Wolno nam wybaczyć, ale zapomnieć – nigdy

W czasie obchodów Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej w Warszawie odbyła się niezwykła uroczystość. W kaplicy katyńskiej w katedrze polowej Wojska Polskiego została złożona czaszka zamordowanego w 1940 roku w Katyniu majora Ludwika Szymańskiego.

Doczesne szczątki majora Ludwika Szymańskiego przeszły niezwykłą drogę. Czaszka do Polski trafiła z Danii, gdzie ponad 60 lat temu znalazła się za sprawą doktora Helge Tramsena z Kopenhagi. Duński uczony przyjechał do Katynia jako członek Międzynarodowej Komisji Lekarskiej, która miała zbadać niedawno odkryte przez Niemców groby polskich oficerów. Tramsen, który był związany z duńskim ruchem oporu, miał wątpliwości, czy jechać na miejsce zbrodni, gdyż obawiał się, że stanie się marionetką w machinie propagandowej III Rzeszy. Jego wątpliwości rozwiali zwierzchnicy z ruchu oporu, którzy uważali, iż to może mieć w przyszłości duże znaczenie, a Tramsen powinien zebrać dowody. Początkowo doktor podejrzewał, że zbrodnia była dziełem Niemców. Po przybyciu na miejsce zmienił zdanie. Po zakończeniu prac komisji zabrał z Katynia przestrzeloną czaszkę polskiego oficera.

– Dlaczego duński doktor wybrał właśnie czaszkę? Nie sposób dziś odpowiedzieć na to pytanie. Prawdopodobnie Tramsen chciał mieć dowód na to, że zbrodnię popełnili Rosjanie. Już w kilka miesięcy po zbadaniu przez lekarzy masowych grobów Armia Czerwona odbiła teren. Od początku, od ujawnienia katyńskich dołów śmierci, sowiecka propaganda konsekwentnie głosiła, iż zbrodni na polskich oficerach dokonali Niemcy.

Paradoksalnie – wyprawa do Katynia uratowała Tramsenowi życie. Doktor sam przyznawał, że kiedy pod koniec wojny trafił do obozu koncentracyjnego za działalność w ruchu oporu, Niemcy obawiali się go zgładzić, aby nie stracić świadka zbrodni katyńskiej – powiedział ks. bp Tadeusz Płoski podczas niedzielnych uroczystości na placu Krasińskich w Warszawie.

– Bliscy Tramsena mówią dziś, że Katyń zaciążył na życiu całej ich rodziny. Doktor przez lata obawiał się, że jego najbliższym grozi niebezpieczeństwo. Miał przecież czaszkę polskiego oficera – dowód zbrodni, której Rosjanie przez dziesiątki lat zaprzeczali. Tramsen zamknął się w sobie, kiedy w 1970 roku w niejasnych okolicznościach zmarła w Polsce jego córka – dodał ordynariusz polowy Wojska Polskiego.

Czaszka majora Ludwika Szymańskiego przez 60 lat znajdowała się w Instytucie Medycyny Sądowej w Kopenhadze. Do Polski została sprowadzona we wrześniu 2006 roku. W Instytucie Hematologii Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie specjaliści poddali ją wnikliwym badaniom. Powodzeniem zakończyło się uzyskanie próbki DNA, co po 60 latach było bardzo trudne. Dzięki temu ustalono jednoznacznie, że jest to czaszka Ludwika Szymańskiego.

Udało się odnaleźć syna majora, który obecnie mieszka z rodziną w Australii. Liczący 83 lata Jerzy Szymański wyraził życzenie, by szczątki jego ojca spoczęły w Polsce. Po długich dyskusjach zapadła decyzja, że zostaną umieszczone w kaplicy katyńskiej w katedrze polowej Wojska Polskiego.

Pan Jerzy Szymański razem z żoną i synem wziął udział w uroczystości złożenia czaszki swego ojca. Mimo że lekarze odradzali mu tak daleką podróż (przebył niedawno poważną chorobę), bardzo chciał być obecny tego podniosłego dnia w Warszawie. – W 1939 roku nasz biedny kraj został zaatakowany przez dwóch potworów – jednego ze Wschodu, drugiego z Zachodu. Naród bardzo ucierpiał (…). Wolno nam wybaczyć, ale zapomnieć – nigdy. Tak nam dopomóż Bóg – powiedział bardzo wzruszony Jerzy Szymański podczas uroczystości umieszczenia szczątków jego ojca w kaplicy katyńskiej.

Major Ludwik Szymański urodził się 19 czerwca 1887 roku w Rajczy koło Żywca. Tam też mieszkał i pracował. Ukończył Wydział Lekarski Uniwersytetu Jagiellońskiego. W czasie I wojny światowej prowadził działalność konspiracyjną w szeregach Polskiej Organizacji Wojskowej. Podczas wojny polsko-bolszewickiej był komendantem szpitala wojskowego 4. Dywizji Piechoty. Na stopień majora został awansowany podczas warszawskich uroczystości „Katyń – pamiętamy. Uczcijmy pamięć bohaterów” 9-10 listopada 2007 roku.


Andrzej Kulesza
drukuj