100 dni czekania na cud
Przechodzień zapytany na ulicy, co zrobił Donald Tusk w ciągu pierwszych 100 dni urzędowania, wymieni bez zająknienia: wypuszczenie z aresztów kilkudziesięciu prominentnych przestępców, umorzenie głośnych postępowań karnych, nagonkę na CBA i groźby wytoczenia procesów eksministrom rządu PiS. W tej krótkiej wyliczance widać jak w soczewce symptomy choroby, która trapi nasze życie polityczne. Ta choroba to „mania względności”.
Od ponad trzech miesięcy dzień po dniu Tusk mozolnie przekonuje wyborców, że o tym, kto ściga, a kto jest ścigany, decyduje wyłącznie ten, kto aktualnie rządzi. Nie sąd, nie prokuratorzy, nie czyn, nie prawo. Wyłącznie polityka! Obóz władzy, zajęty codziennym boksowaniem się z opozycją, nie docenia tej nauki, jaką bezwiednie dał wyborcom, tymczasem udzielona lekcja na wiele lat podkopie w elektoracie resztki zaufania do całej klasy politycznej. A przecież słowo „zaufanie” najczęściej przewijało się w exposé…
Premier w ogóle ma szczególny dar uzyskiwania rezultatów odwrotnych do zapowiadanych. Na przykład w gospodarce. Wszyscy słyszeliśmy, jak Tusk mówił, że naprawi gospodarkę i zrobi z Polski drugą Irlandię. Tymczasem niemal nazajutrz po wygranych przez Platformę wyborach załamała się giełda, skoczyła inflacja, wzrosło bezrobocie, NBP zaczął podnosić stopy i jak dotąd nic nie wskazuje na to, aby zła passa miała się skończyć. Ze strony rządu nie widać wysiłków, aby utrzymać wzrost i miejsca pracy.
O ile osłabienie gospodarki tylko częściowo jest zawinione przez premiera, o tyle styl uprawiania przezeń polityki jest jego osobistym wyborem. – Zadaniem dobrej władzy jest rozwiązywanie i łagodzenie konfliktów, a nie żywienie się tymi konfliktami! – mówił w exposé Donald Tusk. A niemal nazajutrz strona rządowa na oczach zaskoczonej opinii publicznej rozpoczęła spektakl, którego jedynym wątkiem było odebranie funduszy unijnych legalnie przyznanych toruńskiej uczelni na budowę gmachu informatyki. Wkrótce podobną awanturę rząd wzniecił o środki przyznane Fundacji Lux Veritatis na wiercenia geotermalne…
Nowy rząd zaczął więc od rozpalania konfliktów, choć premier obiecywał, że ich nie będzie. Ale problem jest jeszcze głębszy. Otóż w ideologicznym zacietrzewieniu rząd Tuska uderzył w newralgiczne dziedziny decydujące o rozwoju kraju – zdobywanie wiedzy i energie odnawialne… Słowa z exposé brzmią w tym kontekście jak samokrytyka. – Gospodarka wiedzy czy społeczeństwo wiedzy musi stać się w Europie także polską specjalnością. Skoro ludzie dzięki własnemu wysiłkowi, jak np. liczni polscy informatycy, potrafią wygrywać najbardziej prestiżowe konkursy na świecie, to znaczy, że ten talent, ten potencjał tkwi w Polakach. My nieudolnymi decyzjami, złymi przepisami paraliżujemy rozwój tego talentu… – mówił szef rządu. Jakże celnie!
Jedna wszakże zapowiedź premiera ma duże szanse na realizację. Chodzi o powrót rodaków z Wysp Brytyjskich. Podobno wybierają się do kraju. Wprawdzie wracają nie z miłości do rządu, lecz z powodu słabego funta i tęsknoty, ale zapiszmy to Tuskowi na plus. Nie wiadomo tylko, czy to dla premiera powód do radości. Co będzie, gdy milion bezrobotnych młodych reemigrantów zechce go rozliczyć?
Małgorzata Goss
