Państwu nie wolno ingerować w obsadzanie stanowisk kościelnych

Z ks. prof. dr. hab. Wojciechem Góralskim, autorem książki „Konkordat Polski 1993”, kierownikiem Katedry Kościelnego Prawa Małżeńskiego i Rodzinnego na Wydziale Prawa Kanonicznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i profesorem Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku, rozmawia Maria Cholewińska


Do czego państwo jest zobowiązane wobec Kościoła w zakresie klauzuli poufności w kwestii mianowania biskupów diecezjalnych?


– W artykule siódmym konkordatu, w ustępie czwartym, mówi się, że jeśli chodzi o mianowanie biskupów diecezjalnych – tzw. ordynariuszy, to Stolica Apostolska zobowiązuje się, iż po dokonaniu nominacji przez Ojca Świętego, zanim zostanie ona ogłoszona, nazwisko nominata zostanie podane „do poufnej wiadomości Rządu Rzeczypospolitej Polskiej”. I ma to nastąpić możliwie wcześnie. Oznacza to, że Stolica Apostolska podaje rządowi, taką czy inną drogą, poufnie tę informację do wiadomości. Poufnie, a więc wszyscy członkowie rządu zobowiązani są do absolutnej dyskrecji. W praktyce znaczy to, iż nie mogą tej informacji ujawniać przed ogłoszeniem nominacji przez Stolicę Apostolską.


A gdyby doszło do ujawnienia tej nominacji przez stronę rządową np. mediom, czy nie byłoby to złamaniem klauzuli poufności – a więc postanowień konkordatu?


– Jeśli taka informacja, którą rząd otrzymał od Stolicy Apostolskiej, zostałaby komukolwiek ujawniona przez kogokolwiek z rządu, z całą pewnością nastąpiłoby jaskrawe naruszenie konkordatu; to nie ulega żadnej wątpliwości. Bo tekst mówi wyraźnie – i polski, i włoski – że chodzi o wiadomość podaną „do poufnej wiadomości”.


Rząd jest odpowiedzialny za zachowanie klauzuli poufności w tej sprawie. Jeśli jednak słyszymy w ostatnich dniach o próbach organizowania przez tzw. intelektualistów i lokalnych polityków zbierania podpisów przeciwko określonej nominacji biskupiej, jeśli przedstawiciele partii rządzącej wyrażają swą niechęć wobec nominacji, której jeszcze formalnie nie ma, czy rząd powinien jakoś reagować?


– Jeśli tzw. przeciek wyszedłby od rządu, to byłoby to oczywiste naruszenie konkordatu. Jeśli natomiast przeciek wyszedłby jakąś drogą spoza rządu – wszak w procedurę nominacji biskupa wtajemniczonych jest wiele osób – to konkordat nie nakłada na rząd obowiązku reagowania. Próby dementowania czy też jakiejś innej interwencji stawiałyby rząd w niezręcznej sytuacji.


Ale czy brak reakcji rządu, choćby w formie oświadczenia przypominającego o autonomii Kościoła w tej kwestii, nie świadczy o ignorowaniu porządku konkordatowego?


– Moim zdaniem, na wypowiedzi, które mogą być odczytane jako naciski na Kościół w kwestii obsady stolic biskupich, powinny zareagować przede wszystkim władze ugrupowań politycznych, jeśli naciski takie pochodziłyby z tych środowisk, i to niezależnie od konkordatu. Bo np. sygnały o planach zbierania podpisów są w ogóle czymś niewłaściwym i wysoce niestosownym. Mianowanie biskupów należy do władzy kościelnej, a ściśle do Ojca Świętego, dlatego wszelkie naciski w tej kwestii są naganne. Artykuł siódmy, ustęp drugi konkordatu głosi: „Mianowanie i odwoływanie biskupów należy wyłącznie do Stolicy Apostolskiej”.


Jeśliby zatem np. doszło do zbierania podpisów przeciwko nominacji biskupiej czy jakiejś innej próby blokowania, czy nacisków na decyzję Ojca Świętego, to byłoby to łamanie konkordatu?


– Owszem, to byłoby ewidentnie sprzeczne z konkordatem, podobnie zresztą jak sprzeczne z tą umową byłoby usiłowanie blokowania jakichkolwiek nominacji kościelnych. Artykuł siódmy bowiem, ustęp pierwszy konkordatu stanowi: „Urzędy kościelne obsadza kompetentna władza kościelna zgodnie z przepisami prawa kanonicznego”. A zatem, jeśli ktokolwiek – czy to rząd, czy ugrupowania polityczne, czy media, czy ktokolwiek inny – mieszałby się w taki czy inny sposób w sprawę obsadzania urzędów kościelnych, nawet drogą protestu czy próby blokady jakiejś nominacji, byłoby to zdecydowanie sprzeczne z przytoczonym zapisem umowy konkordatowej.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj