UCZNIOWIE CHRYSTUSA ŻYJĄ WIARĄ W BOGA
druga nauka w ramach rekolekcji do rolników, pracowników leśnych i rybaków,
transmitowanych przez Radio Maryja. Sokołów Podlaski, konkatedra, 7. III. 2008 r.,
czytania, z piątku IV tygodnia Wielkiego Postu:
Mdr 2, 1a. 12-22; 2. J 7,1-2. 10. 25-30).
Drodzy Bracia i Siostry, obecni w tej świątyni;
Kochani Rolnicy, Pracownicy leśni, Rybacy
i wszyscy, którzy uczestniczycie w tych rekolekcjach dzięki Radiu Maryja. Pozdrawiam Was w imię Jezusa Chrystusa!
1. WIARA JEST ŁASKĄ.
W dniu rocznicy Poświęcenia Jerozolimskiej Świątyni Pan Jezus przebywał w jej murach i podeszli do Niego Żydzi, stawiając pytanie o to, Kim On jest? Chrystus wówczas odpowiada: „Już wam to powiedziałem, ale wy nie wierzycie. Dzieła, których dokonuję w imię Ojca Mego, świadczą o Mnie. Wy Mi jednak nie wierzycie, bo nie należycie do moich owiec” ( J 10, 25-26).
Z odpowiedzi Pana Jezusa wynika, że faryzeusze, a więc ludzie, którzy nazbyt ufają sobie samym, względnie sztywnym formułom, nie potrafią przekroczyć pewnego progu, swoistej bariery, jaka może zagościć w umyśle człowieka, a wskutek której nie jest on w stanie coś przyjąć, po prostu uwierzyć. Rozmówcy Pana Jezusa nie mogli dać sobie rady z tą trudnością. I dlatego nic do nich nie przemawiało. Nie pojmowali wymowy tych czynów, jakie towarzyszyły nauczaniu Syna Bożego.
Oni bowiem nie byli z owiec Chrystusowych. Cóż to znaczy? Pierwsze czytanie dzisiejsze, zaczerpnięte z Księgi Mądrości w jakiś sposób przychodzi nam z pomocą w zrozumieniu tej sytuacji. A mówi ono, że „Mylnie rozumując bezbożni mówili sobie:”. W tym wypadku nie jest takie istotne, co oni mówili, wiemy bowiem jedno, że mylnie rozumowali, ponieważ nie można prawdziwych wniosków wyprowadzać z fałszywych przesłanek. Niestety takie zachowania dają się zauważyć i w naszych czasach. O nich to pisał Leopold Staff, jakby wskazując na to, skąd się bierze to mylne rozumowanie. Poeta wychodzi ze zwyczajnej obserwacji, która rodzi oczywiste pytania.
„Dokąd to ludzie, tak was wielu
Podąża? Do jakiego celu?
Idziemy kopać ugór boski,
By w nim pogrzebać nasze troski,
Jesteśmy ludzie bardzo chorzy.
Samiśmy sobie doktorzy…
Jak się zwie wasza boleść sroga?
Nie mamy Boga?
Brak nam Boga”.
Bohaterowie tego krótkiego wiersza wiedzą, że są chorzy. I wiedzą, co jest tej choroby przyczyną. Jest nią niewiara w Boga. Ale nie potrafią oderwać się od siebie. Sami są sobie lekarzami. I dlatego znajdują tylko jedno lekarstwo, aby zakopywać swoje troski na ugorze. A przecież ten ugór należało uprawiać, pielęgnować właśnie przez wiarę w Boga, przez jej umacnianie i przez życie z nią zgodne.
Trudno im było przyznać się do swoich niedostatków. Kolejny raz okazuje się, że to zamknięcie się człowieka w sobie samym jest niesłychanie groźne, gdyż utrudnia jakikolwiek rozwój osobowy. Przestrzegał przed tym, chyba nawet wbrew sobie niemiecki filozof, bardzo kontrowersyjny, chociaż dobrze wyrażający się o Polsce, Fryderyk Nietsche pisząc, że „śmierć Boga nie ujdzie nam bezkarnie”.
Oczywiście, nie może być mowy o śmierci Pana Boga. To tylko niektórym ludziom tak może się wydawać. Chodzi bowiem co najwyżej o zwyczajne oddalanie się ludzi od Stwórcy, a następnie ich niewiarę. Ufają oni tylko sobie. I w ludzkich miarach, w ludzkich sposobach poznawania świata, w oparciu o ludzkie możliwości nie potrafią dostrzec obecności Boga. Zbytnio zawierzyli sobie samym. A wiara jest darem Bożym. Wiara jest łaską. Otrzymują ją ci, którzy za przykładem Matki Najświętszej potrafią i chcą słuchać i poznawać to, co przekazuje Pan Bóg.
2. CZYM JEST WIARA?
Czymże więc jest wiara? Katechizm Kościoła Katolickiego podkreśla więź pomiędzy Objawieniem Bożym a wiarą. Bierzemy tu pod uwagę wiarę nie ogólnikową, odnoszącą się do kogoś nieokreślonego. My wierzymy Bogu Osobowemu, w Trójcy Jedynemu, który sam troszcząc się o jakość naszej wiary ofiaruje nam Objawienie, dzieli się z nami podstawowymi prawdami. Mówi o tym Sobór Watykański: „Bóg niewidzialny w nadmiarze swej miłości zwraca się do ludzi jak do przyjaciół i obcuje z nimi, by ich zaprosić do wspólnoty z sobą i przyjąć ich do niej” (Dei verbum, 2).
Wiara jest naszą odpowiedzią na powyższe zaproszenie Boże. Z tego to względu Kościół tak często podkreśla, że Boże Objawienie jest dla nas podstawowym źródłem spotykania się z Panem Bogiem w wierze. Ten sam motyw leży u podstaw troski o to, aby każdy katolik od lat dziecięcych starał się poznawać Pismo Święte. Ono przecież pomaga nam w ciągłym obcowaniu ze Stwórcą, a w Nim lepiej rozumiemy i owocniej przeżywamy również ten artykuł wiary, który wyznajemy w Składzie Apostolskim, gdy mówimy wierzę w „świętych obcowanie”.
Wedle więc Katechizmu Kościoła katolickiego „wiara jest najpierw osobowym przylgnięciem człowieka do Boga; równocześnie i w sposób nierozdzielny jest ona dobrowolnym uznaniem całej prawdy, którą Bóg objawił.” (KKK, 150). Jest zrozumiałe, w powyższym określeniu dostrzegamy różnicę pomiędzy rzeczywistością wiary w Boga, a różnymi przejawami naszego zawierzania człowiekowi. Gdy bowiem wkraczamy w przestrzeń wiary w Boga, równocześnie otwieramy się na nową i tajemniczą rzeczywistość, która pozwala nam przekraczać granicę śmierci i wszelkie bariery, jakie nam stawia materia.
Teofil, bohater „Nieba w płomieniach” Jana Parandowskiego, kuszony przez jednego z licznych w początkach dwudziestego wieku zwolenników materializmu, początkowo czuł się oczarowany, kiedy korzystając z lunety mógł obserwować układy gwiazd. Z czasem jednak i on zaczął pytać, ale skąd to i kto za tym stoi, skoro nie ma najmniejszego narzędzia, maszyny, względnie aparatu, żeby ktoś tego wszystkiego nie zaplanował i nie wykonał. I wtedy jak autor zaznacza, że ten zamknięty w sobie strażnik kosmosu nie był w stanie na pytania Teofila odpowiedzieć, a wówczas młody człowiek spoza niezliczonych ciał niebieskich ponownie zaczął dostrzegać Stwórcę, chociaż żal mu było, że zmarnował wiele czasu – wprowadzany w błąd przez kogoś, kto uważając się za naukowca pogubił się w swoich przekonaniach.
Wiara zaś chrześcijańska pomaga nam w poznaniu świata materialnego i wprowadza nas w rzeczywistość niematerialną, otwierając przed nami niesłychane możliwości rozwoju duchowego, z nieśmiertelnością i to szczęśliwą włącznie. Chrześcijanin unika też błędu tych, którzy nie widzą jedności między prawdą i Stwórcą. Zdarzają się przecież tacy, którzy z wielkim poświęceniem poszukują samej prawdy. Są inni, którzy jakoby poza prawdą dążą do Boga. Jedno i drugie jest nieporozumieniem. Nie ma Boga, który nie byłby jednocześnie prawdą. Komentarz do tego rodzaju nieporozumień daje F. Dostojewski w powieści „Biesy”. Oto kniaź Stawrogin pewnego razu rozmawiał ze swoim znajomym, jednym z ówczesnych filozofów. Ten ostatni starał się postawić swego rozmówcę w trudnej sytuacji, pytając, co on by zrobił, gdyby prawda była gdzie indziej niż Bóg, Stawrogin dał wtedy wymowną odpowiedź. Postawił na Chrystusa, wyznając, że nawet gdyby z matematyczną dokładnością udowodniono, iż prawda jest gdzie indziej niż Chrystus, opowiedziałby się za Chrystusem.
Na szczęście nie musiał dokonywać takiego wyboru. Pełna Prawda nie może istnieć poza Bogiem, poza Jezusem Chrystusem. To sam Syn Boży powiedział, „Ja jestem droga, prawda i życie” (J 14, 6). I nie może być inaczej. Bóg jest pełnią, pełnią wszystkich wartości.
3. WIARA I WIEŚ.
O tym zresztą mówi historia ludzkości. Nie inaczej jest z naszymi dziejami, gdyż takie przekonanie jest wyjątkowo bliskie polskiej wsi. Jan Paweł II był tego samego zdania i swoim doświadczeniem chętnie dzielił się i nadal dzieli się z nami. Wystarczy przypomnieć choćby jeden z fragmentów Jego wystąpień. Posłuchajmy: „Kiedy wędruję poprzez polską ziemię, od Bałtyku, przez Wielkopolskę, Mazowsze, Warmię, i Mazury, (parę dni wcześniej powiedział wśród nas: „Witaj, Ziemio Podlaska”), kolejne ziemie wschodnie od białostockiej do zamojskiej, i kontemplując piękno tej ojczystej ziemi, uprzytamniam sobie ten szczególny wymiar misji Syna Bożego. Tutaj z wyjątkową mocą zdaje się przemawiać błękit nieba, zieleń lasów i pól, srebro jezior i rzek. Tutaj śpiew ptaków brzmi szczególnie znajomo, po polsku. A wszystko to świadczy o miłości Stwórcy, o ożywczej mocy Jego Ducha i o odkupieniu, którego Syn dokonał dla człowieka i dla świata. Wszystkie te istnienia mówią o swojej świętości i godności, które odzyskały wtedy, gdy Pierworodny z całego stworzenia przyjął ciało z Maryi Dziewicy” (Zamość, 12. VI. 1999).
Z tym wszystkim jakże często spotyka się rolnik, człowiek blisko związany z przyrodą. To samo należy powiedzieć o pracownikach leśnych i o rybakach. Wspomnienia naszych rodziców, babć i dziadków do tego często nawiązują. Te zaś przekonania i te postawy duchowe stały się też inspiracją do pewnych praktyk i zwyczajów. Nie możemy o nich zapominać. Dają się one zauważyć w przydrożnych krzyżach, w kapliczkach obecnych w różnych miejscach, i w niedzielnym oraz świątecznym uczestnictwie we Mszy św. Jakże wzrusza nas widok rzesz ludzi, dzieci i młodzieży, osób w sile wieku i starszych pośpieszających do kościoła, a później powracających ze świątyni do domu. Tak było nawet wtedy, kiedy ośmieszano wiarę i praktyki religijne. Tak było wówczas, gdy za postawiony krzyż zsyłano na Sybir. Nie mógł więc bez wzruszenia mówić do nas Jan Paweł II w Krośnie, wyciągając z tego praktyczne wnioski. „Niech z ust polskiego rolnika nie znika to piękne pozdrowienie „Szczęść, Boże” i „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Pozdrawiajcie się tymi słowami, przekazując w ten sposób najlepsze życzenia (bliźnim). W nich zawarta jest wasza chrześcijańska godność. Nie dopuśćcie, aby ją wam odebrano – bo próbuje się to robić! Świat pełen jest zagrożeń. Docierają one poprzez środki przekazu także do polskiej wsi. Twórzcie kulturę wsi, w której obok nowych wymiarów, jakie niosą czasy, pozostanie – jak u dobrego gospodarza – miejsce na rzeczy stare, uświęcone tradycją, potwierdzone przez prawdę wieków” (Krosno, 10. VI. 1997).
W świetle tej wypowiedzi Papieża z Rodu Polaków wyraźnie widać, jak bardzo chce nam przypomnieć o tym, że to wiara w Boga stoi na straży godności człowieka, jego życia i jego pracy. A ten przepiękny apel o to, aby nie zapominać o kulturze wsi, ją pielęgnować i rozwijać nadal w duchu chrześcijańskim z myślą o dobru nas wszystkich, także o dobru naszej Ojczyzny, zasługuje na pamięć i stosowanie go w praktyce. Taka jest właśnie Polska.
4. PRZYPATRZMY SIĘ WIERZE.
W tym miejscu niech mi będzie wolno podzielić się moim osobistym przeżyciem. W latach sześćdziesiątych minionego wieku jechałem autobusem z Lublina do Białej Podlaskiej. Była to niedziela. Zaskoczyło nas wszystkich pasażerów to, gdy zobaczyliśmy wielką liczbę ludzi, którzy przed Kockiem szli w naszą stronę, a gdy minęliśmy to miasto, to jakby razem z nami. Było to niedzielne popołudnie, a w kościele odprawiano Gorzkie Żale. Zapomnieliśmy wówczas o bitwie pod Kockiem, ostatniej z roku 1939, a patrzyliśmy z szacunkiem i z podziwem na tych ludzi. Zwłaszcza, że pamiętaliśmy dobrze, jak to zapowiadali podówczas politycy, rządzący w naszym bloku, że jeszcze dwadzieścia lat, a religii nie będzie ani znaku.
Mój Boże, jak długo ludzie będą powtarzać ten sam błąd? Jak długo będą dawać się oszukiwać? Tych przecież, którzy zapowiadali koniec Boga, już nie ma. Odeszli stąd prawie wszyscy w niesławie. A szkoda, że nie skorzystali z daru wiary, że zmarnowali wiele dni, miesięcy i lat swojego życia.
Podobne doświadczenia dały o sobie znać również przy okazji przyznania nagrody Nobla pisarzowi Samuelowi Becketowi. „W werdykcie Komitetu Noblowskiego w 1959 roku napisano: „Jego twórczość unosi się jak modlitwa o zmiłowanie nad człowiekiem”. Ale modlitwa do kogo, skoro człowiek (chce) zabić Boga?” (Renata Gorczyńska, Rozmowa mistrza Samuela ze śmiercią, w: Kultura, nr 6/513, 1990, str. 130).
Bóg jednak jest. Ludzie dochodzą do Niego różnymi drogami. Przed laty, w 1961 roku pisał biskup Karol Wojtyła w nawiązaniu do ankiety, która była w tamtych latach przeprowadzona, a dotyczyła wiary. Pisze o tak zwanej negatywnej drodze dojścia do Stwórcy. „Nie bez znaczenia jest także owa via negativa, której najlepszym wyrazicielem jest może Sartre: proklamując bezsens istnienia ze swego stanowiska, skierowuje pośrednio uwagę właśnie na teizm i religię jako podstawę sensu istnienia i drogę do jego odnajdywania. Na tę via negativa zwrócił niedawno uwagę Kardynał Montini w jednym ze swoich przemówień do młodzieży akademickiej” (bp Karol Wojtyła, Znak 1961, str. 765).
Jakie to zastanawiające, oto już przed laty spotkały się ze sobą dwie wielkie postacie: kardynał Giovanni Battista Montini to papież Paweł VI, i bp Karol Wojtyła, a więc Jan Paweł II, który pozostał wiernym temu, co przed półwiekiem napisał. Po latach bowiem powróci do tego samego wątku w „Tryptyku rzymskim”, w którym wpatrując się w Abrahama, korzysta tym razem z via postiva w rozmowie ze Stwórcą. Najpierw jednak Adam jest tym, który wpatrzony w naturę, w stworzony świat, jest w stanie zadumać się i umie wyciągać wnioski aż do wyznania wiary. W wizji Ojca Świętego doświadczenie Adama jest wspólne wszystkim ludziom. Wszyscy przeżywają próbę wiary. Adam, czyli każdy człowiek:
„Był samotny z tym swoim zdumieniem
pośród istot, które się nie zdumiewały
– wystarczyło im istnieć i przemijać.
Człowiek przemijał wraz z nimi
na fali zdumień.
Zdumiewając się, wciąż się wyłaniał
z tej fali, która go unosiła,
jakby mówiąc wszystkim wokoło:
„zatrzymaj się! – masz we mnie przystań”
„we mnie jest miejsce spotkania
z Przedwiecznym Słowem” –
„zatrzymaj się, to przemijanie ma sens”
„ma sens… ma sens… ma sens!””
5. UCZNIOWIE CHRYSTUSA DZIELĄ SIĘ WIARĄ!
W życiu każdego człowieka jest ważne, aby dostrzegał sens tego wszystkiego, co robi, jak też i tego, kim jest. Inaczej sens przeżywają dzieci, młodzież, dorośli, osoby starsze i chorzy! Wszyscy pragną mieć poczucie, świadomość sensu. Papież mówi o zdumieniu nad światem, o zatrzymaniu się, czyli modlitwie, o spotkaniu z Przedwiecznym Słowem. A czy my pomyśleliśmy, że w ten sposób mówi tak na prawdę o rekolekcjach. Rekolekcje to przecież czas zadumy, modlitwy, wsłuchiwania się w Słowo Boże, to oczyszczanie obecności w nas poczucia sensu, które dokonuje się w Sakramencie Pokuty. A wszystko po to, aby świadomość sensu pomagała nam w życiu i w jego rozwoju, przechodząc w wieczność. Jest to wspaniała droga poszukiwań i radości ze spotkania z każdym dobrem, gdyż każde dobro przypomina obecność Boga, który stwarzając świat, wszystko czynił „dobrym”.
Czegoś podobnego doświadczyła Irena Santor, wspaniały sopran. Jej interpretacja muzyczna kolęd bardzo się podoba. Pisze ona o sobie w roku 1995: „Jako człowiek myślący, rozumny i obdarzony wolną wolą, chciałabym znaleźć drogę do Nieba, bo powiedziane jest: „Szukajcie, a znajdziecie”. Jeśli osiągnę ten cel, będę uważała swoje życie za spełnione. Choć, wydaje mi się, ta ocena nie należy do mnie… Mimo iż trudno o namacalne dowody na istnienie Boga, wiem, że przecież nie materia stworzyła wiatr, z którego na pewno powstała muzyka. A czy bez muzyki byłoby możliwe życie duchowe?” (Grażyna Rutkowska, „…Przecież nie materia stworzyła wiatr”, Królowa Apostołów, Nr 7, lipiec 1995, str. 10).
W życiu może też być inaczej. Mogą znaleźć się ludzie, którzy nie potrafią przekroczyć tego progu. Nie umieją korzystać z lektury rzeczy ziemskich. Natomiast zbyt łatwo popadają w pychę w zetknięciu z niewątpliwymi osiągnięciami techniki, zbyt mocno ufają sobie.
Ich to na myśli miał chyba Max Weber: „Wraz z postępem wiedzy i techniki człowiek przestał wierzyć w moce nadprzyrodzone, w duchy i demony. Utracił wiarę w proroctwa i poczucie sacrum. Rzeczywistość stała się ponura, płaska i utylitarna”. Nazwał ten świat mianem „żelaznej klatki””. (O. Bell, Powrót sacrum?, Poznań 1985, str. 4).
I tak jest często. Ludzie dobrowolnie zamykają się wyłącznie w kręgu spraw materialnych, pozbawiając się szerszej wizji świata, otwartego także na wieczność. Wolą pozostawać w tej „żelaznej klatce”. Ich wszakże postawy nie mogą być obojętne nam, którzy uważamy się za chrześcijan. Trzeba przyjść im z pomocą.
Św. Teofil, biskup Antiochii, żyjący w pierwszych wiekach chrześcijaństwa ze zrozumieniem podchodził do te sprawy. Pisał do Autolika: „Jeśli powiesz: Pokaż mi swojego Boga, powiem tobie: Pokaż mi swojego człowieka, a ja ci pokażę mojego Boga. A więc pokaż, czy oczy twojej duszy widzą, a uszy twego serca słyszą. […] Dusza człowieka powinna być czysta jak lustro odbijające promienie. Jeżeli lustro pokrywa rdza, nie można w nim zobaczyć ludzkiej twarzy. Tak samo, jeśli w człowieku byłby grzech, nie może on widzieć Boga.” (Księga, 1, 2. 7).
Niech więc przez nasze człowieczeństwo, przez nasze życie chrześcijańskie, przemawia i dociera Pan Bóg do innych, ale powinno być ono czyste, jak lustro.
6. EWANGELIZACJA JAKO DAR BLIŹNIEMU.
Pamiętajmy więc dobrze na słowa Pana Jezusa, skierowane do Apostołów i do wszystkich uczniów, również i do nas: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony…” (Mk 16, 15-16).
Współczesne dramaty, a nawet tragedie jakże wielu osób, które same nie potrafią odnaleźć Boga, nie pozwalają nam na bierność i obojętność. To bierne zachowanie się jest sprzeczne z miłością. Nie można z biernością się pogodzić. Trzeba więc na nowo rozważyć słowa Pana Jezusa i całym sercem włączyć się w to najpiękniejsze dzieło, jakim jest uczestnictwo w ewangelizacji. Nie ma przecież czegoś bardziej potrzebnego od poznania Ewangelii, od spotkania się z „Przedwiecznym Słowem”.
Bądźmy hojni i chętnie dzielmy się naszą wiarą. Dzielmy się modlitwą, pamiętając o tych, którzy boją się Boga. Módlmy się o powołania kapłańskie i zakonne, a także misyjne, aby nie brakowało tych, którzy dniem i nocą głoszą Syna Bożego. I miejmy odwagę pozdrawiać po chrześcijańsku, czyniąc znak krzyża świętego przy stole i w pracy, z wiarą i miłością. A ludziom będzie łatwiej uświadomić sobie, że to nie materia stworzyła wiatr, a zwłaszcza człowieka.
Wówczas też człowiek stanie się zaś skromniejszy w mniemaniu o sobie, a Pan Bóg zaś bliższy. Światło zagości w umyśle, a skrucha w sumieniu. Pozwoli to wreszcie na praktyczne wykorzystanie powiedzenia Anatola France: „By dokonać wielkich dzieł, powinniśmy nie tylko planować, ale również wierzyć”. Największym zaś dziełem jest sam człowiek, gdy odkryje w sobie Boży obraz i Boże podobieństwo, gdy go pielęgnuje. Wówczas wiara będzie przynosić owoce, będzie światłem i pokarmem, drogą przez ziemię i bramą do wieczności. Amen.
