Czy Zoll skorzysta ze spadku po Stępniu?
Poseł Arkadiusz Mularczyk domaga się od byłego prezesa TK Jerzego Stępnia wycofania doniesienia, które jest oparte na nieprawdziwych informacjach, a może doprowadzić do zablokowania postępowania wytoczonego przez parlamentarzystę Andrzejowi Zollowi
Wyznaczony na lipiec proces, który poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS) wytoczył w krakowskim sądzie okręgowym byłemu prezesowi Trybunału Konstytucyjnego, znanemu krakowskiemu prawnikowi Andrzejowi Zollowi, nie może ruszyć pełną parą. Jego rozpoczęcie odraczane jest już od kilkunastu miesięcy. Tym razem z powodu choroby sędziego. Krakowski sąd mógł zadecydować o wyznaczeniu innej osoby, która prowadziłaby postępowanie, ale zdjął sprawę z wokandy. Nie wiadomo nawet, czy proces w ogóle się odbędzie – niedawne posunięcie odchodzącego prezesa TK Jerzego Stępnia, który zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przez Mularczyka przestępstwa, którego w rzeczywistości nie było, może zablokować proces na długie miesiące. A czas przedawnienia nieuchronnie się zbliża.
Odpowiedzialności sądowej można uniknąć, a przynajmniej unikać przez wiele miesięcy. O ile postępowanie toczy się w Krakowie, a samemu jest się znanym krakowskim prawnikiem lub przynajmniej ma się sławnego obrońcę. Nie musi być to ktoś skuteczny i merytoryczny, ważne, by był medialnie znany i promowany a jeszcze lepiej – by wykształcił kilka roczników krakowskich absolwentów prawa. Jak funkcjonuje wymiar sprawiedliwości w Polsce, ma możliwość na sobie przekonać się poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, który od roku bezskutecznie usiłuje na drodze postępowania sądowego doprowadzić do tego, by były prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Zoll odpowiedział za słowa, które zdaniem Mularczyka uwłaczają jego godności i są zwykłym pomówieniem. I o ile można domniemywać, że gdyby to znany krakowski sędzia został pomówiony przez zwykłego obywatela, to wówczas krakowska Temida byłaby szybka i surowa, o tyle widać, że w przypadku procesu wytoczonego Zollowi krakowski sąd z rozpoznaniem sprawy bynajmniej spieszyć się nie zamierza.
– To jest dla mnie szok. W trakcie studiów i aplikacji miałem możność zetknąć się z takim funkcjonowaniem sądów, z podobnymi przypadkami, teraz doświadczam tego na własnej skórze. To już zaczyna być jakaś tragifarsa – mówi „Naszemu Dziennikowi” poseł Arkadiusz Mularczyk.
30 maja ubiegłego roku Arkadiusz Mularczyk złożył w sądzie pozew przeciwko byłemu prezesowi Trybunału Konstytucyjnego Andrzejowi Zollowi. Sprawa ma związek z wystąpieniem posła Mularczyka przed Trybunałem Konstytucyjnym w obronie legalności tzw. ustawy lustracyjnej i późniejszym wywiadem Andrzeja Zolla udzielonym radiu TOK FM, w którym ten zarzucił parlamentarzyście złamanie prawa, pomówienie osób publicznych [sędziów TK – przyp. W.W.] i nadużycie władzy.
Mularczyk przekazał Trybunałowi informację, że w stosunku do dwóch sędziów istnieją podejrzenia, że mogli być współpracownikami komunistycznych służb, o czym miały świadczyć dokumenty w IPN.
Młody parlamentarzysta wystąpił na drogę prawną. Choć od tamtego czasu minęło już prawie czternaście miesięcy, odbyła się zaledwie jedna rozprawa, w maju bieżącego roku, podczas której krakowski sąd zadecydował o… zbadaniu wniosku złożonego przez pełnomocników Zolla o umorzenie postępowania. Wcześniej rozprawy nie odbywały się lub w ogóle nie wyznaczano terminów, ponieważ dokumenty były odsyłane z sądu do sądu lub też rezygnowali wyznaczeni sędziowie, tłumacząc się znajomością z Mularczykiem lub Zollem. Jeszcze w maju tego roku sędzia Rafał Lisak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Krakowie, przyznawał w rozmowie z nami, że dziesięć miesięcy oczekiwania „to za dużo”, ale też zapewniał, że teraz proces wreszcie się rozpocznie. A jednak się nie rozpocznie. Wyznaczona na 11 lipca rozprawa przeciwko Andrzejowi Zollowi po raz kolejny się nie odbędzie.
– Dostałem tylko pismo, że rozprawy nie ma. Żadnego wyjaśnienia, z jakich powodów, co się stało i jaki jest kolejny termin – mówi poseł Mularczyk.
Sprawdziliśmy. Rozprawa Zolla oficjalnie opóźni się o kolejne miesiące z powodu choroby sędzi, która miała prowadzić postępowanie.
– Postępowanie nie zostało zawieszone. Po prostu sędzia miała pewien wypadek, nie będzie jej w pracy przez trzy-cztery tygodnie – mówi sędzia Rafał Lisak, rzecznik krakowskiego sądu okręgowego, wydziału III karnego.
Kierownictwo krakowskiego sądu mogło w takiej sytuacji, biorąc pod uwagę, że proces praktycznie jeszcze się właściwie nie rozpoczął, wyznaczyć inną osobę do prowadzenia postępowania. Ale tak się nie stało, w zamian zdecydowano o tzw. zniesieniu terminu wokandy. W praktyce oznacza to, że osoba, która miała prowadzić postępowanie Mularczyk vs. Zoll, będzie nieobecna do końca lipca, zaś w sierpniu – zarówno w sądach, jak i w wielu instytucjach państwowych, m.in. parlamencie, rozpoczyna się okres urlopowy, potem powstanie konieczność wyznaczenia kolejnego wolnego terminu posiedzenia, który odpowiadałby sądowi, a to oznacza, że sprawa przeciw Zollowi być może ruszy dopiero jesienią. O ile ruszy w ogóle.
Odchodzący ze stanowiska prezesa Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień złożył bowiem w prokuraturze doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez posła Arkadiusza Mularczyka, właśnie w związku z wystąpieniem posła na forum Trybunału w sprawie ustawy lustracyjnej. Według doniesienia sędziego Stępnia, Mularczyk, powołując się podczas swojego wystąpienia w Trybunale, w trakcie którego przekonywał, że zapoznał się w Instytucie Pamięci Narodowej z dokumentami dotyczącymi dwóch sędziów TK, wprowadził w błąd Trybunał. Jak się jednak okazało po analizie dokumentów zgromadzonych w IPN, to prezes Stępień, składając na Mularczyka doniesienie w prokuraturze, rozminął się z prawdą. Jerzy Stępień powiedział, że badając dokumenty IPN na temat tych dwóch sędziów, stwierdził, że na karcie dostępu do tych akt nie ma podpisu Mularczyka. Według Stępnia, brak podpisu może świadczyć o tym, że poseł wprowadził w błąd TK albo uzyskał dostęp do materiałów IPN „inaczej niż wszystkie inne osoby”. Tymczasem rewelacje byłego już prezesa Trybunału Konstytucyjnego zdementował sam szef IPN Janusz Kurtyka, który potwierdził, że Mularczyk zapoznawał się z dokumentami, a niezbędne wnioski podpisał. Jednak doniesienie Stępnia do prokuratury daje Zollowi wygodny kruczek prawny. Każde doniesienie prokuratura musi zbadać na drodze postępowania – na tej podstawie Zoll jako pozwany może wnioskować o zawieszenie postępowania przeciwko niemu do czasu rozstrzygnięcia prokuratorskiego dochodzenia.
– Nie wiem na chwilę obecną, czy postępowanie Mularczyk vs. Zoll zostało zawieszone, czy wpłynął jakiś wniosek. Muszę to dopiero sprawdzić – tłumaczy sędzia Lisak.
Parlamentarzysta nie zamierza jednak czekać i domaga się od Stępnia wycofania doniesienia, które z jednej strony oparte jest na nieprawdziwych informacjach, z drugiej – może doprowadzić do zablokowania postępowania przeciw Zollowi.
– Tak jak mówiłem wcześniej, jeżeli prezes Stępień nie wycofa w tym tygodniu swoich enuncjacji i nie przeprosi za powielanie nieprawdy, jeszcze w tym tygodniu wytoczę mu postępowanie karne. Zarzut jest oczywisty, Stępień złożył doniesienie o przestępstwie, którego nie było – konkluduje Mularczyk.
Wojciech Wybranowski
