Reprywatyzacja nie powinna obciążać podatników

Z prof. Jerzym Żyżyńskim, ekonomistą z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, rozmawia Mariusz Bober

Ile może kosztować Polskę reprywatyzacja w kształcie, jaki przedstawił wstępnie rząd Donalda Tuska? Rząd Jerzego Buzka szacował te roszczenia, gdy w 2001 r. uchwalono ustawę reprywatyzacyjną, na mniej więcej 95 mld złotych. Zaś wartość majątku, który mógł być zwrócony, na 46,04 mld złotych.

– Reprywatyzacja w kształcie, jaki zaproponował rząd, musi kosztować…


…mimo że władze mówią o wypłacie odszkodowań rzędu 15-20 proc. wartości utraconych majątków…


– Przede wszystkim chodzi o majątek rzeczowy, który został utracony po II wojnie światowej. Ale przecież niektórzy ludzie utracili mienie w wyniku zmian granic i wiemy, że utrata tzw. mienia zabużańskiego jest częściowo rekompensowana. Natomiast rekompensaty za majątki, które utracili ludzie mieszkający po wojnie w Polsce, nie zostały dotąd wypłacone, a mienie nie zostało zwrócone. Jasne jest więc, że także tym ludziom należy się zadośćuczynienie za doznane krzywdy. Pytanie tylko, kto jest temu winien, a kto ma za to płacić…


To znaczy?


– Winni są ci, którzy odebrali to mienie, wprowadzali w Polsce system komunistyczny i którzy narzucili nam ten system, a wówczas był to Związek Sowiecki, który dziś nie istnieje. Natomiast obecnie płacić za wyrządzone przez nich szkody mają wszyscy podatnicy. Więc ciężar zadośćuczynienia mają ponieść nie ci, którzy odpowiadają za pozbawienie ludzi ich własności. Powstaje więc pytanie, dlaczego mamy płacić za kradzież dokonaną przez komunistów.


Ci już nie poniosą konsekwencji…


– W większości nie żyją, jednak niektórzy żyją, i to w bardzo dobrych warunkach, a jeszcze lepsze warunki mają często ich dzieci. No, ale co z tego? A wracając do problemu, trzeba też odróżnić reprywatyzację od rekompensat za poniesione straty. W przypadku reprywatyzacji podatnik właściwie nic nie traci, państwo wcześniej dysponowało nie swoim majątkiem, a jego zwrot nie obciąża budżetu. W przypadku rekompensat za utracone mienie jest już inaczej, są one wypłacane z budżetu, a więc z pieniędzy podatników. Niektórzy domagają się jeszcze zadośćuczynienia za straty spowodowane nieuzyskiwaniem dochodu przez okres, w którym nie mogli korzystać z utraconej nieruchomości. Jest jednak też tak, że majątek ten został przekazany instytucjom publicznym, które – w przypadku zwrotu tych nieruchomości – trzeba przecież gdzieś przenieść. A to są już konkretne koszty, które poniesie państwo, czyli podatnik, przeciętny obywatel płacący podatki.


Więc jest już trochę późno na przeprowadzenie reprywatyzacji?


– Oczywiście, trzeba ją było przeprowadzić w 1990 roku. Całą tzw. transformację należało zacząć od zwrotu majątku w tych przypadkach, w których było to możliwe, a możliwe było w wielu, przede wszystkim w przypadku majątku produkcyjnego. Tymczasem w Polsce najpierw zaczęto od prywatyzacji, często właśnie mienia, które należało zwrócić, jak np. fabryka Wedla. Problem ten dotyczy również PZU, które powstało z przedwojennego Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych. Tego typu firmy przez 18 lat sprzedawano bez zastanowienia i nagle państwo polskie „obudziło się”, dochodząc do wniosku, że trzeba zwrócić zagrabione mienie, tyle że dziś muszą za to zapłacić polscy podatnicy. Uważam, iż to jest niedopuszczalne. Niestety, z powodu niekompetencji i nieuctwa polityków i urzędników do tego doszło.


A może to była bardziej kwestia wyrachowania? Przecież za zwrot nieruchomości państwo nie uzyskiwało nic, a z prywatyzacji otrzymywało jakieś fundusze…


– Oczywiście. Ale wolę przyjąć, że powodem była raczej czyjaś głupota niż zła wola.


Skąd rząd weźmie pieniądze na wypłatę rekompensat? Według niektórych mediów przeznaczy na to realnie nie więcej niż 10 mld zł, choć wydaje się to dalece niewystarczające. Jednak gabinet Donalda Tuska chce, by 40 proc. dochodów z prywatyzacji majątku Skarbu Państwa zasiliło jeszcze fundusz demograficzny, a jednocześnie przyznaje, że przychody ze sprzedaży 740 państwowych spółek wyniosą niewiele ponad 30 mld złotych.


– Dlatego mówię, że za reprywatyzację w tej proponowanej formie zapłacą polscy podatnicy. Nawet jeśli Platforma Obywatelska dokona sprzedaży resztek majątku państwowego, nie zrealizuje planów prywatyzacyjnych, bo nie da się szybko i dobrze sprywatyzować państwowych firm. Poza tym, moim zdaniem, rząd nie powinien prywatyzować resztek majątku państwowego. Zresztą nawet dochody z prywatyzacji nie zostały dobrze wykorzystane, tylko po prostu przejedzone. Jeśli zostaną sprzedane np. udziały w KGHM Polska Miedź, to firmę przejmie jakiś silny koncern zachodni, a w efekcie dywidenda wypłynie z kraju. Do tej pory w większości zostawała jednak w Polsce. Można krytykować sposób wykorzystania jej przez władze, to, że całość zysku przeznaczono na dywidendę – sam należałem do krytyków tego posunięcia – ale te pieniądze jednak zostawały w Polsce. Ze smutkiem muszę stwierdzić, iż rządzący Polską politycy nie myślą w kategoriach przyszłości. Niestety, Ministerstwo Skarbu Państwa jest zdominowane, zresztą od lat, przez ludzi mało kompetentnych.


Więc można powiedzieć, że jest to po prostu kontynuacja dogmatycznego myślenia z lat 90. w kategoriach: sprzedać, co się da, komu się da i za cokolwiek się da?


– Jest to, niestety, myślenie w kategoriach dogmatycznych, podobnie jak było w okresie PRL, tyle tylko, że wtedy przyjęto inne dogmaty. Obecni politycy nie myślą o konsekwencjach takich działań, uważając, że trzymanie się dogmatów załatwi wszystkie problemy. To cechowało całą polską transformację i skutki tego obserwujemy do dziś. Polska spośród krajów wchodzących do Unii Europejskiej, jak kilka lat temu, gdy wstępowaliśmy do Unii, pokazały dane Eurostatu – we wszystkich pozytywnych wskaźnikach była na ostatnim lub przedostatnim miejscu (np. liczba lekarzy w przeliczeniu na 1000 mieszkańców, liczba dentystów, liczba telefonów komórkowych na 100 mieszkańców, zebrane odpady komunalne), a w negatywnych na pierwszym miejscu (np. poziom bezrobocia ogółem, a także wśród kobiet i ludzi młodych, poziom obciążenia budżetów rodzinnych wydatkami na cele mieszkaniowe, skali zatrudnienia tymczasowego, liczba godzin pracy w tygodniu).


Przekonując do prywatyzacji, rząd Donalda Tuska tłumaczy też, że będzie ona korzystna dla państwowych firm, bo w rękach prywatnych będą one lepiej funkcjonować. Poza tym w ten sposób odetnie się polityków od wpływania na te przedsiębiorstwa.


– To kolejny przykład dogmatycznego myślenia. Konsekwencją tego były skandaliczne prywatyzacje, w wyniku których funkcjonowanie firm po prywatyzacji się pogarszało. I teraz uzasadnia się prywatyzację koniecznością pozyskania przez przedsiębiorstwa kapitału. To oczywiście świadectwo braku kompetencji, dla pozyskania przedsiębiorstwa nie trzeba go sprzedawać, niech po prostu emituje akcje lub obligacje i pozyskuje w ten sposób kapitał. Podstawowym błędem było sprzedawanie państwowych przedsiębiorstw konkurentom zza granicy, którzy często byli zainteresowani wyłącznie doprowadzeniem ich do likwidacji – to się nazywa wrogie przejęcie i jest stosowane w biznesie dla opanowania rynków konkurenta. Ta naiwność i niekompetencja władz jest wręcz zastanawiająca. Co do argumentu, że prywatyzacja skończy z wpływem polityków na państwowe firmy, to trzeba postawić pytanie: to dlaczego politycy wpływają na nie? No, to trzeba było się nie wtrącać w funkcjonowanie nieźle pracujących firm, a zapewnić im warunki dla przeprowadzenia stosownych zmian i reorganizacji. Gdyby zostawili je w spokoju, wiele firm działałoby świetnie, natomiast ostatnie ingerencje i ręczne sterowanie ministerstwa skarbu doprowadziły do wielu niekorzystnych zmian.


Wróćmy do sprawy reprywatyzacji. Rząd zdaje sobie sprawę, że jest już bardzo późno na jej przeprowadzenie, ale uważa, iż zaniechanie jej kosztowałoby państwo jeszcze więcej, przede wszystkim z powodu ciągnących się już procesów sądowych, ale także paraliżu wielu inwestycji, z powodu nieustabilizowanej sytuacji prawnej nieruchomości.


– To zależy przede wszystkim od prawa. Podstawą procesów sądowych jest istniejąca legislacja. Jest to niewątpliwie trudny problem, ale rzeczywiście musimy się z tym uporać. Niestety, zmarnowano prawie 20 lat i dziś o wiele trudniej jest dokonać reprywatyzacji. Z punktu widzenia budżetu państwa niewątpliwie najmniej kosztowny jest zwrot mienia w naturze.


A jeśli jest to niemożliwe?


– Może należałoby rozważyć np. przekazanie części udziałów, danie możliwości partycypacji w podziale zysków z nieruchomości czy firm, które już nie mogą być zwrócone. Natomiast zdecydowanie przeciwny jestem obciążaniu polskiego podatnika. Podatki płacone przez obywateli powinny służyć realizacji przez państwo jego zadań – wiele dziedzin jest niedofinansowanych z powodu błędnej polityki finansowej kolejnych rządów, zatem my, współcześni obywatele, nie możemy jeszcze dodatkowo ponosić kosztów błędów, jakich w przeszłości dokonały obce, narzucone Polsce władze.


O zwrot mienia nie mogliby ubiegać się tzw. późni przesiedleńcy i osoby współpracujące z hitlerowcami podczas II wojny światowej. Tymczasem mniejszość niemiecka w Polsce domaga się zezwolenia na ubieganie się o zwrot nieruchomości także dla późnych przesiedleńców.


– Duża część majątku należała do obywateli polskich narodowości niemieckiej i żydowskiej. Są nieodwracalne skutki procesów historycznych i niektórzy ludzie powinni się z tym pogodzić. Polski rząd częściowo zrekompensował konsekwencje II wojny światowej swoim obywatelom, którzy utracili majątki w wyniku zmian granic, inne rządy powinny to samo zrobić dla swoich obywateli. Przecież wielu Polaków straciło w wyniku zniszczenia Warszawy dokumenty potwierdzające ich prawo do określonego mienia. Jak wiele osób zostało w ten sposób poszkodowanych, a jak wiele dokonano nawet tuż po wojnie oszustw, przejmując różne nieruchomości, na przykład kamienice? Uważam, że jednak majątek przemysłowy powinien być zwracany w naturze lub przez oddanie części udziałów, podobnie ziemia, a nieruchomości mieszkaniowe powinny być ewentualnie zwracane, ale z zachowaniem praw obecnych mieszkańców i właścicieli. Część potomków dawnych właścicieli powinna się pogodzić z nieuchronnymi i nieodwracalnymi skutkami II wojny światowej i innych minionych zdarzeń historycznych.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj