. Mirosław Milewski, który z rozmysłem dezinformował współtowarzyszy, sugerując, że incydent w Bydgoszczy był zamierzoną akcją związku skierowaną przeciwko SB, MO i MSW, który miał jakoby pokazać „siłę 'Solidarności’, że to ona decyduje o sytuacji w kraju” (Protokół nr 79 z posiedzenia BP KC PZPR z 21 II 1981, w: PZPR a Solidarność 1980-1981, opr. Z. Włodek, Londyn 1992, s. 289).
Naciski Kremla i internacjonalistyczna pomoc
Zwolennicy konfrontacji: Olszowski, Grabski i Kociołek, już 22 marca opowiedzieli się za wprowadzeniem stanu wojennego lub wyjątkowego, ale groźba rezygnacji ze stanowiska premiera przez gen. Jaruzelskiego i krytyczna ocena stanu przygotowań do wprowadzenia stanu wojennego przez grupę wyższych oficerów Armii Sowieckiej i KGB oddaliła „widmo stanu wojennego” w Polsce.
Przed konfrontacją przestrzegał też Prymas Polski ks. kard. Wyszyński, który 28 marca 1981 r. zaapelował do związkowców, aby powstrzymali się „od środków tak kosztownych, jak strajk”, gdyż cena, jaką przyjdzie zapłacić, może być ogromna, zważywszy na zagrożenie zewnętrzne. Podpisane 30 marca porozumienie między władzą a „Solidarnością” przyniosło połowiczny sukces związkowi. Strajk został odwołany, a władze zgodziły się na rejestrację NSZZ RI „Solidarność”. Część członków związku krytycznie oceniła zawarte porozumienie i oskarżyła KKP, że zaprzepaściła ogromny ładunek energii społecznej i umożliwiła kontrofensywę partyjnego betonu.
Punktem zwrotnym przyspieszającym rozwój sytuacji w Polsce było wprowadzenie przez władze częściowej reglamentacji żywności (masła, mąki, ryżu, kawy, mleka w proszku, kaszy manny, proszku do prania oraz ubrań dziecięcych) oraz pogłębiający się niedobór mięsa i jego przetworów na rynku. Sytuacja w Polsce zaniepokoiła KC KPZR, która 5 czerwca 1981 r. wystosowała specjalny list. Został on odczytany przez społeczeństwo jako przejaw ingerencji ZSRS w wewnętrzne sprawy Polski. KPZR oskarżyła PZPR, iż toleruje kontrrewolucję, przy czym szczególny niepokój wzbudziły końcowe fragmenty listu. Jego autorzy zaproponowali Polsce internacjonalistyczną pomoc, ale ten kontekst przesłania wzbudził wśród czytelników pejoratywne skojarzenia i brzmiał jak ostrzeżenie.
Naciski Kremla i niektórych generałów WP, którzy zaproponowali warszawskiej rezydenturze KGB usunięcie Jaruzelskiego, aresztowanie rządu i trzech tys. „kontrrewolucjonistów” oraz utworzenie organu wojskowego kierującego państwem, nie doprowadziły do zasadniczych zmian w Polsce. Stanisław Kania podczas XI plenum KC (9-10 czerwca 1981 r.) zachował funkcję I sekretarza KC, gen. Jaruzelski pozostał premierem.
Kierownictwo „Solidarności”, wykorzystując osłabienie partii i postępujący z wolna paraliż centralnych i regionalnych organów władzy państwowej i samorządowej, usiłowało oddziaływać na obszar polityki społecznej, a następnie gospodarki i komunikacji.
Wobec nieskutecznych prób zahamowania przez rząd inflacji i spadku produkcji artykułów rynkowych kręgi konserwatywne aparatu władzy przystąpiły do opracowania takich metod walki z „Solidarnością”, które pozwoliłyby osłabić pozycję związku i kontrolować rozwój sytuacji w kraju. Na pewno katalizatorem zmian motywujących PZPR do szybkiego działania były liczne protesty społeczne, eksponowanie przez „Solidarność” haseł socjalnych i narodowych, przy czym naciski Kremla i aspekt rewindykacyjny odegrały ważną rolę i wymusiły przyspieszenie przygotowań do wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.
„Solidarność” bezbłędnie rozpoznała, że walka w PZPR toczy się de facto o stanowiska i władzę w kraju, a nie o wizję polityki gospodarczej i kierunek przemian w Polsce. Związek zamiast skoncentrować się na opracowaniu programu reform i strategii działania, niepotrzebnie zaangażował się latem 1981 r. w organizowanie marszów „głodowych” i innych protestów. Ułatwiło to władzy dokonanie latem i jesienią przegrupowania i przyspieszyło przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. W kolejną rocznicę podpisanych w 1980 r. porozumień sierpniowych pamiętajmy, że choć taktyka związku nie przyniosła wówczas „Solidarności” sukcesu, to w dalszej perspektywie zapoczątkowała „przedwiośnie transformacji”, której następstwem był przełom polityczny w 1989 roku.
