Niepłodność – dziecko dobrobytu

Nie­płod­ność mał­żeń­ska w cy­wi­li­za­cyj­nie roz­wi­nię­tych kra­jach „pierw­sze­go” świa­ta sta­je się co­raz więk­szym pro­ble­mem. In­ten­syw­ny roz­wój tech­no­lo­gii z jed­nej stro­ny, a z dru­giej nie­po­wo­dze­nia w le­cze­niu nie­płod­no­ści do­pro­wa­dzi­ły do po­wsta­nia Me­dy­cy­ny Roz­ro­du Wspo­ma­ga­ne­go (ART). Tech­ni­ki te po­dej­mu­ją pró­bę za­stą­pie­nia nor­mal­nej dro­gi prze­ka­zy­wa­nia ży­cia ludz­kie­go w ak­cie mał­żeń­skim me­to­da­mi sto­so­wa­ny­mi dla roz­ro­du ho­dow­la­ne­go zwie­rząt. Kon­se­kwen­cje te­go ro­dza­ju prak­tyk mo­gą być bar­dzo groź­ne dla zdro­wia mat­ki i po­czę­te­go w ten spo­sób dziec­ka.


Zja­wi­sko nie­płod­no­ści mał­żeń­skiej, jesz­cze w la­tach 50. ubie­głe­go wie­ku, do­ty­czy­ło oko­ło 10 proc. mał­żeństw, w la­tach 80. mó­wi­ło się o 15 proc., a dzi­siaj mo­że­my mó­wić już na­wet o 20 proc., z cią­głą ten­den­cją wzro­sto­wą. Pro­blem nie­płod­no­ści mo­że mieć swo­ją przy­czy­nę w scho­rze­niach za­rów­no ko­bie­cych, jak i mę­skich (po 50 proc.), na­to­miast w mniej wię­cej 15 proc. przy­pad­ków nie­płod­ność uwa­run­ko­wa­na jest za­bu­rze­nia­mi zdro­wia oboj­ga mał­żon­ków. Bar­dzo cha­rak­te­ry­stycz­na dla na­szych cza­sów jest cią­gła zmien­ność w za­kre­sie norm płod­no­ści, np. dla ba­da­nia na­sie­nia: w la­tach 50. nor­mą by­ło 60 mln plem­ni­ków w 1ml na­sie­nia, a dzi­siaj za nor­mę WHO (Świa­to­wa Or­ga­ni­za­cja Zdro­wia) przyj­mu­je 20 mln plem­ni­ków w 1 ml na­sie­nia. Skąd ta­ki dra­ma­tycz­ny spa­dek? Na pew­no nie­płod­ność na­le­ży uznać za cho­ro­bę cy­wi­li­za­cyj­ną, zwią­za­ną z po­stę­pem tech­nicz­nym, lep­szy­mi wa­run­ka­mi ży­cia i do­bro­by­tem spo­łe­czeń­stwa.
W sy­tu­acji le­cze­nia nie­płod­no­ści bar­dzo istot­ny jest wiek mał­żon­ków zgła­sza­ją­cych się do le­cze­nia. W dzi­siej­szych cza­sach mał­żeń­stwa za­wie­ra­ne są co­raz póź­niej i już na star­cie fakt ten sta­je się czyn­ni­kiem ob­cią­ża­ją­cym. Czę­sto rów­nież od­su­wa się de­cy­zję o ro­dzi­ciel­stwie do mo­men­tu zdo­by­cia „środ­ków do ży­cia”, miesz­ka­nia itp. Tym­cza­sem wiek po­ni­żej 25. ro­ku ży­cia jest naj­bar­dziej opty­mal­ny dla pierw­szej cią­ży, nie tyl­ko ze wzglę­du na naj­wyż­szą płod­ność, ale też z uwa­gi na póź­niej­sze ry­zy­ko wy­stą­pie­nia ra­ka pier­si, ra­ka trzo­nu ma­ci­cy czy ra­ka jaj­ni­ka. Na­sze wy­bo­ry ży­cio­we skut­ku­ją kon­se­kwen­cja­mi zdro­wot­ny­mi. Bio­lo­gii nie da się „prze­sko­czyć”.
W przy­pad­ku trud­no­ści z po­czę­ciem dziec­ka naj­istot­niej­sze jest po­sta­wie­nie roz­po­zna­nia. Przy zna­nej przy­czy­nie nie­płod­no­ści po­dej­mu­je­my le­cze­nie przy­czy­no­we. W nie­wiel­kiej ilo­ści przy­pad­ków, kie­dy w grę wcho­dzą wa­dy wro­dzo­ne lub de­fek­ty ge­ne­tycz­ne, le­cze­nie nie jest moż­li­we. W po­zo­sta­łych przy­pad­kach moż­na za­sto­so­wać le­cze­nie far­ma­ko­lo­gicz­ne, np. in­duk­cję owu­la­cji, le­cze­nie hor­mo­nal­ne. W przy­pad­ku zro­stów, nie­droż­no­ści ja­jo­wo­dów, en­do­me­trio­zy sku­tecz­ne jest le­cze­nie chi­rur­gicz­ne – la­pa­ro­sko­po­we i kla­sycz­ne. Ist­nie­je rów­nież ka­te­go­ria nie­płod­no­ści idio­pa­tycz­nej, czy­li o nie­zna­nej przy­czy­nie – ok. 15 proc. przy­pad­ków. Pra­wi­dło­wo i kom­plek­so­wo pro­wa­dzo­na dia­gno­sty­ka oraz le­cze­nie (np. wg sche­ma­tu Na­Pro Tech­no­lo­gy Cre­igh­ton) mo­że tę ka­te­go­rię zmniej­szyć do ok. 5 pro­cent.
Tech­ni­ki Wspo­ma­ga­ne­goRoz­ro­du (ART)

In­ten­syw­ny roz­wój tech­no­lo­gii z jed­nej stro­ny, a z dru­giej nie­po­wo­dze­nia w le­cze­niu nie­płod­no­ści do­pro­wa­dzi­ły do po­wsta­nia Me­dy­cy­ny Roz­ro­du Wspo­ma­ga­ne­go (ART – As­si­sted Re­pro­duc­ti­ve Tech­ni­qu­es). Tech­ni­ki te po­dej­mu­ją pró­bę za­stą­pie­nia nor­mal­nej dro­gi prze­ka­zy­wa­nia ży­cia ludz­kie­go w ak­cie mał­żeń­skim me­to­da­mi sto­so­wa­ny­mi dla roz­ro­du ho­dow­la­ne­go, po­dej­mo­wa­ny­mi przez zoo­tech­ni­ków w pro­duk­cji zwie­rząt. Czło­wiek tech­nik za­stę­pu­je tu mał­żeń­stwo i Pa­na Bo­ga w prze­ka­zy­wa­niu ży­cia. Do­ty­ka „drze­wa ży­cia”, prze­ciw­sta­wia­jąc się ele­men­tar­ne­mu przy­ka­za­niu Bo­ga. Czło­wiek, któ­ry ze­rwał owoc po­zna­nia, chce sam de­cy­do­wać o tym, co dla nie­go jest do­bre tak­że w za­kre­sie prze­ka­zy­wa­nia ży­cia, w dzie­dzi­nie naj­bar­dziej de­li­kat­nej.

Sztucz­na in­se­mi­na­cja (IUI/AID)

Pierw­szą z me­tod, naj­prost­szą, jest sztucz­na in­se­mi­na­cja do­ma­cicz­na na­sie­niem mę­ża (IUI) lub daw­cy (AID). Na­sie­nie po­bie­ra­ne jest na dro­dze ma­stur­ba­cji, w wa­run­kach urą­ga­ją­cych god­no­ści, czę­sto w po­miesz­cze­niu wy­ło­żo­nym pi­sma­mi por­no­gra­ficz­ny­mi. Wy­bra­ne z eja­ku­la­tu, po­przez se­lek­cję i płu­ka­nie, plem­ni­ki po­da­je się po­przez szyj­kę bez­po­śred­nio do ja­my ma­ci­cy. Je­że­li pro­wa­dzą­cy le­cze­nie uzna, że na­sie­nie nie speł­nia wy­ma­gań ja­ko­ścio­wych, pro­po­nu­je się in­se­mi­na­cję na­sie­niem daw­cy – ob­ce­go męż­czy­zny, we­dług wy­bra­nych cech. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych koszt za­bie­gu za­le­ży np. od IQ (współ­czyn­ni­ka in­te­li­gen­cji) daw­cy, a naj­droż­sze są te z uży­ciem sper­my dok­to­rów uni­wer­sy­tec­kich (PhD). W oczy­wi­sty spo­sób za­kła­da to po­za­mał­żeń­skie po­cho­dze­nie dziec­ka, ze wszyst­ki­mi kon­se­kwen­cja­mi. Za­bez­pie­cza­jąc in­stynkt ma­cie­rzyń­ski ko­bie­ty, mąż jest ro­dzi­cem ad­op­cyj­nym. Daw­cy sper­my speł­nia­ją ro­lę wy­so­kiej ja­ko­ści ho­dow­la­nych sam­ców roz­pło­do­wych z cer­ty­fi­ka­tem, tak jak ra­so­we ogie­ry. Na­stę­pu­je uprzed­mio­to­wie­nie prze­ka­zy­wa­nia ży­cia, spro­wa­dze­nie go do roz­ro­du, ho­dow­li. W jed­nym ze słyn­nych szpi­ta­li war­szaw­skich od wie­lu lat in­se­mi­na­cją zaj­mu­je się le­karz we­te­ry­na­rii. W ten spo­sób unie­moż­li­wia się dziec­ku po­zna­nie swo­jej praw­dzi­wej toż­sa­mo­ści, rów­nież tej ge­ne­tycz­nej. Po la­tach mo­że dojść do związ­ku ka­zi­rod­cze­go, je­śli zu­peł­nie o tym nie wie­dząc, spo­tka się ro­dzeń­stwo – z jed­ne­go daw­cy sper­my.

Za­płod­nie­nie po­za­ustro­jo­we

Ko­mór­ki roz­rod­cze po­bie­ra się za­rów­no od ko­bie­ty (ko­mór­ki ja­jo­we), jak i od męż­czy­zny (plem­ni­ki). Aby uzy­skać naj­lep­sze re­zul­ta­ty, w przy­pad­ku ko­bie­ty sto­su­je się hor­mo­nal­ną sty­mu­la­cję owu­la­cji, co po­zwa­la na wzrost kil­ku lub kil­ku­na­stu pę­che­rzy­ków jaj­ni­ko­wych w jed­nym cy­klu. Hy­per­sty­mu­la­cja mo­że pro­wa­dzić do po­wi­kłań groź­nych dla ży­cia – tzw. ze­spo­łu hy­per­sty­mu­la­cji. Udo­wod­nio­no, że sto­so­wa­nie le­ków do sty­mu­la­cji ja­jecz­ko­wa­nia w pro­ce­du­rach ART zwięk­sza ry­zy­ko wy­stą­pie­nia ra­ka jaj­ni­ka i ra­ka trzo­nu ma­ci­cy. Szcze­gól­nie do­ty­czy to ko­biet z wie­lo­krot­nie po­wta­rza­ną pro­ce­du­rą, naj­czę­ściej bez po­wo­dze­nia w uzy­ska­niu dziec­ka. Cy­kle in­du­ko­wa­ne zwią­za­ne są naj­czę­ściej z nie­wy­dol­no­ścią ciał­ka żół­te­go, stąd rów­no­cze­sna su­ple­men­ta­cja pro­ge­ste­ro­no­wa. Pa­mię­taj­my, że je­że­li sku­tecz­ność mo­że osią­gnąć 40 proc., to zna­czy, że 60 proc. nie uzy­ska spo­dzie­wa­ne­go re­zul­ta­tu. Nie­któ­re z pol­skich ośrod­ków mo­gą po­chwa­lić się tyl­ko 10-pro­cen­to­wą sku­tecz­no­ścią, czy­li 90 proc. za­bie­gów jest bez efek­tu. Ko­mór­ki ja­jo­we po­bie­ra się po­przez na­kłu­cie jaj­ni­ka pod kon­tro­lą USG, w krót­ko­trwa­łym znie­czu­le­niu ogól­nym lub w miej­sco­wym. Plem­ni­ki po­przez ma­stur­ba­cję lub w przy­pad­ku po­waż­niej­szych za­bu­rzeń w sper­ma­to­ge­ne­zie, po­przez biop­sję na­ją­drza lub ją­dra.
GIFT, ZIFT
Mie­sza­ni­nę ko­mó­rek ja­jo­wych wraz z za­wie­si­ną plem­ni­ków moż­na po­dać w cza­sie la­pa­ro­sko­pii przez strzęp­ki ja­jo­wo­du do je­go bań­ki, gdzie ma do­cho­dzić do za­płod­nie­nia. Jest to tzw. do­ja­jo­wo­do­we prze­nie­sie­nie ga­met (GIFT – ga­me­te in­tra­fal­lo­pian tu­be trans­fer). Bar­dziej sku­tecz­ne ma być prze­nie­sie­nie zy­got do ja­jo­wo­dów (ZIFT – zy­go­te in­tra­fal­lo­pian tu­be trans­fer). Róż­ni­ca w sto­sun­ku do GIFT po­le­ga na tym, że do po­łą­cze­nia ga­met do­cho­dzi in vi­tro, czy­li „w pro­bów­ce”, a przez la­pa­ro­skop do ja­jo­wo­dów po­da­je się za­rod­ki w ko­lej­nych fa­zach roz­wo­ju, ta­kich jak tuż przed im­plan­ta­cją (za­gnież­dże­niem) w bło­nie ślu­zo­wej ma­ci­cy w cy­klu na­tu­ral­nym. Me­to­dy te wy­ma­ga­ją wy­ko­ny­wa­nia la­pa­ro­sko­pii (za­bie­gu ope­ra­cyj­ne­go), a więc wią­żą się z moż­li­wo­ścią do­dat­ko­wych po­wi­kłań.
FI­VET
Naj­czę­ściej sto­so­wa­ne jest za­płod­nie­nie po­za­ustro­jo­we i trans­fer za­rod­ka (FI­VET – fer­ti­li­za­tion in vi­tro with em­brion trans­fer). Za­rod­ki roz­wi­ja­ją­ce się po za­płod­nie­niu w pro­bów­ce po­da­je się cew­ni­kiem do ja­my ma­ci­cy, gdzie ma dojść do ich za­gnież­dże­nia. Im wię­cej za­rod­ków uzy­ska­my in vi­tro, tym więk­sza szan­sa na za­gnież­dże­nie. Zwy­kle nie wszyst­kie się za­gnież­dża­ją, rów­nież nie wszyst­kie prze­ży­wa­ją na­stęp­ne eta­py roz­wo­ju. Tyl­ko w sa­mej Wiel­kiej Bry­ta­nii w la­tach 1994-2005 znisz­czo­no (czy­li za­bi­to) po­nad 1 200 000 „nad­licz­bo­wych” i za­mro­żo­nych em­brio­nów po­cho­dzą­cych z tech­nik ART. Ru­ty­no­wo po­da­je się 2 za­rod­ki u ko­biet przed 35. ro­kiem ży­cia i 3 za­rod­ki po 35. ro­ku ży­cia. W przy­pad­ku gdy jed­nak doj­dzie do roz­wo­ju trzech za­rod­ków, pro­po­nu­je się pa­rze „re­duk­cję pło­dów w cią­ży wie­lo­pło­do­wej” – za­bi­cie jed­ne­go lub dwoj­ga dzie­ci. Cią­ża „wie­lo­pło­do­wa” to znacz­nie zwięk­szo­ne ry­zy­ko po­ro­nie­nia i po­ro­du przed­wcze­sne­go – wte­dy wszyst­ko na nic. Je­że­li roz­po­zna się na­to­miast wa­dę roz­wo­jo­wą, któ­rej nie moż­na le­czyć (np. tri­so­mię 21. pa­ry chro­mo­so­mów, czy­li ze­spół Do­wna), a na­wet wa­dy, któ­re moż­na le­czyć chi­rur­gicz­nie, np. wa­dy ser­ca, pro­po­nu­je się se­lek­tyw­ną ter­mi­na­cję – za­bi­cie cho­re­go dziec­ka przed uro­dze­niem. Kie­dy spo­tka­ły się ze­spo­ły pol­skich i fran­cu­skich kar­dio­lo­gów dzie­cię­cych, ci ostat­ni by­li zdu­mie­ni, że w Pol­sce le­czy się tak du­żo dzie­ci z wa­da­mi ser­ca. We Fran­cji więk­szość dzie­ci z wa­da­mi ser­ca, roz­po­zna­ny­mi w pre­na­tal­nej fa­zie ży­cia, pod­le­ga ter­mi­na­cji, le­cze­nie nie jest po­trzeb­ne. Czy ma­my wzo­ro­wać się na ta­kiej Eu­ro­pie?
MAF
W przy­pad­kach nie­płod­no­ści mę­skiej, kie­dy spo­ty­ka­my się z du­żym od­set­kiem nie­po­wo­dzeń, szan­sę na po­sia­da­nie po­tom­stwa ma stwa­rzać MAF (Mi­cro­as­si­sted Fer­ti­li­za­tion) – za­płod­nie­nie wspo­ma­ga­ne mi­kro­chi­rur­gicz­nie. Naj­sku­tecz­niej­szym ro­dza­jem tej me­to­dy ma być do­cy­to­pla­zma­tycz­na in­iek­cja plem­ni­ków (IC­SI – In­tra­cy­to­pla­smic Sperm In­jac­tion). Za­bieg od­by­wa się pod mi­kro­sko­pem. Do ko­mór­ki ja­jo­wej wpro­wa­dza się nie­ru­cho­me plem­ni­ki, po­zba­wio­ne wit­ki. Dal­sze eta­py po­stę­po­wa­nia są iden­tycz­ne jak w za­płod­nie­niu po­za­ustro­jo­wym z trans­fe­rem za­rod­ka (FI­VET).

Ry­zy­ko sto­so­wa­nia Tech­nik Wspo­ma­ga­ne­go Roz­ro­du (ART)

Zgod­nie z dzi­siej­szą wie­dzą na­uko­wą tech­ni­ki wspo­ma­ga­ne­go roz­ro­du nie są tak bez­piecz­ne, jak chcie­li­by te­go pro­mu­ją­cy ich za­sto­so­wa­nie. Ry­zy­ko wy­stą­pie­nia wad wro­dzo­nych pło­du jest prze­cięt­nie dwa ra­zy wyż­sze niż przy na­tu­ral­nym po­czę­ciu. Do­ty­czy to wad ser­ca i ukła­du krą­że­nia, wad ukła­du po­kar­mo­we­go i po­włok ja­my brzusz­nej, wad cen­tral­ne­go ukła­du ner­wo­we­go i ukła­du mo­czo­wo­-płcio­we­go. Nie­któ­re bar­dzo rzad­kie ze­spo­ły cho­ro­bo­we, np. uwa­run­ko­wa­ne ro­dzi­ciel­skim pięt­nem ge­no­mo­wym („ge­no­mic im­prin­ting”), czę­ściej wy­stę­pu­ją u dzie­ci po­czę­tych in vi­tro niż w cią­żach na­tu­ral­nych. Na przy­kład ze­spół Wi­de­ma­na­-Bec­kwi­tha cha­rak­te­ry­zu­ją­cy się ma­kro­so­mią (du­ży­mi roz­mia­ra­mi dziec­ka) oraz licz­ny­mi wa­da­mi roz­wo­jo­wy­mi sze­ścio­krot­nie czę­ściej wy­stę­pu­je u dzie­ci po­czę­tych in vi­tro niż u dzie­ci po­czę­tych w spo­sób na­tu­ral­ny (por. ser­wis „Me­di­cal News To­day” z 27 li­sto­pa­da 2007 r.). Nie­któ­rzy ba­da­cze są­dzą, że ilość wy­kry­wa­nych wad o cha­rak­te­rze ro­dzi­ciel­skie­go pięt­na ge­no­we­go jest tyl­ko wierz­choł­kiem gó­ry lo­do­wej, a kon­se­kwen­cje dla przy­szło­ści ga­tun­ku są trud­ne do prze­wi­dze­nia. W lu­tym ubie­głe­go ro­ku Roy­al Col­le­ge of Ob­ste­tri­cians and Gy­na­eco­lo­gi­sts opu­bli­ko­wał bar­dzo cie­ka­wy ra­port. We­dług nie­go, po wpro­wa­dze­niu za­bie­gów in vi­tro w Wiel­kiej Bry­ta­nii ogrom­nie wzro­sła licz­ba ciąż mno­gich. Licz­ba ciąż tro­ja­czych w 1998 ro­ku by­ła 5 ra­zy więk­sza niż w 1980, ze wszyst­ki­mi kon­se­kwen­cja­mi dla gor­szych wy­ni­ków po­łoż­ni­czych – zwięk­szo­ne­go ry­zy­ka po­ro­nień i po­ro­dów przed­wcze­snych, nad­ci­śnie­nia in­du­ko­wa­ne­go cią­żą, cu­krzy­cy ko­biet cię­żar­nych, cięć ce­sar­skich, po­ra­że­nia mó­zgo­we­go i zgo­nów no­wo­rod­ków. W przy­pad­ku dzie­ci po­czę­tych in vi­tro znacz­nie czę­ściej wy­stę­pu­ją nie­pra­wi­dło­wo­ści ge­ne­tycz­ne: ano­ma­lie chro­mo­so­mo­we, mi­kro­de­le­cje, im­prin­ting. Moż­na mó­wić o zwięk­szo­nej za­cho­ro­wal­no­ści ma­tek, zwięk­szo­nej czę­sto­tli­wo­ści przed­wcze­snych po­ro­dów, za­bie­gów ce­sar­skie­go cię­cia, ni­skiej i bar­dzo ni­skiej wa­dze uro­dze­nio­wej dzie­ci, o 70-pro­cen­to­wym wzro­ście ry­zy­ka śmier­tel­no­ści oko­ło­po­ro­do­wej no­wo­rod­ków i co naj­mniej 40-pro­cen­to­wym wzro­ście ry­zy­ka wad wro­dzo­nych. Dzie­ci uro­dzo­ne po za­bie­gach wspo­ma­ga­ne­go roz­ro­du dwu­krot­nie czę­ściej niż te z ciąż na­tu­ral­nych tra­fia­ją w pierw­szych la­tach po uro­dze­niu do le­cze­nia szpi­tal­ne­go. Ma­ją zwięk­szo­ną po­dat­ność na in­fek­cje, czę­ściej wy­stę­pu­je u nich ast­ma, za­bu­rze­nia im­mu­no­lo­gicz­ne, za­pa­le­nia reu­ma­to­idal­ne sta­wów. Dzi­siaj w kra­jach roz­wi­nię­tych po­ro­dy, do któ­rych do­cho­dzi po za­sto­so­wa­niu ART, sta­no­wią już 1 proc. wszyst­kich po­ro­dów. Ba­da­nia do­ty­czą­ce zdro­wia tych dzie­ci są da­le­ko nie­wy­star­cza­ją­ce. W „Los An­ge­les Ti­mes” z 8 grud­nia 2007 ro­ku opu­bli­ko­wa­no spe­cjal­ny ra­port do­ty­czą­cy szcze­gól­ne­go przy­pad­ku zwią­za­ne­go z pro­ce­du­ra­mi ART. Na dziec­ko z pro­bów­ki zde­cy­do­wa­ła się pa­ra ho­mo­sek­su­ali­stów: Bru­ce Ste­iger i Rick Karl. Za­ku­pi­li dwie ko­mór­ki ja­jo­we od stu­dent­ki chcą­cej opła­cić na­ukę w col­le­ge”u. Stu­dent­ka Ale­xan­dra Gam­mel­gard sprze­da­ła wię­cej swo­ich ko­mó­rek ja­jo­wych, z któ­rych uro­dzi­ło się co naj­mniej 4 dzie­ci. Oprócz te­go ro­dza­ju wy­ra­fi­no­wa­nych przy­pad­ków do­na­cję ga­met sto­su­je się rów­nież wte­dy, gdy ko­bie­ta nie mo­że już mieć wła­snych ko­mó­rek ja­jo­wych, gdyż czyn­ność jaj­ni­ka wy­ga­sła, a na „ma­cie­rzyń­stwo” zde­cy­do­wa­ła się zbyt póź­no. Na­si sym­pa­tycz­ni i nie­wąt­pli­wie za­moż­ni ho­mo­sek­su­ali­ści zde­cy­do­wa­li o wy­mie­sza­niu swo­jej sper­my, by dziec­ko by­ło „wspól­ne”. Na­stęp­nie wy­na­ję­li mat­kę za­stęp­czą, któ­ra mia­ła do­no­sić cią­żę. Do ma­ci­cy po­da­no dwa za­rod­ki, je­den z nich spon­ta­nicz­nie ob­umarł. Uro­dzi­ła się na­to­miast zdro­wa dziew­czyn­ka, dwaj „oj­co­wie” by­li za­do­wo­le­ni. Nie­ste­ty, po ro­ku ich dziec­ko za­czę­ło się źle roz­wi­jać. Oka­za­ło się, że cier­pi na rzad­ką cho­ro­bę neu­ro­lo­gicz­ną o pod­ło­żu ge­ne­tycz­nym, cho­ro­bę Taya Sach­sa. Dla­cze­go? Za­pła­ci­li­śmy 250 tys. do­la­rów! Kto jest win­ny? Ale­xan­dra i je­den z „oj­ców” by­li no­si­cie­la­mi. Dla­cze­go nie spraw­dzo­no te­go wcze­śniej? Nie­ste­ty, umo­wa z „kli­ni­ką” by­ła do­brze za­bez­pie­czo­na, nie gwa­ran­to­wa­ła zdro­we­go po­tom­stwa. Dziew­czyn­ka naj­praw­do­po­dob­niej nie do­ży­je 5. ro­ku ży­cia. Po­ja­wił się po­stu­lat, że trze­ba zmie­nić re­gu­la­cje praw­ne i za­bez­pie­czyć pra­wa „ku­pu­ją­ce­go”!

Je­stem prze­ciw­ni­kiem in vi­tro

Pierw­szym i naj­waż­niej­szym ar­gu­men­tem prze­ciw­ko me­to­dzie in vi­tro jest dla mnie to, że czło­wiek od po­czę­cia jest oso­bą i że ży­ciem nie wol­no ma­ni­pu­lo­wać. Dziec­ko ma pra­wo do po­czę­cia ja­ko oso­ba – w wa­run­kach prze­wi­dzia­nych dla czło­wie­ka, w ło­nie mat­ki. Za­bie­gi „wspo­ma­ga­ne­go roz­ro­du” trak­tu­ją dziec­ko jak przed­miot, jak to­war do sprze­da­nia za bar­dzo wy­so­ką ce­nę, ale bez gwa­ran­cji po­wo­dze­nia. Po­zo­sta­łe em­brio­ny, któ­re nie ob­umrą w spo­sób na­tu­ral­ny, pod­le­ga­ją za­mro­że­niu i prze­cho­wa­niu dla póź­niej­sze­go wy­ko­rzy­sta­nia. Po ja­kimś cza­sie po­wsta­je pro­blem „bia­łej sto­krot­ki” – kto „za­adop­tu­je” za­mro­żo­ne em­brio­ny? Bo je­śli tak się nie sta­nie, ich ja­kość spa­da i trze­ba je roz­mro­zić, czy­li znisz­czyć. Oczy­wi­ście moż­na po­dać bar­dzo wie­le in­nych ra­cjo­nal­nych i me­dycz­nych ar­gu­men­tów prze­ciw­ko in vi­tro. Ale przede wszyst­kim nie wol­no trak­to­wać pa­cjent­ki ja­ko przy­pad­ku, przed­mio­tu ana­li­zy wska­zań i prze­ciw­wska­zań, obiek­tu, któ­re­go do­ty­czy sta­ty­sty­ka moż­li­wych po­wi­kłań i za­gro­żeń dla zdro­wia, lecz na­le­ży za­wsze wi­dzieć w niej oso­bę z jej hi­sto­rią ży­cia, cier­pie­niem, cho­ro­bą. Na ko­niec pra­gnę po­dzie­lić się mo­im oso­bi­stym do­świad­cze­niem. Po trzech ko­lej­nych po­ro­nie­niach mo­jej żo­ny zde­cy­do­wa­li­śmy się na ad­op­cję, a dzi­siaj ma­my w su­mie 10 dzie­ci, w tym 9 własnych, uro­dzo­nych nor­mal­nie. Przy­pi­su­ję to kon­kret­ne­mu dzia­ła­niu Pa­na Bo­ga w hi­sto­rii mo­je­go ży­cia i jest ono dla mnie naj­istot­niej­szą mo­ty­wa­cją. Nie­płod­ność nie jest sy­tu­acją bez wyj­ścia, dla każ­de­go in­dy­wi­du­al­nie moż­na zna­leźć do­bre roz­wią­za­nie, ale nie ma­my pra­wa chcieć dziec­ka za wszel­ką ce­nę.


Ma­ciej Bar­czen­te­wicz,

le­karz gi­ne­ko­log położnik
drukuj