Zbrodnia przeciw Bogu

Z przewodniczącym francuskiego stowarzyszenia SOS Petit (SOS Mały), embriologiem, doc. dr. med. Xavierem Dorem, rozmawia Franciszek L. Ćwik


Minęła 22. rocznica zorganizowania przez Wasze stowarzyszenie pierwszej manifestacji przeciwko zabijaniu dzieci poczętych. Skąd wzięła się idea utworzenia tego typu stowarzyszenia?


– Przez wiele lat zastanawiałem się nad sposobami protestu przeciw zabijaniu nienarodzonych dzieci, i w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że najbardziej skuteczną i spektakularną metodą są manifestacje prowadzone od 1978 r. przez Ruch Młodych Chrześcijan (MJC). Uznałem, że trzeba założyć oficjalne stowarzyszenie i włączyć się w protesty młodych francuskich obrońców życia.


Gdzie należy szukać źródeł całej machiny skierowanej we Francji przeciwko życiu?


– Źródłem wszelkiego zła była rewolucja francuska, która wprowadziła pojęcie laicyzmu jako formy walki przeciw chrześcijańskiej koncepcji relacji między Kościołem i państwem. W myśl tej idei najważniejszą wartością Republiki i źródłem prawa jest laickość, co zostało zapisane w konstytucji francuskiej. W przeciwieństwie jednak do tej deklaracji nie chodzi o oddzielenie Kościoła od państwa, ale o położenie ręki państwa na Kościele i jego sferze duchowej. W tej sytuacji państwo staje się Kościołem. Idea rozdziału zakłada, że każda ze stron jest w posiadaniu swoich dóbr i domen. W przypadku Francji jest zupełnie inaczej. Państwo w imię neutralności i opiekuńczości chce wyeliminować Kościół z jego roli, starając się uczynić z niego swoje widmo zgodnie z deklaracją byłego prezydenta republiki George’a Clemenceau: „Oddajcie cesarzowi, co jest cesarza, ale wszystko jest cesarza”. Historia francuskiej republiki jest przesiąknięta tą filozofią.

W praktyce francuska koncepcja laickości oznacza państwowy arbitraż i ateizm. Wydawałoby się, że idea dzisiejszej laickości: nowoczesnej, umiarkowanej, respektującej prawa wszystkich podmiotów, jest daleka od rewolucyjnej koncepcji. To jednak mylna konkluzja, bo w 1995 r. prezydent Francji Jacques Chirac stwierdził, że prawo moralne (czytaj: naturalne) nie może stać nad prawem cywilnym. W naszej opinii, legalność każdego prawa uchwalonego przez władze krajowe zależy od respektowania prawa naturalnego. Ustawy cywilne nie mają moralnej mocy stanowienia zasad sprzecznych z tym prawem. Trzeba jednoznacznie stwierdzić, że francuska rewolucja podważyła tę zasadę, stwierdzając, że moralne jest to, co uchwaliło Zgromadzenie Narodowe. Uważamy, że legitymizacja władzy polega nie na sposobie jej wyboru: demokracja, monarchia, dyktatura, ale na respektowaniu przez nią boskiego i odwiecznego prawa naturalnego.


Bardzo ostro występuje Pan przeciw masonerii…


– Tak, bo to oni byli inżynierami rewolucji francuskiej, jej bezbożnych idei, przewrotnymi obrońcami demokracji i praw człowieka. Niestety, udało im się te idee zdeformować. Dzisiaj w imię obrony praw kobiety zabija się jej dziecko, mówiąc, że jest to jej podstawowe prawo, a przecież nie ma niczego bardziej poniżającego dla niewiasty jak zabicie jej nienarodzonego potomka.


Zabijanie poczętych dzieci nazywa Pan zbrodnią przeciw Bogu. Czy nie jest to zbyt przesadne określenie w sytuacji, gdy przeciętna Francuzka nie ma poczucia dokonywania zła, skoro jest to jej prawem?


– Dlatego uważamy, że nasze działania mają bardzo ważne znaczenie społeczne, polegające na uświadamianiu kobietom, jak i lekarzom przeprowadzającym aborcje, jakie są fizyczne i moralne skutki tego typu zbrodni.


Jakimi metodami staracie się to czynić?


– Od wielu lat gromadzimy się w ośrodkach dokonujących aborcji. Modlimy się, odmawiając Różaniec, rozdajemy nasze publikacje.


Jak reagują na to władze lokalne i pracownicy służby zdrowia tych ośrodków?


– Lokalne prefektury widzą w nas ludzi łamiących uchwalone, naszym zdaniem, kryminalne ustawy, stąd często wysyłają przeciw nam oddziały policji. Przeciw nam występują też obrońcy „prawa” do aborcji.


Konsekwencją protestów było skazanie Pana na kilkumiesięczny pobyt w więzieniu. Jak został Pan przyjęty przez więziennych współtowarzyszy?


– Moi więzienni „koledzy” skazani za przestępstwa odnosili się do mnie z dużym szacunkiem. Tak samo traktowali mnie więzienni strażnicy. Jeden z nich stwierdził, że zgadza się w zupełności z moimi przekonaniami.


Francuskie środki masowego przekazu milczały o tych wydarzeniach. W czym upatruje Pan tę ciszę?


– Jest tajemnicą poliszynela, że zarówno w interesie rządu, jak i prywatnych decydentów francuskie środki masowego przekazu są za aborcją, stąd jedną z ich metod jest nieinformowanie opinii publicznej o wszelkich działaniach przeciw tym kryminalnym aktom.


Nieograniczona niczym aborcja jest głównym hasłem „postępowej” Unii Europejskiej. Takie kraje jak Polska czy Irlandia są dla niej przykładem zacofania, religijnego obskurantyzmu, łamania praw kobiety. Zdając sobie sprawę z przewrotności tych „argumentów”, powstaje pytanie: czy warto być członkiem Unii Europejskiej? Czy może lepiej byłoby być poza nią, broniąc chrześcijańskich wartości?


– Odpowiedź nie jest prosta. Można by powiedzieć: pozostańmy sobą i nie miejmy nic wspólnego z Europą, ale z drugiej strony Europa liczy na Polskę, w każdym razie my na nią liczymy. Myślę, że trzeba za wszelką cenę bronić swoich narodowych tradycji jako sposobu budowania Europy, która coraz bardziej zapomina o swoich chrześcijańskich korzeniach.


Mówił o nich ostatnio w Watykanie Nicolas Sarkozy. Czy nie oznacza to jakościowej zmiany w podejściu do interpretacji historii Francji i Europy?


– Nicolas Sarkozy chce się przypodobać wszystkim środowiskom. Nie sądzę, by jego słowa miały ważne znaczenie. Liczą się fakty, a z tym jest znacznie gorzej. W grudniu ub.r. francuskie Zgromadzenie Narodowe uchwaliło ustawę przyznającą dzielnicowym ośrodkom ochrony macierzyństwa i dzieci prawo do praktykowania chemicznego przerywania ciąży. Obiecano też zwiększenie funduszów dla oddziałów szpitalnych, gdzie zabija się poczęte dzieci. Trzeba również pamiętać, że Nicolas Sarkozy ma wielki szacunek dla Simon Veil, autorki ustawy z 1975 r. legalizującej aborcję we Francji.


Wasz ruch rozwija się, przybierając międzynarodowe wymiary. 20 stycznia planujecie wielką manifestację w Paryżu…


– Nasze plany przerosły nasze oczekiwania. W manifestację na rzecz życia zaangażowało się 10 francuskich organizacji pro-life. Dołączyły też do nas stowarzyszenia zagraniczne m.in. z Niemiec, Portugalii, Hiszpanii i Polski.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj