Poznański marsz do wolności

Mimo ulewnego deszczu kilkaset osób, głównie mieszkańców Poznania, wzięło udział w uroczystych obchodach 52. rocznicy Powstania Poznańskiego Czerwca. Przed laty w pierwszym w krajach bloku wschodniego antykomunistycznym powstaniu, jakie wybuchło w stolicy Wielkopolski, zginęło ponad siedemdziesiąt osób, a setki odniosło rany. Tysiące poznaniaków stało się ofiarami trwających latami ubeckich represji i prześladowań.

– Człowiek jest wolny, gdy może opowiedzieć się po stronie prawdy – mówił koncelebrujący uroczystą Mszę św. w intencji ofiar Czerwca ’56 metropolita poznański ks. abp Stanisław Gądecki.

28 i 29 czerwca 1956 r. w Poznaniu doszło do robotniczych protestów, które przerodziły się w walki uliczne. Władze komunistyczne do ich stłumienia użyły wojska. W konsekwencji śmierć poniosło co najmniej 79 osób, rannych było ponad 600. Do walk przeciw zbuntowanym mieszkańcom Poznania komunistyczna władza użyła 10 tysięcy żołnierzy, w tym funkcjonariuszy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, 359 czołgów, 31 dział pancernych i blisko 900 samochodów i motocykli. Tuż po stłumieniu antykomunistycznego powstania jeszcze 28 czerwca rozpoczęły się zatrzymania na masową skalę. Nad podejrzanymi o udział w walkach znęcali się funkcjonariusze UB i MO, maltretując ich fizycznie i psychicznie. Podsumowując krwawą pacyfikację, ówczesny premier Józef Cyrankiewicz w przemówieniu radiowym zakomunikował: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej”. Wydarzenia, jakie rozegrały się w dniach 28-29 czerwca 1956 r. w Poznaniu, odbiły się szerokim echem w całej Polsce. – W kilku wielkopolskich miasteczkach miejscowa ludność opanowała komisariaty milicji, w Szczecinie doszło do ulicznych manifestacji, a w Warszawie „nieznani sprawcy” na budynku KC PZPR nocą wymalowali wielki napis: „Dzieci Warszawy oddają hołd bohaterskim Dzieciom Poznania”. Bo i ofiarami zbrojnej akcji komunistycznych władz w Poznaniu byli przede wszystkim ludzie bardzo młodzi: dwunastoletni Romek Strzałkowski zamordowany w garażach poznańskiego UB, osiemnastoletni uczniowie i studenci.

– Nie wolno nam zapomnieć, że nigdzie indziej, ale właśnie tutaj, w Poznaniu, w sercu Wielkopolski, rozpoczął się polski marsz ku wolności. Nie wolno nam zapomnieć, że to nie kto inny, ale właśnie robotnicy rozpoczęli ten marsz. Nie sposób zapomnieć, że to, co się zdarzyło pięćdziesiąt dwa lata temu w Poznaniu, było w powojennej historii naszego Narodu jedynym zbrojnym powstaniem – mówił podczas sobotnich uroczystości 52. rocznicy wybuchu Powstania Poznańskiego Czerwca ’56 Jarosław Lange, przewodniczący Zarządu Regionu Wielkopolska NSZZ „Solidarność”.

Na poznańskim placu Adama Mickiewicza, pod pomnikiem nazwanym potocznie Poznańskimi Krzyżami, w miejscu, gdzie w 1956 r. ponad 100 tys. osób rozpoczęło uliczną manifestację, skandując: „Chcemy Polski katolickiej, a nie bolszewickiej” i „Precz z komuną”, mimo ulewnego deszczu i tym razem setki poznaniaków przyszło oddać hołd bohaterom walki z komunistycznym reżimem. Częścią obchodów rocznicy Powstania Poznańskiego Czerwca ’56 była odprawiona w kościele OO. Dominikanów Msza św. w intencji ofiar pod przewodnictwem metropolity poznańskiego ks. abp. Stanisława Gądeckiego. W homilii ksiądz arcybiskup podkreślił, że człowiek ma prawo do wolności społecznej, ekonomicznej, religijnej, a także do dobrej informacji.

– Wolność to rządy sumienia każdego człowieka. Człowiek jest wolny, gdy może opowiedzieć się po stronie prawdy, a dzisiejsza uroczystość to wezwanie do wspólnej troski o jej zachowanie – mówił ks. abp Gądecki.

Wojciech Wybranowski

drukuj