Rozważania wielkopostne: ON NAPRAWDĘ BYŁ SYNEM BOŻYM
Jest sobota.
Jutro Niedziela Palmowa,
a my wczoraj byliśmy
świadkami śmierci Chrystusa.
Umarł.
Wykonało się.
Nawet pobożni bili się w piersi,
ale wracali do domów.
Od zachodu słońca
rozpocznie się szabat.
Do zachodu słońca,
muszą być zdjęte ciała
skazańców z krzyża
i muszą skończyć się pogrzeby.
W śmiertelnych drgawkach
poruszały się jeszcze ciała
dwóch skazańców,
Dyzmy i Gertasa.
Setnik kazał połamać im golenie.
Szybciej umrą.
Jezusowi nie łamali kości,
bo już umarł,
ale na wszelki wypadek
setnik włócznią przebił
bok Chrystusa.
Wypłynęła krew i woda.
Umarł.
I jak piorunem tknięty setnik
spiął konia ostrogami
i w ciszy śmiertelnej,
która była na miejscu Czaszki,
krzyknął:
On naprawdę był Synem Bożym!
To dopiero teraz krzyczysz?
Józefie z Arymatei,
Nikodemie,
czas rozpocząć pogrzeb.
Spokojnie.
Powiedziałem, że mój grób,
nowy, wykuty w skale,
będzie grobem dla Jezusa.
Ja wierzę, że On zmartwychwstanie.
Tak powiedział.
On nigdy nie kłamał.
Kobiety,
przygotujcie wodę,
aby obmyć Ciało Jezusa.
Przygotujcie prześcieradła.
To tylko tak na tymczasem,
bo zaraz po szabacie
trzeba zrobić temu Człowiekowi
uczciwy pogrzeb, bo był Dobry!
Ale uszanujcie Miriam.
Jan mówi, że Ona prosi,
aby po zdjęciu Ciała Jezusa
z krzyża mogła Go wziąć
na swoje kolana.
Dobrze!
O, moja słodka Pieto!
Pozwól mi ucałować
stopy mego Zbawcy.
Nie umiem Go kochać
tak jak Ty.
Nie stać mnie na miłość Jana,
ale przez łzy Go kocham,
bo mi wszystko przebaczył.
Jezu, to już na Twój pogrzeb.
Wspomnij na mnie!
ks. bp Józef Zawitkowski
