Maszty budzące niepokój
W przedwyborczym zamęcie mieszkańcy lubelskiej dzielnicy Poręba wymogli na władzach miasta cofnięcie pozwolenia na budowę stacji bazowej telefonii komórkowej w sąsiedztwie ich domów. Prezydent Lublina Adam Wasilewski z Platformy Obywatelskiej wobec zapowiedzi demonstracji ulicznych w przeddzień wyborów publicznie zapewnił, że w powtórzonym postępowaniu administracyjnym nie wyda zgody na budowę masztu.
– Jako prezydent tego miasta nie mogę pozwolić, by mieszkańcy żyli w swoich domach z przekonaniem, że maszt szkodzi ich zdrowiu – deklarował.
Jeśli mówił poważnie, to przyjdzie mu albo wyprowadzić z miasta wiele z pobudowanych już stacji i nie wydawać pozwoleń na nowe, albo przekonać ludzi, że promieniowanie emitowane z tych anten im nie szkodzi. Jedno i drugie wydaje się nierealne.
Maszt na Porębie: pomogły wybory
Mieszkańcy osiedla Poręba, jednej z najatrakcyjniejszych i najdroższych „sypialni” Lublina, nagle się dowiedzieli, że za swoje ciężkie, w większości jeszcze niespłacone kredyty kupili mieszkania, z których już niedługo będą mieć widok na blisko 50-metrowy maszt naszpikowany antenami i nadajnikami wysyłającymi w ich kierunku promieniowanie elektromagnetyczne (EM) o dużej mocy. Wiadomość o budowie masztu dotarła do nich w połowie lipca 2006 r., gdy decyzja praktycznie już zapadła.
Postanowili walczyć, choć w urzędach usłyszeli, że jest za późno na protesty, a zresztą nie są tzw. stroną postępowania i nie przysługuje im prawo zaskarżania decyzji administracyjnej. Nie dali za wygraną, pisali odwołania, podważali raport o oddziaływaniu masztu na środowisko, protestowali, pikietowali, a to plac budowy, a to ratusz miejski. Raz zablokowali jedną z większych arterii komunikacyjnych miasta, innym razem próbowali zerwać obrady rady miejskiej, słowem – robili, co mogli.
Inwestor, czyli Era GSM, na wszystkie te zabiegi reagował ze spokojem, cały czas robiąc swoje, czyli kopiąc i zbrojąc dół na fundamenty pod maszt. A gdy przyszła kolej na wylanie betonu, przeciwko blokującym drogę mieszkańcom Poręby wezwał policję. Ponad 100 stróżów prawa, w tym doborowy oddział prewencji komendy wojewódzkiej zaprawiony w pacyfikacjach zamieszek na stadionach, za wiedzą władz miasta zepchnął kilkudziesięciu protestujących ludzi z ulicy. Poturbowano kilka kobiet, dwóch protestujących zatrzymano i ukarano mandatami, ale droga została udrożniona, a fundamenty pod maszt wylane.
Gdy wydawało się, że nic już nie uchroni mieszkańców Poręby od niechcianego masztu i promieniowania, nastał czas kampanii wyborczej, który jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odmienił ich sytuację. Zbywająca dotąd mieszkańców władza nagle stanęła po ich stronie i zdecydowanie powiedziała „nie” Erze GSM. Na dwa dni przed wyborami prezydenta Lublina z PO złożył uroczyste zapewnienie, że nie wyda zgody na budowę masztu.
Jednak obietnica prezydenta Wasilewskiego, iż nie dopuści do „sytuacji, że mieszkańcy będą przekonani o tym, że są narażeni na promieniowanie powodujące schorzenia”, może okazać się równie kłopotliwa w realizacji, co „cud” obiecywany wyborcom przez Donalda Tuska w kampanii wyborczej. Okazuje się bowiem, że w poczuciu zagrożenia falami emitowanymi przez stacje bazowe telefonii komórkowej żyje już spora część mieszkańców Lublina i konsekwencje prezydenckiej obietnicy wymagają czegoś więcej niż tylko zastopowania budowy jednego masztu na Porębie. Aby wywiązać się z tej deklaracji, prezydent Wasilewski musiałby albo przekonać mieszkańców o nieszkodliwości promieniowania elektromagnetycznego, albo zakazać działania stacji bazowych w pobliżu domów mieszkalnych, w których mieszkańcy żyją w poczuciu zagrożenia falami elektromagnetycznymi. A w Lublinie działa wiele takich stacji.
Tymczasem mieszkańcy Poręby, którzy wygrali swoją sprawę, teraz w poczuciu solidarności postanowili kontynuować swój protest i walczyć o uwolnienie innych osiedli mieszkaniowych w Lublinie od stacji bazowych telefonii komórkowej. W tym celu domagają się przyjęcia przez radę miasta uchwały wyraźnie regulującej te kwestie.
Kalinowszczyzna: niekontrolowany chaos elektromagnetyczny
Problem jest palący, gdyż obecnie trwa w mieście kilka innych akcji protestacyjnych. Ludzie domagają się demontażu niektórych z działających już anten, a także protestują przeciwko planowaniu i instalowaniu masztów oraz anten telefonii komórkowej na terenie osiedli mieszkaniowych.
Jeden z protestów dotyczy usytuowania dwóch stacji bazowych telefonii komórkowej na wieżowcach w innej mieszkaniowej dzielnicy Lublina – na Kalinowszczyźnie. Stacje te powstają na blokach przy ul. Lwowskiej 14 (6 anten o łącznej mocy izotropowej 11,3 kW) i ul. Lwowskiej 38 (8 anten o łącznej mocy izotropowej 14 kW). Zaniepokojonych mieszkańców poparli samorządowcy szczebla dzielnicowego, którzy zaprotestowali przeciwko praktykom związanym z budową anten.
„Uważamy (…) za niedopuszczalne, aby mieszkańcy o planowanych inwestycjach w tym zakresie dowiadywali się dopiero z publikacji prasowych oraz audycji telewizyjnych. Brak szerszych konsultacji społecznych oraz nieskuteczny sposób powiadamiania przez Urząd Miasta osób zainteresowanych przyczynia się do tego, iż strony, których sprawa dotyczy, praktycznie nie mają szans na zgłaszanie uwag i wniosków w odpowiednim terminie” – stwierdzili w piśmie skierowanym 31 maja br. do prezydenta Lublina przewodniczący zarządów i rad dzielnic: Felin, Wieniawa, Dziesiąta, Tatary, Sławin, Kalinowszczyzna, Węglin Południowy, Zemborzyce, „Za Cukrownią”, Głusk, Hajdów, Kośminek, Wrotków, Bronowice.
Przedstawiciele rad dzielnic zwrócili się do władz miasta z wnioskiem o przeprowadzenie niezależnych ekspertyz dotyczących wpływu anten na środowisko oraz stopnia szkodliwości instalacji nadawczych.
„Jesteśmy zdania, że powinno się wstrzymać wydawanie pozwoleń na budowę stacji bazowych do czasu, aż zostanie dogłębnie wyjaśnione, czy działania takie nie wpłyną negatywnie na zdrowie ludzi” – zaapelowali radni.
Do podobnych wniosków doszedł również inż. Leszek Guz, emerytowany inżynier-konstruktor, mieszkaniec jednego z bloków stojących w pobliżu planowanej stacji bazowej, który dokonał analizy oddziaływania projektowanych stacji bazowych przy ul. Lwowskiej na najbliższe otoczenie przy uwzględnieniu niektórych czynników pominiętych w raporcie operatora. Inżynier Guz posłużył się zaczerpniętymi z raportu inwestorów opisami technicznymi obu stacji, które zestawił z danymi konstrukcyjnymi budynków leżących w zasięgu oddziaływania stacji, a także z szacunkowo obliczonymi wartościami promieniowania elektromagnetycznego pochodzącego z działających w pobliżu nadajników. Zdaniem inż. Guza, istotnym czynnikiem podnoszącym wartość promieniowania elektromagnetycznego, na które narażeni są lub będą mieszkańcy okolicznych domów, jest ich żelbetowa konstrukcja, a także szereg metalowych elementów wykończeniowych.
Inżynier zwraca uwagę na fakt, że metalowo-betonowe wieżowce zawierające setki ton stali wytwarzają „zależnie od masy, stopnia spolaryzowania południkowego i kształtu” znaczne, niekiedy silnie spiętrzone, naturalne, ziemskie promieniowanie magnetyczne, które „pobudzone” przez PEM (promieniowanie elektromagnetyczne) zaczyna generować bardzo niezdrową pulsację magnetyczną.
„Reasumując, wszystkie wyżej opisane, wzajemnie wzmacniające się lub redukujące stany PEM sztucznie wytworzonych i już działających stanowią już teraz wystarczająco groźny chaos elektromagnetyczny, który jako nieograniczany i niekontrolowany muszę uznać za bardzo negatywnie oddziałujący na zdrowie mojej rodziny” – napisał inż. Guz w piśmie skierowanym w maju br. do prezydenta Adama Wasilewskiego. Inżynier wezwał władze do merytorycznej odpowiedzi na swoje argumenty.
Pismo, które po 6 tygodniach otrzymał z urzędu miejskiego, nie spełniło tych oczekiwań.
– Uważam, że to była skandaliczna odpowiedź – stwierdza inżynier. – Ograniczała się w zasadzie tylko do powtórzenia pewnych moich sformułowań i zapowiedzi, że na moje zastrzeżenia merytoryczne urząd odpowie po uzyskaniu „ekspertyzy w zakresie oddziaływania PEM na organizmy ludzkie”, jaką postanowił zlecić „instytutowi badawczemu”.
Z listu wynikało jednak, że miasto nie zamierzało zająć się konkretnym przypadkiem przeanalizowanym przez inż. Guza, lecz poddać badaniu sytuację na innym osiedlu, a uzyskane wyniki uznać za obowiązujące w całym mieście.
– Zapowiedź, że pomiary nastąpią, ale w innej dzielnicy, uważam za jedną wielką bzdurę – oburza się inż. Guz. – Mnie chodzi o merytoryczną odpowiedź na moje wyliczenia, a one dotyczą konkretnych stacji i konkretnych budynków mieszkalnych.
Węglin: maszt stoi – ludzie chorują
Poważne wyzwanie stoi przed prezydentem Wasilewskim również na osiedlu Węglin w Lublinie. Właśnie z powodu „poczucia zagrożenia ze strony stacji bazowych telefonii komórkowej” od ponad roku działa tam formalnie zarejestrowane Stowarzyszenie przeciw Elektroskażeniom, które stawia sobie za cel likwidację lub przeniesienie poza osiedle działającej od 2004 r. stacji bazowej i masztu antenowego nadajnika Polkomtel SA. Stowarzyszenie przeprowadziło ankietę dotyczącą stanu zdrowia osób zamieszkujących w pobliżu tej stacji. Mieszkańcy zostali podzieleni na dwie grupy: tych, którzy mieszkają w odległości od 60 do 150 m od stacji i tych, których dzieli od stacji dystans od 150 do 300 metrów. Dotychczas przeprowadzono 133 ankiety wśród mieszkańców pierwszej strefy i 77 wśród mieszkańców drugiej.
– Wyniki ankiet z pierwszego, bliższego stacji obszaru są zatrważające – twierdzi inż. Ryszard Dziworski, prezes Stowarzyszenia przeciw Elektroskażeniom. – Aż 10 osób zachorowało na chorobę nowotworową, jedno dziecko zmarło po porodzie w wyniku zmian genetycznych, nastąpiło jedno poronienie, zmarły 3 osoby dorosłe. Nagminnie występują choroby krążenia, nadciśnienie, schorzenia tarczycy, nadciśnienie, bóle głowy, alergie – wylicza prezes.
Inżynier Dziworski zaznacza, że po zebraniu 77 ankiet od ludzi zamieszkujących w dalszej odległości od stacji nie stwierdzono żadnych schorzeń nowotworowych, a pozostałe dolegliwości występowały rzadziej.
– Jesteśmy pewni, że stacja bazowa ma tragiczny wpływ na obecną sytuację zdrowotną i zdrowie mieszkańców w przyszłości, a w szczególności osób starszych, kobiet w ciąży i dzieci – twierdzi inż. Dziworski.
Choć tego rodzaju badania ankietowe nie dowodzą, że choroby powstały na skutek oddziaływania masztu, trudno będzie zmienić tego rodzaju przekonanie zamieszkujących w jego pobliżu ludzi. Z pewnością nie dokonał tego mgr inż. Marek Kałuski z Instytutu Łączności we Wrocławiu, który 19 października 2007 r. zaprezentował mieszkańcom Lublina fragmenty zleconej przez władze miasta Lublina „Opinii w zakresie oddziaływania pola elektromagnetycznego z uwzględnieniem stacji bazowej telefonii komórkowej w Lublinie”. Okazało się bowiem, że ekspert nie miał wiele do powiedzenia w kwestii najbardziej nurtującej ludzi zamieszkujących w pobliżu stacji bazowych – czy oni i ich dzieci są w swoich domach całkowicie bezpieczni. Ich obawy starał się rozwiać pozytywną oceną raportu na temat oddziaływania nadajników na środowisko, sporządzonego na zlecenie telefonii komórkowej, w którym wykazano zgodność parametrów inwestycji z obowiązującymi normami. Ekspert jak mantrę powtarzał frazę, że „zgodnie z aktualnym stanem wiedzy, obliczeniami autorki raportu i obliczeniami własnymi nie ma podstaw, ażeby twierdzić, że stacja bazowa Lublin-Czuby może spowodować pogorszenie się stanu zdrowia mieszkańców sąsiadującego osiedla”.
Jednak na liczne wątpliwości, co tak naprawdę znaczy to sformułowanie i na jakich badaniach się opiera, ekspert przyznał, że „w tej chwili stan wiedzy jest taki, że nie można jednoznacznie określić poziomu i nie są znane mechanizmy oddziaływań biologicznych… Ale jednocześnie stan wiedzy jest taki, że nie ma podstaw, ażeby przepisy unijne zmieniać, a tym bardziej zmieniać rygorystyczne przepisy polskie”. Przepisy te zgodnie z oficjalnym stanowiskiem m.in. ministerstwa środowiska stanowią, że za nieszkodliwy obszar uznaje się ten, w którym wartość skumulowanego oddziaływania promieniowania elektromagnetycznego nie przekracza 0,1 W/m2.
– To nie ma nic wspólnego z gwarancją zdrowia, ponieważ w tej chwili nikt nie da gwarancji zdrowia nie tylko w tym przedsięwzięciu – zaznaczył inż. Kałuski.
Gdy w czasie spotkania z ekspertem jedna z mieszkanek osiedla Poręba przeczytała fragment raportu na temat oddziaływania stacji telefonii komórkowej na środowisko, w którym stwierdza się, iż „gwarancji na to, że przedmiotowa stacja bazowa telefonii komórkowej nie spowoduje żadnych chorób w przyszłości, dać nie można”, inż. Kałuski przytaknął: „I ja to potwierdzam”.
Obecna w czasie spotkania lekarz Elżbieta Kaliszczak-Pelc nie godzi się na takie stawianie sprawy. – Wiem na pewno, że zdrowie i życie ludzkie jest największą wartością. I gdy pozostaje chociażby cień wątpliwości, że ci ludzie i ich dzieci mogą z tego powodu chorować, a nawet umierać, może nie teraz, ale za wiele lat, to wszystko nie powinno się dziać – przekonywała lekarka.
Jednym z najważniejszych warunków uzyskania pozwolenia na budowę stacji telefonii komórkowej jest tzw. decyzja środowiskowa, a więc ocena przyszłego wpływu stacji na ludzi i walory przyrodnicze pozostające w zasięgu oddziaływania anten.
– Na dziś prowadzimy ok. 200 tego rodzaju postępowań – informuje Marian Stani, dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Lublin. – Wiele postępowań jest na różnym etapie. Niektóre są na etapie odwołań, niektóre są na etapie wydanych już decyzji środowiskowych.
Zdecydowana większość wniosków jest rozpatrywana pozytywnie, gdyż inwestor gwarantuje zgodność inwestycji z obowiązującymi w Polsce normami. Jednak, jak przyznają eksperci, nie oznacza to gwarancji, że stacje w przyszłości nie zaszkodzą zdrowiu mieszkańców.
