Trzeba się spieszyć

Z Marcinem Zwolskim, pracownikiem Biura Edukacji Publicznej w białostockim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej, kierującym realizacją programu „Śladami zbrodni”, rozmawia Adam Białous

Instytut Pamięci Narodowej prowadzi w całej Polsce program naukowo-badawczy „Śladami zbrodni”. Jaki jest jego cel?

– Program badawczy „Śladami zbrodni” jest próbą dotarcia do tych wszystkich miejsc, które w jakiś sposób były związane z prześladowaniami żołnierzy podziemia niepodległościowego, i pisemnego oraz fotograficznego udokumentowania ich. Miejsc, w których byli przetrzymywani, bici, torturowani i mordowani. Głównym celem programu jest znalezienie budynków, piwnic, schronów, miejsc pochówku, których jeszcze nie znamy. Chcemy pokazać społeczeństwu, że patrioci byli przez władze komunistyczne maltretowani nie tylko w „oficjalnych” miejscach, ale też w wielu innych, ukrytych. Chcemy również dotrzeć z tą wiedzą do nauczycieli, studentów, historyków. Program „Śladami zbrodni” ma na naszym terenie północno-wschodniej Polski szczególnie szeroki aspekt z tego względu, że miały tu miejsce zbrodnie popełniane przez Sowietów w latach 1944-1945, oraz w latach późniejszych przez UB, SB, łącznie z represjami wobec opozycji demokratycznej z lat 70. i 80. Program składa się z części dokumentacyjnej (naukowej) i edukacyjnej. Ja zajmuję się tą pierwszą. Chcielibyśmy nasze badania zakończyć solidną publikacją naukową.

Czy uważa Pan, że pracownikom IPN uda się własnymi siłami zrealizować tak trudny projekt badawczy?

– Zdaję sobie sprawę, że sami nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Dlatego potrzebna jest nam pomoc społeczeństwa. Już trzy lata temu, jeszcze przed realizacją programu, profesor Cezary Kuklo, dyrektor naszego oddziału, zainicjował list, w którym przedstawiciele inteligencji białostockiej skierowali apel do społeczeństwa regionu o pomoc w dotarciu do tych miejsc, w których potajemnie grzebano ofiary zbrodni komunistycznych. Na ten apel odpowiedziało blisko trzydzieści osób. Dzięki nim dotarliśmy do wielu miejsc i otrzymaliśmy bardzo ciekawe materiały. Jednak wciąż jeszcze wiele miejsc jest nieznanych. Dlatego znów zwracamy się do mieszkańców regionu o pomoc. Prosimy, by zgłaszali się do pracowników białostockiego oddziału IPN z informacjami na temat komunistycznych katowni i innych miejsc prześladowań. Kto nie jest w stanie przyjechać do naszej siedziby w Białymstoku znajdującej się przy ulicy Warsztatowej 1a, może do nas przysłać list czy nawet kartkę, wówczas sami postaramy się do tych osób dotrzeć. Można też dzwonić do nas pod numer (085) 664 57 84.

Jak wiele miejsc komunistycznych represji na Białostoczczyźnie jest nam znanych?

– Z tego, co dziś wiem, na terenie dawnego województwa białostockiego (sprzed 1975 roku), czyli z powiatami Ełk, Gołdap, Olecko, znajduje się ponad 80 obiektów związanych z powojennymi represjami komunistycznymi. Są to więzienia, obozy i areszty, miejsca skazywania na śmierć, wykonywania wyroków śmierci, wreszcie miejsca potajemnych pochówków. Do tego należy dodać miejsca specyficzne dla naszego regionu, tj. około 50 takich, w których przetrzymywano ludzi ujętych podczas obławy augustowskiej oraz ponad 60 takich, w których skazywano żołnierzy podziemia niepodległościowego na śmierć podczas procesów wyjazdowych. Tego nie było na zachodzie Polski, miało to miejsce tylko w naszym północno-wschodnim regionie. Jak to wszystko dodamy, to mamy już prawie 200 miejsc, które trzeba jak najszybciej udokumentować i upamiętnić.

Które miejsca chcą Państwo przede wszystkim udokumentować w ramach programu?

– W pierwszym rzędzie będą to siedziby organów represji. Nie dlatego, że znajdowały się tam biura i pracownicy, ale dlatego, że niemal we wszystkich tych siedzibach były areszty, gdzie przesłuchiwano, torturowano, bito żołnierzy podziemia niepodległościowego. To były miejsca ściśle związane z represjami. Część z nich jest społeczeństwu znana, jak np. budynek przy ul. Mickiewicza 5 w Białymstoku, powojenna siedziba Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Ale na przykład już mało kto wie, że nie była to pierwsza siedziba tego urzędu, pierwszą był budynek przy ulicy Branickiego 1. Białostoczanie nie kojarzą tego budynku z represjami komunistycznymi, a powinni, bo była to bardzo ciężka katownia.

Młodzi mogą tego nie wiedzieć, ale czy ci, którzy pamiętają powojenne lata komunistycznego terroru, orientują się, które miejsca są związane z represjami?

– Nie wszyscy. Czasami przybywamy, aby udokumentować dany budynek bezpieki, a obecni mieszkańcy nie mają pojęcia o jego przeszłości. Tak było np. z pierwszą siedzibą Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Ełku przy ulicy Słowackiego czy jednym z budynków przy ulicy Kościuszki w Suwałkach. A już niemal zupełnie społeczeństwo nie ma wiedzy o tajnych aresztach NKWD czy innych sowieckich służb bezpieki. W roku 1944 w niewielkiej kamienicy przy ulicy Sobieskiego w Białymstoku był właśnie areszt NKWD. Dziś nikt prawie o tym nie wie. Albo inny przykład: w jeszcze bardziej niepozornie wyglądającym budynku przy ulicy Słonimskiej znajdowała się jedna z siedzib Smierszu. Mało kto wie również, że na terenie województwa była zlokalizowana jedna z siedmiu powojennych rolnych kolonii karnych – w niewielkiej miejscowości Wityny obok Ełku. I właśnie program, który realizujemy, ma dać społeczeństwu tę wiedzę.

Czy oprócz budynków interesują Instytut inne miejsca?

– Poszukujemy również miejsc, gdzie grzebano ciała zamordowanych żołnierzy podziemia niepodległościowego. Jednym z nich jest Las Solnicki w okolicach Olmont. Stąd w roku 1996 ekshumowano szczątki 8 osób, na których wykonano wyrok prawdopodobnie w 1946 roku. Nasz program obejmuje również miejsca internowania opozycji demokratycznej w latach 80. Na naszym terenie znajduje się np. Gołdap, gdzie podczas stanu wojennego przetrzymywano internowane kobiety z całego kraju. Przeszło przez to miejsce niemal 400 kobiet.

Podczas realizacji programu powstanie bogata dokumentacja. Czego będzie dotyczyć?

– Chcemy uwiecznić wszystko, co się da. Dla przykładu, bardzo wiele jest w więzieniach i aresztach na naszym terenie oryginalnych drzwi więziennych. To ewenement w skali całego kraju, gdyż na zachodzie Polski takich rzeczy zachowało się już bardzo niewiele. Wszystkie te budynki zostały wyremontowane i wyczyszczone z zabytkowych elementów. U nas natomiast jest wiele gmachów, gdzie znajdują się oryginalne więzienne drzwi, kraty, wizjery, również tzw. blendy umieszczane na zewnątrz okien więziennych cel. Były to stalowe zasłony, które uniemożliwiały więźniom patrzenie na zewnątrz. W latach późniejszych wykonywano je w całkiem inny sposób. Jedną z ostatnich starych blend udało mi się sfotografować w Suwałkach. Na zdjęciach uwieczniamy też fragmenty więziennych murów, ściany cel, na których więźniowie wyryli napisy informujące o swoich danych personalnych, wyroku, okresie, w którym byli więzieni, czy rodzinnej miejscowości. Niektóre napisy są wstrząsające, jak ten z aresztu przy ulicy Ogrodowej w Białymstoku. „Niechaj moje cierpienia i śmierć będą ostatnią ofiarą… Michał Radziwiłł 1945”. Mamy również na zdjęciach fragmenty muru więzienia w Białymstoku przy ul. Kopernika, w których tkwią pociski. Do więźniów strzelano tam prawdopodobnie podczas ich masowej ucieczki w roku 1945.

Efektem naszych prac nie będą oczywiście same fotografie. Będą również komentarze do zdjęć, fragmenty filmów, relacji świadków. Wiele zdjęć wymaga bowiem komentarza, jak np. zdjęcie celi aresztu UB w Sokółce. Na fotografii tego nie widać, a ta cela ma wysokość około 1,4 metra. Byłem w niej zaledwie 10 minut, robiąc zdjęcia, ale błogosławiłem chwilę, kiedy mogłem wyjść i wyprostować bolący kręgosłup. A proszę sobie wyobrazić, że więźniowie spędzali tam często wiele miesięcy.

Czy realizacja programu „Śladami zbrodni” wymaga wiele wysiłku?

– Praca polegająca na poszukiwaniu miejsc komunistycznych represji jest nieraz bardzo trudna. Niestety, mylą się ci, którzy myślą, że archiwa IPN są tak przepastne, iż wszystko tam można znaleźć. Tak nie jest. Często informacje dotyczące poszczególnych aresztów i innych miejsc są tak enigmatyczne, że nie możemy ich zlokalizować. Czasem jest to tylko nazwa ulicy, a czasem nie ma nawet i tego. Szukamy wtedy po omacku. Ponadto zbieramy zdjęcia archiwalne danych obiektów oraz analizujemy dawne dokumenty. Na przykład dokument mówiący o egzekucjach w więzieniu przy ul. Kopernika w Białymstoku bardzo nam pomógł w określeniu, w jaki sposób wykonywano tu wyroki. Czasami, tak jak w przypadku aresztu w Sokółce, wiemy, w którym budynku się mieścił, ale nie wiemy, czyj to był areszt.

Efekty Pana pracy, które poznaliśmy podczas konferencji prasowej w Białymstoku, wskazują, że nie traci Pan czasu.

– Bo tu nie ma czasu do stracenia. Projekt „Śladami zbrodni” staramy się realizować bardzo szybko, ponieważ wiele miejsc związanych z komunistycznymi represjami jest ciągle remontowanych, stare budynki są burzone, aby zrobić miejsce pod budowę nowych obiektów. Weźmy dla przykładu bardzo znany mieszkańcom Augustowa budynek, tzw. Dom Turka, czyli dawną miejscową katownię UB i miejsce przetrzymywania ofiar obławy augustowskiej. Dziś wewnątrz tego budynku nie ma już nic, co by nas mogło zainteresować. Wszystkie ślady zostały zatarte przez remonty. Niektóre budynki już w ogóle nie istnieją, zostały zburzone. Inny przykład to więzienie w Suwałkach, które obecnie jest gruntownie remontowane w celu zorganizowania tam centrum handlowego. Udało mi się na szczęście dotrzeć tam przed robotnikami i zrobić zdjęcia. Tak więc teraz mamy naprawdę ostatnią szansę, żeby udokumentować miejsca komunistycznych represji.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj