Trąby powietrzne i koniec świata

W ostatnim tygodniu dziennikarze przechodzili sami siebie. Konflikt kaukaski i tarcza antyrakietowa odsłoniły ich proweniencję i wydobyły na powierzchnię najbardziej skrywane dotąd intencje. I choć teraz znów rozpoczęło się wielkie zamazywanie, to jednak chwile, gdy medialną scenę przepuszczono przez wojenny wariograf, trudno będzie zapomnieć.



* Tydzień zdominowały dwa tematy: wojna w Gruzji i tarcza antyrakietowa w Polsce. Wątek przewidziany na wakacyjny czas – igrzyska olimpijskie w Pekinie, został zepchnięty na odległy plan. Nawet trąby powietrzne, które przyniosły ofiary śmiertelne i straty na ponad 200 mln zł, rujnując dorobek życia wielu rodzin na Dolnym Śląsku i Podlasiu, cieszyły się uwagą mediów przez chwilę. Przede wszystkim wtedy, gdy premier Donald Tusk ruszył na tereny klęski, zapewniając, że nikt nie pozostanie w nieszczęściu sam.

* Ileż w tym było obłudy. Jak przypomniał na swoich stronach internetowych „Głos”, prezydent Lech Kaczyński na początku tego roku zgłosił do Sejmu projekt ustawy o Funduszu Pomocy Ofiarom Klęsk Żywiołowych. Ustawa miała zapewniać poszkodowanym szybką i skuteczną pomoc. Projekt ustawy wpłynął do Sejmu 8 lutego, ale jego pierwsze czytanie nastąpiło dopiero 27 czerwca, zaś cały projekt odrzucono 25 lipca – trzy tygodnie przed klęską. Ustawę zatrzymały głosy posłów PO i PSL. Warto o tym pamiętać, rachując straty po przejściu każdej kolejnej wichury.

* Dziennikarska brać wyskakiwała z butów, wałkując głównie jeden temat: jak wykpić wszystko, co mówi lub czego tylko dotknął, lub o czym jedynie pomyślał, już nie mówiąc o tym, co zrobił, prezydent RP Lech Kaczyński. A już szczególnie w sprawach związanych z konfliktem w Gruzji i wokół zakończenia negocjacji i podpisania umów w sprawie tarczy antyrakietowej.

* W bojowym szeregu stanęli: strona rządowa oraz imperium Waltera – TVN, do tego dorzućmy imperium Agory, z wysuniętymi flankami radia TOK FM, „Gazety Wyborczej”, radia Zet, „Przekroju”. Tę samą grupę zasilała cała lewica i jej ośrodki przekazu. Na czele pochodu stanęły dziennikarskie gwiazdy ze stajni Waltera, Michnika i Spółdzielni Dziennikarskiej „Polityki”. Raz po raz głos po tej stronie dawały dwa prasowe olbrzymy niemieckie: Passauer Neue Presse i Axel Springer. Szczęśliwie w całej batalii nieobecna była urlopująca Monika Olejnik. Dzięki temu słuchacze byli wolni od jej kropkowych zwierzeń w TVN i niedzielno-porannego radiowego kącika pt. „Pani przedszkolanka i jej urwisy”.

* „Dziennik” (Axel Springer) 20 sierpnia epatował czytelników na pierwszej stronie tytułem: „Kulisy jednego orędzia. Prezydent i premier chcieli wystąpić w telewizji w tym samym czasie”. Nieco dalej, na stronie trzeciej, kolejna rewelacja: „Premier ustąpił prezydentowi, żeby nie było zabawnie”. W rozmowie szef kancelarii premiera Tomasz Arabski objaśnia: „Nie wypada, żeby prezydent i premier, jeden po drugim, zabierali głos w istocie na ten sam temat. Premier ustąpił więc prezydentowi”. Biedny premier…

* „Gazeta Wyborcza” zaś tego samego dnia stronę trzecią otwiera tytułem: „Tusk wyparty z ekranu”. Premier jawi się już nie tylko jako ofiara prześladowań prezydenta RP i jego kancelarii, ale jest szykanowany przez samego prezesa telewizji publicznej Andrzeja Urbańskiego: „Premier i prezydent mieli Polakom objaśnić znaczenie umowy o budowie amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Wyszła z tego kolejna awantura między kancelariami Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego”.

* Tylko w „Szkle kontaktowym” wiało nudą. Tomasz Jachimek po urlopie – więc wypoczęty, mógł jeszcze uważniej wpatrywać się w drgania warg Grzegorza Miecugowa, by w lot wychwycić intencje interlokutora. Jednak, jak zawsze, przychodziło mu to z wielkim trudem. Miecugow bezlitośnie – też jak zwykle – powstrzymywał rozdrażnienie. Jachimek marszczył brwi, otwierał usta, wyczuwał zamysły Miecugowa. Czy kpina nr 78 z prezydenta RP ma być zawoalowana, bardziej jawna, a może można już chichotać… Choć może raczej tylko tłumić rechot. I tak do kolejnego telefonu słuchacza, który wyzna, iż kocha prowadzących i „Szkło kontaktowe”.

* W TOK FM rozmowy od poniedziałku przez trzy dni prowadziła Janina Paradowska. Biedaczka, znękana wczesnym wstawaniem (ok. godz. 5.00), zapraszała bardzo gadatliwych gości. U „pani Janeczki” w ostatni wtorek: Jerzy Marek Nowakowski, Marek Ostrowski i Jacek Rakowiecki, komentując sprawy tarczy i konfliktu wojennego w Gruzji, przechodzili sami siebie. Można było odnieść wrażenie, że spotkanie odbywa się nie w stolicy Polski, ale raczej przy mikrofonach jakiejś polskojęzycznej stacji Studio Kreml.

* Z kolei „Polityka” (nr 34) tekst o konflikcie wojennym w Gruzji prezentowanym jako temat tygodnia opatrzyła zdjęciem z podpisem: „Demonstracja antygruzińska w Moskwie. Dziś trudno znaleźć w Rosji kogoś, kto by się oburzał z powodu użycia siły wobec Gruzji”. Zdjęcie przedstawia młodzież ubraną w jednakowe koszulki i czapeczki, niosącą jednakowe transparenty m.in. o treści: „Gruzija ostanowi wojnu!”.

* Publicysta „Polityki” (nr 34) Ludwik Stomma w swoim stałym felietonie zauważa autorytatywnie: „Podróże pana prezydenta do Gruzji (…) nie mają nic wspólnego z racją stanu, a znacznie jej szkodzą”. „Ani jeden Gruzin czy Osetyniec na tym nie skorzysta” – zapewnia. Gdy prezydent w Tbilisi solidaryzował się z Gruzinami, mówiąc, że „będziemy walczyć”, Stomma oznajmił, iż nie wie, o jaką walkę chodzi. Nie wie też, „z kim i o co” walka ma być podjęta. „Bo jeżeli chodzi o mnie, to dziękuję, postoję” – zapowiada na wszelki wypadek, gdyby ktoś chciał go o coś, przypadkiem, prosić.

* Pięcioma tysiącami rakiet z głowicami jądrowymi dysponuje Rosja – czeka nas nie zimna wojna, ale zimny prysznic – zauważył przytomnie dr Adam Eberhardt w TVP Info. A gdyby komuś tarcza antyrakietowa miała zagrażać, to tylko tym, którzy będą w Polskę mierzyć – podkreślił z kolei Romuald Szeremietiew w Superstacji. Jego wypowiedź zabrzmiała jak wyraźny dysonans. Superstacja o tarczy nadawała w jedynym możliwym, słusznym tonie: że nadchodzi bliżej nieokreślony kataklizm. Gdyby jej widzowie wzięli wszystkie głosy do serca, powinni już od 20 sierpnia czekać w piwnicach na koniec świata.


Hanna Karp
drukuj