Stosunki z Moskwą – nie wojna, lecz pokój
Wizyta Donalda Tuska w Moskwie odbyła się w kontekście debaty o polskiej polityce wschodniej. Mimo wcześniejszych ostrych wypowiedzi po stronie rosyjskiej miała ona swoją rangę, gdyż premier spotkał się zarówno z obecnym, jak i przyszłym prezydentem, a także z obecnym premierem Rosji. Jednakże, jak słusznie stwierdzają komentatorzy, od strony merytorycznej nie wniosła ona wiele.
Jeszcze przed kilkoma tygodniami wydawało się, że w stosunkach polsko-rosyjskich nastąpił trwały przełom. Zniesienie weta polskiego dla członkostwa Rosji w OECD, częściowe wycofanie embarga rosyjskiego na polską żywność, zapowiedź udrożnienia Zalewu Wiślanego to konkretne przejawy ocieplenia stosunków Warszawa – Moskwa. Wizyta ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w Rosji również przyniosła cały szereg „ocieplających” gestów. Przy czym w kontekście pojawiło się przekonanie, jakoby Polacy zaczęli się mocno wahać co do umieszczenia na swoim terytorium elementów tarczy antyrakietowej. Rosjanie poczuli, że istnieje nadzieja wyłączenia Polski z tego projektu. I nie chodzi tu wcale o jakieś urojone zagrożenie Rosji ze strony polskiej. Taką retorykę stosuje się, aby osiągnąć większy efekt propagandowy. Rosjanom chodzi o to, by wejść do gry geostrategicznej prowadzonej przez USA w Eurazji. Celem Moskwy od lat jest przywrócenie jej pozycji mocarstwowej. Jej główne problemy wcale nie dotyczą napięć z Waszyngtonem. Główny problem rosyjski leży po stronie zagrożenia chińskiego oraz perskiego (chodzi o politykę bliskowschodnią Iranu). Chiny posiadające olbrzymi potencjał ludnościowy i rosnącą potęgę gospodarczą w perspektywie czasu będą o wiele bardziej zdolne zagospodarować tereny syberyjskie niż sami Rosjanie. Rozprzestrzenianie się fundamentalizmu islamskiego na Bliskim Wschodzie i rosnąca pozycja Iranu w regionie może z czasem uderzyć w interesy rosyjskie w takich krajach jak Kazachstan i inne. Parcie islamu na północ to realne zagrożenie dla Moskwy.
Dlaczego wobec tego Rosjanie czynią umizgi do Teheranu i obiecują współpracę w budowaniu technologii nuklearnej? Dlaczego ciągle grożą przeniesieniem głównego kierunku eksportu swojej ropy i gazu do Chin? Jest to gra mająca zmusić Zachód do potraktowania ich podmiotowo w kluczowych układankach euroazjatyckich. Rosjanie uzyskali duży sukces, porozumiewając się z Paryżem i Berlinem, wciąż jednak są marginalizowani przez Amerykanów. Budowa tarczy antyrakietowej bez Rosji to kolejny przykład takiej marginalizacji. Dlatego Moskwa wykorzystuje różne narzędzia, aby zmusić Polskę i Czechy do rezygnacji z uczestnictwa w tym programie, gdyż na te państwa, szczególnie na Polskę, ma możliwość nacisku.
Powstaje pytanie: dlaczego rząd polski dał Rosjanom nadzieję na wyłączenie się z projektu tarczy? Mogą być dwa powody. Pierwszy, bardzo niekorzystny, to ten, że chciano po raz kolejny wykreować wizerunek premiera Tuska jako odnoszącego sukcesy na arenie międzynarodowej. Przy czym ów sukces miałby krótkie nogi, a zdenerwowani Rosjanie jeszcze bardziej zaostrzyliby antypolski kurs. Owa rosyjska irytacja może być związana z postawą ministra Sikorskiego. Szef MSZ z jednej strony wykonał szereg pojednawczych gestów w Moskwie, by w Waszyngtonie otwarcie mówić o zagrożeniu rosyjskim i potrzebie rozmieszczenia wojsk i rakiet amerykańskich w Polsce celem ochrony przed Rosją.
Jednakże strategii polskiej mógł przyświecać jeszcze inny cel. Wytargowanie od Amerykanów w zamian za tarczę jak najwięcej korzyści militarno-ekonomicznych. Przypomnijmy, że dotychczasowe zaangażowanie Polski w wojny Ameryki nic praktycznie nam nie przyniosło. Stąd pragnienie, aby teraz coś uzyskać. Czy rzeczywiście Sikorskiemu to się udało, dowiemy się niebawem podczas spotkania George’a W. Busha z Donaldem Tuskiem. Istnieje wszakże obawa, że Polska w relacjach z USA faktycznie nie ma pozycji suwerennej i wejdzie w kolejny amerykański projekt, stwarzający szereg niekorzystnych reperkusji dla naszego bezpieczeństwa, nie uzyskując nic w zamian.
Wracając na grunt stosunków polsko-rosyjskich, warto podkreślić ich wagę. Mylne jest twierdzenie współczesnych polskich elit politycznych, tak rządowych, jak i opozycyjnych, że poddanie się dominacji Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych daje nam gwarancję wolności i stabilności. Pamiętać należy, że dostajemy się pod coraz cięższy wpływ decyzyjny Brukseli (Berlina), tracąc możliwości suwerennej gry. Wisi nad nami nieustannie porozumienie Berlin – Moskwa, niezwykle niebezpieczne dla naszych narodowych interesów. Trudno z kolei jest z politycznego i moralnego punktu widzenia akceptować bezkrytycznie ekspansję międzynarodowych koncernów w Eurazji, mających swoje ośrodki kierownicze w USA. Dalej, jako kraj katolicki oddalamy się cywilizacyjnie od zachodniej Europy, która coraz bardziej pogrąża się w kulturowym liberalizmie. Tymczasem ścierające się w Eurazji siły uderzają w nas w sposób bezpośredni. Na razie nie mamy w tym wszystkim podmiotowej roli nie dlatego, że nie ma na naszym terytorium tarczy antyrakietowej, ale dlatego że nie posiadamy odpowiedniego potencjału gospodarczego. Czas, jaki dziś mamy, musi więc być wykorzystany przede wszystkim po to, aby ten potencjał powiększyć i wejść do środkowoeuropejskiej gry. Aby to osiągnąć, porozumienie z Rosją wydaje się koniecznością. Bo trudno jest nie współpracować z tak potężnym sąsiadem, jeśli współpracują z nim wszyscy najważniejsi gracze światowi. Ostatecznie Amerykanie nigdy nie zdecydują się w sposób strategiczny skonfliktować z Rosją, by bronić polskich interesów. Jeśli chcemy obronić swoją suwerenność gospodarczą i polityczną przed Brukselą czy Berlinem, musimy mieć zapewniony pokój w stosunkach ze Wschodem.
Wydaje się, że kurtuazyjne podjęcie Tuska w Moskwie wynika z jeszcze jednego powodu. Rosjanie w ostatnim czasie ponieśli pewne porażki w swojej bezpośredniej strefie wpływów (dawne republiki sowieckie). Przegrali realnie wybory prezydenckie w Gruzji, przegrali wybory parlamentarne na Ukrainie. Ich plany zacieśnienia kontaktów gospodarczych z UE (z Niemcami) są nierozerwalnie związane z koniecznością korzystania z tranzytu. Dziś muszą się zmagać z „problemami” na Ukrainie, w krajach bałtyckich. Gdy do tego dodamy Polskę i Czechy (tarcza antyrakietowa), sytuacja staje się trudna. Być może twarda postawa poprzedniego polskiego rządu daje dziś efekty. Rosjanie wszak w polityce rozumieją tylko argument siły. Moskwa wie, że w bliskiej perspektywie lepszego z jej punktu widzenia rządu w Polsce nie będzie, a Polska staje się jej po prostu bardziej potrzebna niż kiedyś. Skoro nie dało się jej złamać poprzez walkę, należy szukać porozumienia tam, gdzie Kreml widzi interes. Jeśli tak rzeczywiście jest, rysuje się na przyszłość pewna możliwość ułożenia relacji z Rosją. Przy czym Warszawa musi bardzo przejrzyście zdiagnozować swój interes, rozmawiać twardo, ale bez niepotrzebnych awantur i złośliwości.
Wizyta Tuska w Moskwie, poza dość znaczącą kurtuazją, nie przyniosła na razie niczego nowego. Pozostaje wszakże pytanie postawione przeze mnie wcześniej: do jakiego stopnia obecny rząd jest suwerenny nie tyle w relacji do Moskwy, ile w relacji do Brukseli i Waszyngtonu? Na ile jest w stanie prowadzić suwerenną grę, a na ile zmuszony będzie realizować interesy zewnętrznych ośrodków siły? Od odpowiedzi na te pytania zależy niezwykle dużo w naszej zagranicznej polityce, od odpowiedzi na te pytania zależy przede wszystkim nasza polityka wschodnia.
Dr Mieczysław Ryba
