Masz hektary, to płać

Na początku wyższe składki na KRUS będą płacić właściciele największych gospodarstw rolnych


Składka na ubezpieczenie społeczne rolników ma zależeć docelowo od dochodów osiąganych przez właścicieli gospodarstw. Przez jakiś czas będzie jednak obowiązywał system przejściowy, który uzależni wielkość składki od powierzchni gospodarstwa. Być może już niedługo wyższe składki zapłaci kilkanaście tysięcy rolników, posiadających więcej niż 50 hektarów ziemi.

Reforma KRUS, a przynajmniej jej zapoczątkowanie, wydaje się przesądzona. Koalicja PO – PSL prowadzi rozmowy w tej sprawie, które mają spowodować zróżnicowanie składki ubezpieczeniowej płaconej przez rolników. Nowy system ma być bardziej sprawiedliwy dla samych ubezpieczonych, a jednocześnie ma spowodować zmniejszenie państwowych dopłat do emerytur rolniczych (w tym roku budżet dofinansuje KRUS w kwocie 15 mld złotych). Problemem są właśnie emerytury i renty, bo np. z części składek płaconych przez rolników pokrywa się w całości wydatki na odszkodowania za wypadki przy pracy czy też świadczenia dla matek.

Nikt nie ma wątpliwości, że reformy KRUS nie da się przeprowadzić łatwo i szybko. Zwiększenie dochodów ubezpieczyciela, czyli w domyśle zwiększenie składki płaconej przez rolników, musi potrwać. Nie wiadomo bowiem, jak ustalić grupę rolników, którzy mieliby więcej płacić. Najsprawiedliwsze byłoby kryterium dochodowe, ale jest je niezwykle trudno określić. Rolnicy nie płacą podatków dochodowych, nie muszą więc prowadzić ksiąg rachunkowych, które w zwykłym przedsiębiorstwie pokazują wysokość przychodu, dochód i podatek. Z drugiej strony, warto sobie zdać sprawę z faktu, że dla wielu gospodarstw reforma nie powinna się wiązać z podniesieniem składek, bo ich na to nie stać.

– Tysiące gospodarstw nawet mimo otrzymywania dopłat bezpośrednich ledwo wiąże koniec z końcem. Mamy oczywiście rolników zamożnych, którzy nie odczuliby specjalnie nawet tego, gdyby przyszło im płacić takie składki jak osobom prowadzącym samodzielną działalność gospodarczą i płacącym składki na ZUS (prawie 800 zł miesięcznie), ale to zdecydowana mniejszość – tłumaczy ekonomista Jarosław Stachurski.

Ministerstwo rolnictwa proponuje więc najpierw wariant przejściowy.

– Wysokość składki byłaby uzależniona od wielkości gospodarstwa rolnego – mówi Kazimierz Plocke, wiceminister rolnictwa. Pierwsza koncepcja, o której wspominał m.in. minister rolnictwa Marek Sawicki, mówiła o tym, aby składki podnieść osobom gospodarującym na areale powyżej 300 ha (to granica tzw. gospodarstwa rodzinnego), ale wówczas reforma objęłaby tylko około 700 rolników. Dlatego teraz w resorcie rozważane jest obniżenie tej granicy do 50 ha tak, aby wyższe składki zaczęło płacić około 10 tys. rolników. To jednak wciąż kropla w morzu, bo przecież składki na KRUS odprowadza ponad 1,5 mln osób. Dlatego niezbędne jest, zdaniem wielu specjalistów, powiązanie wysokości składki od dochodów rolnika. – Znam rolników gospodarujących tylko na 10 ha, ale dzięki temu, że są to nowoczesne gospodarstwa ogrodnicze, ich dochody roczne oscylują wokół średniej krajowej lub są nawet nieco wyższe – mówi Łukasz Wójcik, doradca rolny. – Z drugiej strony, są i tacy rolnicy, którzy mają większe działki, ale ich ziemia jest licha, daje kiepski plon, więc i dochody mają znikome. I dlatego operacja wprowadzenia rachunkowości w rolnictwie będzie bardzo skomplikowana i długa. Wiele czasu zajmie więc też reformowanie KRUS – dodaje.

Na pewno jednak system musi pozostać w miarę prosty dla większości rolników. Tak jak dotąd powinni oni mieć możliwość płacenia ryczałtowych składek, jak to ma miejsce w przypadku małych, jednoosobowych firm działających w handlu, przemyśle czy usługach. W dodatku, jeśli część właścicieli gospodarstw będzie miała płacić więcej, to podwyżka powinna być rozłożona w czasie.


Krzysztof Losz
drukuj