O Pasterzu, co ukochał polski lud
90. urodziny Księdza Arcybiskupa Ignacego Tokarczuka
Dziś, z perspektywy wielu lat można już w pełni obiektywnie docenić olbrzymie zasługi, jakie dla rozwoju i umocnienia Kościoła katolickiego w Polsce w okresie komunistycznego systemu totalitarnego położył ks. abp Ignacy Tokarczuk, ordynariusz przemyski w latach 1965-1993. W okresie jego pasterzowania diecezja przemyska stała się miejscem niezwykłego fenomenu religijno-społecznego, który nie miał równego sobie w skali całego świata. Mimo oficjalnego zakazu władz państwowych wybudowano tam ponad 400 kościołów i utworzono 225 parafii.
Ksiądz arcybiskup Tokarczuk dokonał tego niezwykłego dzieła, ponieważ udało mu się „obudzić olbrzyma”, a więc uaktywnić katolicki laikat, który przezwyciężając własną bierność i przełamując barierę strachu przed represjami, odważył się publicznie manifestować swoje przekonania religijne, za co w systemie totalitarnym walczącym z religią groziły dotkliwe kary. Rozwój Kościoła żywego nie byłby tak intensywny bez charyzmatu ordynariusza przemyskiego, który słowem, czynem, modlitwą i cierpieniem dał świadectwo o prawdzie Bożej.
Apostoł prawdy Bożej
Ksiądz arcybiskup Tokarczuk doskonale wiedział, że najważniejszym warunkiem skuteczności apostolstwa Słowa jest głoszenie prawdy Bożej. Już w dniu swojego ingresu zapewnił kapłanów i wiernych świeckich zgromadzonych w przemyskiej katedrze, iż chce być dla swojego ludu pasterzem „pełnym życzliwości i miłości, pełnym odwagi i zdecydowania, pasterzem, dla którego nie ma kompromisu, jest tylko prawda Boża i szacunek głęboki dla człowieka”. Wprowadzając w życie uchwały Soboru Watykańskiego II, ordynariusz przemyski starał się integrować kapłanów i świeckich, by razem współpracując, tworzyli jeden lud Boży. Szczególnie mocno podkreślał ogromną rolę laikatu w uświęcaniu świata przez wypełnianie obowiązków swojego powołania w rodzinie, społeczeństwie, życiu zawodowym, politycznym, gospodarczym, kulturalnym itp. Według niego, „u podstaw Kościoła są świeccy, dopiero spośród nich niektórych Bóg powołuje do kapłaństwa, jako specyficznej służby Kościołowi, niektórych do stanu zakonnego, innych do uświęcenia świata, czyli do życia w świecie”.
Pragnąc duchowo umocnić Naród Polski, gnębiony i poniżany przez ludzi będących na usługach totalitarnego systemu, ks. abp Tokarczuk przypominał o nierozerwalnej więzi, jaka od wieków istniała między Narodem a Kościołem katolickim. Prześladowania i cierpienia ze strony aparatu represji zbliżały ludzi do Kościoła i sprawiały, że dostrzegali w nim przyjaciela oraz sojusznika w zmaganiu o wolność i prawdę. Dlatego – zdaniem Pasterza przemyskiego – Kościół, który był z Narodem przez tysiąc lat, „z Narodem pójdzie dalej w doli i niedoli, bo Naród sam jest Kościołem, a Kościół mieści się w Narodzie”.
W swoim bezkompromisowym nauczaniu ordynariusz przemyski bez żadnych skrupułów i politycznej poprawności obnażał hipokryzję i obłudę systemu, który oficjalnie głosił szacunek dla przekonań religijnych obywateli, a równocześnie prowadził otwartą walkę z Kościołem. Polegała ona przede wszystkim na angażowaniu instytucji państwowych w akcję urzędowego usuwania religii z życia publicznego Narodu. Ateizacja społeczeństwa była podejmowana wbrew woli Narodu, który deklarował swoje katolickie przekonania i przywiązanie do wartości chrześcijańskich. Zdaniem księdza arcybiskupa, nie wolno było pozwolić, by garstka ateistów narzucała swoje poglądy Narodowi Polskiemu, który pragnął życie indywidualne, rodzinne i społeczne oprzeć na trwałych Bożych zasadach. Całkowicie obca polskiej kulturze i tradycji ideologia komunistyczna była zagrożeniem dla bytu Narodu i dla jego tożsamości. Wyrwanie Boga z serca Narodu Polskiego oznaczałoby jego wewnętrzne osłabienie, a w dalszej kolejności unicestwienie, ponieważ przestałby być tym, czym był przez wieki. W Częstochowie 21 września 1980 r. ks. abp Ignacy Tokarczuk wołał do zgromadzonych pielgrzymów: „Korzeniem zła, najmilsi, jest właśnie ateizm, który zmusił państwo do swej służby. I dlatego w imię dobra wszystkich rządzących i rządzonych, (…) bez względu na to, jaki wyznają światopogląd, trzeba oddzielić ateizm od państwa, bo państwo jest dobrem nas wszystkich – nie tylko pokoleń obecnie żyjących, ale również pokoleń przeszłych i przyszłych”.
Innym poważnym zagrożeniem, przed którym ks. abp Tokarczuk przestrzegał wiernych, był liberalizm etyczny, oddziałujący na wszystkie sfery ludzkiego życia. Stanowił on zagrożenie porównywalne z marksizmem, a w niektórych dziedzinach wywierał nawet bardziej destrukcyjny wpływ na postępowanie człowieka. Liberalizm, propagując niczym nieograniczoną wolność jednostki, starał się wyeliminować zasady etyki chrześcijańskiej z życia publicznego, ponieważ uważał je za poważną przeszkodę ograniczającą swobodę obywateli. Przenosząc na sferę gospodarki zasady wolności nieskrępowanej żadnymi normami moralnymi, usunął wszelką przeszkodę dla ludzkiej chciwości i niskiego egoizmu w życiu społecznym. Liberalizm, usuwając normy etyczne, doprowadził we współczesnych społeczeństwach do wytworzenia się postawy konsumpcyjnej, zagrażającej życiu moralnemu i duchowemu człowieka. Bytowanie nastawione jedynie na używanie dóbr doczesnych okazało się gorszym wrogiem dla społeczeństwa niż ateizm teoretyczny, ponieważ prowadziło do wewnętrznego, moralnego rozkładu zbiorowości ludzkiej. Według biskupa Tokarczuka, materializm praktyczny jak „’koń trojański’ (…) wkradał się do samej duszy człowieka w postaci konsumpcyjnej postawy wobec życia, on wszystko unicestwiał, on wyrządzał największe szkody”.
Kiedy wielu Polakom po roku 1989 wydawało się, że komunizm bezpowrotnie minął, ks. abp Tokarczuk przestrzegał przed zbytnim optymizmem. Miał świadomość spustoszeń moralnych, jakich dokonał system totalitarny w polskim społeczeństwie, a także dostrzegał zagrożenie ze strony panoszącego się ateistycznego liberalizmu. Dlatego apelował do Polaków, by wolną Polskę budowali na Dekalogu, prawdzie, rzetelności i trosce o dobro wspólne. Jego obawy budziła sytuacja polityczna, w której miejsce komunistów zaczęli zajmować mający również internacjonalistyczne zapędy liberałowie. Bez żadnych skrupułów wykorzystali olbrzymi potencjał solidarnościowy do przejęcia władzy, wpływów i dużej części majątku narodowego. Brak zatroskania o dobro wspólne sprawił, że w zastraszającym tempie zaczęło wzrastać bezrobocie, doprowadzając całe rodziny do nędzy. Dobra materialne Narodu, stanowiące owoc ciężkiej pracy całych pokoleń Polaków, były rozkradane i wyprzedawane za marne grosze. Z całą zawziętością atakowano również religię oraz Kościół katolicki, próbując podważyć jego niekwestionowany autorytet w Narodzie. Wówczas biskup przemyski stając w obronie pokrzywdzonych i rozgoryczonych ustaleniami Okrągłego Stołu oraz „grubą kreską” rodaków, wołał z całą mocą: „Znowu powraca walka z Bogiem, tylko w innej nieco formie (…). Zmienił się tutaj tylko kolor: z czerwonego na lekko różowy (…). Wyczuwa się oszukańcze podteksty głoszonych haseł wolności. Na czym ta wolność polega? To wolność dla różnego pokroju rabusiów, dla złodziei (…). Wolność nie dla prawdy, nie dla dobra, ale wolność dla siedmiu grzechów głównych…”.
Apostoł czynu
Działalność duszpasterska biskupa Ignacego Tokarczuka była wynikiem głęboko przemyślanej strategii opartej na specjalistycznej wiedzy socjologicznej i bogatym doświadczeniu pastoralnym. Pasterz przemyski doskonale wiedział, że władze komunistyczne zmierzały do maksymalnego ograniczenia liczby nowych parafii w dużych miastach i osiedlach, a także do zupełnego zablokowania budownictwa sakralnego. Komuniści mieli świadomość, że w Polsce swoją ateistyczną ideologią nie przekonają ludzi do ateizmu. Dlatego starali się stworzyć takie warunki, by ludzie wierzący nie mieli możliwości rozwoju i pogłębiania swego życia religijnego w parafii. Duszpasterstwo masowe w przeludnionych parafiach nie było w stanie stworzyć autentycznej wspólnoty oraz nie zapewniało opieki duchowej wszystkim wiernym, a szczególnie odpowiedniego poziomu katechizacji dzieci i młodzieży. Skutkiem takiej sytuacji był niedorozwój życia religijnego i szeroki margines ludzi bardzo luźno związanych z Kościołem, a także stojących poza nim, nawet bez własnej winy. Dlatego – według ks. abp. Ignacego Tokarczuka – parafia, aby mogła prawidłowo się rozwijać, spełniając oczekiwania wiernych, nie powinna być zbyt liczna i rozległa terytorialnie, ponieważ nie wytworzą się w niej więzi wspólnotowe łączące parafian i duszpasterzy. Reorganizacja struktur parafialnych pociągała za sobą potrzebę zagęszczenia sieci obiektów sakralnych.
Ordynariusz przemyski doskonale wiedział, iż zamierzona przez niego reorganizacja struktur parafialnych oraz budowa olbrzymiej liczby nowych kościołów i kaplic, spotka się ze zdecydowanym oporem ze strony sprawujących rządy komunistów. Początkowo chcąc zachować obowiązujące prawo, przemyska kuria biskupia zwracała się do urzędów państwowych z prośbą o wydanie pozwoleń na wzniesienie świątyni. Jednak powstanie każdego obiektu sakralnego było poprzedzone wielomiesięcznymi, a niekiedy długoletnimi staraniami i oczekiwaniami osób zainteresowanych, gdyż urzędnicy celowo wynajdywali różne preteksty, by przedłużyć procedurę lub zaopiniować wniosek negatywnie. Kiedy starania podejmowane przez kurię biskupią nie przynosiły efektów, wówczas ks. abp Tokarczuk podjął odważną decyzję polegającą na nieprzestrzeganiu prawa państwowego, które uznał za krzywdzące i dyskryminujące ludzi wierzących.
W obliczu potęgi systemu totalitarnego mającego na swoich usługach liczne zastępy różnego rodzaju funkcjonariuszy decyzja ordynariusza o łamaniu prawa była prowokacyjnym wyzwaniem, niemal rękawicą rzuconą w twarz towarzyszom partyjnym chcącym zbudować państwo oparte na ideologii marksistowskiej. Dzięki swojej bezkompromisowej postawie ks. abp Tokarczuk pomógł wiernym w przełamaniu bariery strachu, a także zintegrował społeczeństwo katolickie, które nie godziło się na stosowaną wobec niego dyskryminację religijną. Wierni świeccy zobaczyli i zrozumieli, że w skali całego Narodu Polskiego stanowią zdecydowaną większość, natomiast swoje poglądy chce im narzucić grupa ateistów będących na usługach sowieckiej centrali. Zdecydowana postawa pasterza przemyskiego, mającego poparcie kapłanów i świeckich, spotęgowała represyjne działania ze strony władz państwowych, które stosowały dotkliwe szykany wobec osób zaangażowanych w budowę świątyń. Wielu duchownych i wiernych świeckich ukarano więzieniem i wysokimi grzywnami.
Mimo licznych i dotkliwych represji w latach 1965-1992 dzięki solidarnej współpracy biskupów, kapłanów i świeckich, wybudowano w diecezji przemyskiej ponad 400 świątyń oraz prawie tyle samo domów katechetycznych i plebanii. W tym samym czasie powstało 225 nowych parafii, które skutecznie zagęściły sieć placówek duszpasterskich. Wraz ze wznoszeniem kościołów i erygowaniem parafii rozwijał się i wzrastał Kościół żywy, jednocząc i zbliżając wiernych do ołtarza. Fenomen budownictwa sakralnego w diecezji przemyskiej przyczynił się w znacznej mierze do wzrostu ilości praktyk religijnych, do podniesienia poziomu życia moralnego wiernych, a także miał wpływ na pogłębienie solidarności międzyludzkiej, na wzrost ofiarności i zwiększenie odpowiedzialności za sprawy religijne. Ponadto zintegrował wspólnoty parafialne, zacieśniając więzi między duchowieństwem i laikatem.
Bardzo ważnym wydarzeniem w duszpasterskiej działalności Kościoła katolickiego w Polsce po upadku systemu totalitarnego, stało się wprowadzenie nauczania religii do szkół. Głównym inicjatorem tego przedsięwzięcia był właśnie ks. abp Tokarczuk, który w tym czasie przewodniczył stronie kościelnej w Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu. Propozycję dotyczącą przywrócenia katechizacji szkolnej wysunął już w 1989 roku na pierwszym posiedzeniu Komisji, argumentując ją względami duszpasterskimi. Jego zdaniem, wszystkie dzieci, które wyrażą na to zgodę, powinny mieć dostęp do nauczania religii. Katechizacja szkolna stawała się szczególnie potrzebna w dużych miastach, gdzie olbrzymie parafie nie miały możliwości objęcia wszystkich dzieci nauczaniem religii. Dlatego nieraz całe pokolenia wyrastały bez uczestnictwa w katechizacji szkolnej. Pod naciskiem ordynariusza przemyskiego minister edukacji Henryk Samsonowicz wprowadził religię do szkół. Decyzja ta natychmiast wywołała oburzenie w środowisku ateizujących liberałów. Minister pracy Jacek Kuroń twierdził, że religia w szkołach spowoduje dyskryminację i prześladowanie niewierzących. Podobną opinię wyraził Adam Michnik, który osobiście przyjechał do Przemyśla, aby przekonać ks. abp. Tokarczuka do zmiany decyzji. Wówczas usłyszał odpowiedź, iż w czasie trwania systemu totalitarnego Kościół katolicki pomagał wszystkim potrzebującym pomocy, nie zwracając uwagi na to, kto jest wierzący, a kto nie. Wielu opozycjonistów o różnych światopoglądach ukrywało się w budynkach kościelnych i uniknęło więzienia jedynie dzięki życzliwości katolickiego duchowieństwa. Ksiądz arcybiskup Tokarczuk przypomniał Michnikowi, że ze wsparcia Kościoła jeszcze niedawno korzystały osoby, które obecnie mają wiele zastrzeżeń do obecności religii w życiu publicznym, natomiast będąc w potrzebie, nie czuły się dyskryminowane, choć przed aresztowaniem ratowali ich ludzie wierzący. Decyzja ordynariusza przemyskiego wbrew katastroficznym wizjom liberalno-ateistycznej propagandy okazała się opatrznościowa, ponieważ katechizacja pomimo początkowych trudności stała się ważną formą ewangelizacji młodego pokolenia.
Apostoł cierpienia
Obejmując urząd ordynariusza przemyskiego, ks. abp Ignacy Tokarczuk doskonale wiedział, że będzie musiał stawić czoła totalitarnemu systemowi komunistycznemu, z którego zbrodniczą sowiecką mutacją zetknął się na Kresach Wschodnich w czasie II wojny światowej i bezpośrednio po jej zakończeniu. Był więc przygotowany na przyjęcie krzyża cierpienia, którego życie nigdy mu nie szczędziło. Jak wynika z tajnych dokumentów Służby Bezpieczeństwa, pasterz przemyski był uważany przez władze PRL za jednego z najgroźniejszych przeciwników systemu komunistycznego. Jego jedyna „wina” polegała na tym, że głosił prawdę, przybliżał ludzi do Boga i stawał w obronie wiernych, którzy chcieli pogłębiać swoje życie religijne. Władze państwowe wykorzystując podległe im służby, robiły wszystko, by go zastraszyć i skompromitować. Aparat represji bez przerwy inwigilował działania biskupa i nagrywał jego kazania. Posunięto się również do podsłuchiwania rozmów prowadzonych w pałacu biskupim. Do tego celu wykorzystano mikrofony umieszczone w pomieszczeniach, gdzie ordynariusz spotykał się w ważnych sprawach ze swoimi współpracownikami, gośćmi i kapłanami z diecezji. Rządzący krajem komuniści podjęli próbę zdyskredytowania działalności pasterza przemyskiego w oczach Stolicy Apostolskiej. Oskarżano go o awanturnictwo polityczne, a jego bezkompromisową postawę ukazywano jako poważną przeszkodę na drodze do dialogu i zbliżenia między państwem i Kościołem. Niekiedy zdezorientowane i sprytnie oszukiwane władze kościelne dawały wiarę zgłaszanym oskarżeniom i poważnie je traktowały.
Z czasem Służba Bezpieczeństwa przekonała się, że podejmowane przez nią, zakrojone na szeroką skalę działania operacyjne, angażujące wiele sił i środków, nie przynosiły zamierzonego celu. Ksiądz arcybiskup Tokarczuk nie uląkł się represji i prześladowań, zaś wspierany przez niego katolicki laikat coraz odważniej stawał w obronie wiary i Kościoła. Władze komunistyczne szybko się zorientowały, że w diecezji przemyskiej podstawowym źródłem siły społeczeństwa, skutecznie przeciwstawiającego się systemowi totalitarnemu, była głęboka więź i solidarność łącząca ordynariusza z kapłanami i świeckimi. Postanowiono więc rozbić tę jedność Kościoła przemyskiego i podważyć niekwestionowany autorytet, jakim cieszył się wśród wiernych pasterz diecezji. Służba Bezpieczeństwa w ścisłej współpracy z władzami państwowymi podjęła próbę publicznego skompromitowania ks. abp. Tokarczuka, oskarżając go o współpracę z gestapo. Do tego celu posłużono się zabójcami ks. Jerzego Popiełuszki. Sam ks. abp Ignacy Tokarczuk przyznał, że był to cios niezwykle dotkliwy, silny i precyzyjnie wymierzony, który pokazał nie tylko nikczemność zakłamanego systemu, ale również jego szatańską przebiegłość. Odnosząc się do tamtych bolesnych wydarzeń, w swoich wspomnieniach ordynariusz napisał: „Było to uderzenie w najczulszy punkt mojej ludzkiej egzystencji, bo przecież po Panu Bogu na drugim zaraz miejscu miałem w sercu Ojczyznę. Nic boleśniejszego nie mogło mnie w życiu spotkać nad oskarżenie o zdradę Ojczyzny i Narodu. Czułem się niewinny i tak dotkliwie upokorzony na oczach całego świata. Płaciłem najwyższą cenę za bezkompromisową postawę wobec reżimu komunistycznego – z tego zdawałem sobie sprawę. I tylko dlatego miałem świadomość, iż mam cząstkę, swój udział w krzyżu Chrystusa”.
Ostatecznie po latach prawda zwyciężyła, ponieważ główny oszczerca Grzegorz Piotrowski w liście skierowanym do ks. abp. Tokarczuka w maju 1990 roku odwołał swoje fałszywe oskarżenia, wyraził żal i poprosił o wybaczenie.
Podsumowanie
Ksiądz arcybiskup Ignacy Tokarczuk przygotował lud diecezji przemyskiej na nowe trudne czasy, na następne tysiąclecie. Dzięki jego pasterskiej posłudze lud Boży, któremu duchowo przewodził, stanowi Kościół żywy, Kościół, który się nie lęka. Ordynariusz przemyski wskazał duchowieństwu i wiernym świeckim sprawdzoną drogę do celu – do prawdy Bożej, drogę prowadzącą wśród bezdroży współczesnego zagubionego świata. Droga ta jest zawsze aktualna, ponieważ opiera się na Dekalogu, męstwie w głoszeniu prawdy, trosce o dobro człowieka i na głębokim zawierzeniu Chrystusowi. Podsumowując swoją drogę życiową, ks. abp Tokarczuk powiedział: „Wszystko, co osiągnąłem, zawdzięczam Bogu – to on mnie obdarzył łaską, że przetrwałem i nie wystraszyłem się”.
Ks. prof. dr hab. Witold Jedynak
