Traktat legalizuje związki homoseksualne

Z dr. Waldemarem Gontarskim, dyrektorem Centrum Ekspertyz Prawnych Zrzeszenia Prawników Polskich i redaktorem naczelnym „Gazety Sądowej”, rozmawia Mariusz Bober



Czy Pana zdaniem traktat reformujący UE w dotychczas znanej formie jest do przyjęcia?

– Ten traktat jest niebezpieczny z wielu powodów i należy o tym głośno mówić. Pierwszy z nich to ten, że w praktyce dokument ten legalizuje związki homoseksualne…

Jak to? Bezpośrednio?

– Karta Praw Podstawowych, która na podstawie traktatu też ma obowiązywać w Unii, stwierdza, że małżeństwo nie musi być związkiem mężczyzny i kobiety (art. 9 Karty: „Prawo do zawarcia małżeństwa i prawo do założenia rodziny są gwarantowane zgodnie z ustawami krajowymi regulującymi korzystanie z tych praw”). Domyślam się, że chodzi o usankcjonowanie sytuacji np. w Holandii, gdzie zalegalizowano związki homoseksualne pod nazwą „małżeństwo”.

Ale przecież art. 9 Karty odwołuje się do prawa krajowego?

– Przede wszystkim Karta, którą uznaje Unia, zmienia system wartości przyjęty dotąd w Europie. W ten sposób po raz pierwszy w historii Europy powstaje prawo, które jest niezgodne ze standardami naszej cywilizacji, w tym z prawem naturalnym i prawem zachowania gatunku ludzkiego. To wszystko robi się niestety po cichu, co w ostatnich latach stało się typowe dla UE. Już sam fakt, że Unia ostateczną wersję traktatu reformującego przedstawiła dopiero 5 października, czyli 2 tygodnie przed szczytem, przypomina niedawną historię z 2003 r., kiedy to również w ostatniej chwili przedstawiono ostateczną wersję naszego traktatu akcesyjnego. Teraz także po cichu Unia forsuje słynny art. 6 odrzuconej eurokonstytucji – o wyższości (pierwszeństwie) prawa unijnego nad krajowym. Gdy zapis ten został odrzucony wraz z projektem całej konstytucji unijnej, ukryto go w traktacie reformującym na końcu, w dołączonych do niego deklaracjach („Deklaracja odnosząca się do pierwszeństwa” – jest to Deklaracja nr 27). To przykład podstępnego forsowania prawa na siłę.

Czy tylko na podstawie art. 9 KPP Unia mogłaby forsować legalizację związków homoseksualnych?

– Nie tylko. Mogą być również wykorzystane zapisy o tzw. niedyskryminacji (art. 21 Karty zaczyna się od słów: „Dyskryminacja jest zabroniona, w szczególności z powodu płci…”). Na podstawie art. 9 w połączeniu z art. 21 i art. 52 (obowiązek gwarantowania praw zawartych w Karcie) homoseksualiści mogliby domagać się legalizacji swoich związków.

Czy unikniemy tego niebezpieczeństwa, jeśli – zgodnie z zapowiedziami polskich władz – zagwarantujemy sobie wyłączenie z zapisów Karty odnoszących się do kwestii moralnych?

– Można, ale w ten sposób nie unikniemy wprowadzenia precedensu na forum całej UE. Wówczas traktowanie u nas małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny będzie wyjątkiem, a zgoda na zawieranie związków homoseksualistów może się stać „regułą” obowiązującą w UE. Przepisy Karty tworzą nowy system wartości i jednocześnie gwarantują go prawnie.

W takim razie powtórzę pytanie: czy nasze władze powinny odrzucić traktat reformujący?

– Nie można tego projektu przyjąć jako obowiązującego w takiej postaci. Większość najważniejszych przepisów jest tam teraz schowanych w różnych miejscach. Myślę, że nawet wielu polityków europejskich, także polskich, nie zdaje sobie z tego sprawy, inaczej musiałbym ich podejrzewać o bardzo brzydkie rzeczy. Niestety, wielu polskich polityków nie chce widzieć lub nie widzi wielu zagrożeń wynikających z planów UE. Tak było także podczas ratyfikacji traktatu akcesyjnego zawierającego niekorzystne rozwiązania dla Polski. Gdy wówczas ostrzegałem przed jego postanowieniami polityków, tylko PSL chciał mnie słuchać, dlatego dziś kandyduję z jego listy warszawskiej do Sejmu.

Czy to wszystkie zagrożenia wynikające z traktatu reformującego?

– Niestety nie. Są tam też dwie deklaracje: 14 i 18, w sprawie pomocy dla gospodarki niemieckiej, ale tylko niemieckiej, co ma zrekompensować powojenny podział na Niemcy Zachodnie i Wschodnie. Dlaczego my nie możemy udzielić pomocy publicznej Stoczni Gdańskiej, bo zabrania nam tego prawo unijne, a Niemcy mogą udzielić wsparcia na modernizację gospodarki regionów byłej NRD i związanego z tym podziału Niemiec? Przecież gospodarka niemiecka jest silniejsza od naszej. Na początku traktatu reformującego jest zapis o solidarności, co brzmi jak ironia w odniesieniu do sytuacji finansowej Stoczni Gdańskiej, która jest przecież kolebką naszej „Solidarności”. Aż w dwóch deklaracjach traktatowych Niemcy zabezpieczyły swoje interesy gospodarcze. Ponadto w podobny sposób, jak wcześniej opisałem, w traktacie przemycono stanowisko ministra spraw zagranicznych UE. Jest minister, z tymi samymi kompetencjami co w eurokonstytucji, tylko stanowisko inaczej się nazywa. Ograniczono też kompetencje państw członkowskich na rzecz Unii, tak samo jak to wcześniej próbowano w eurokonstytucji.

Polskiego postulatu dotyczącego porozumienia z Joaniny nie uznaje Pan za priorytet?

– Moim zdaniem, wpisanie tego mechanizmu do deklaracji zapewnia możliwość korzystania z niego. Jest to jednak, według mnie, mniej ważna sprawa niż te, o których mówiłem.

A sprawa podziału głosów w Radzie UE?

– Unia coraz bardziej zmierza do zacieśniania władzy przez jej największe kraje. Nicea sankcjonowała „dyrektoriat” 6 państw: Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Hiszpanii i Polski. System podwójnej większości wyrzuca z tego grona Hiszpanię i Polskę. Pytanie – kogo później jeszcze Niemcy wyrzucą.

Co można zrobić?

– Trzeba pozyskiwać w krajach UE sojuszników do wprowadzania zmian w traktacie. Można do tego nakłonić nawet Niemcy, które krytykują nadmierne kompetencje Unii i domagają się respektowania zasady pomocniczości UE (subsydiarności), a nie nadrzędności wobec państw członkowskich.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj