Nie ma powodów, aby straszyć rolników

Mimo wysokich cen zbóż, owoców i innych produktów rolniczych ceny żywności nie powinny zbyt mocno wzrosnąć

Z posłem Krzysztofem Jurgielem (PiS), przewodniczącym sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, rozmawia Krzysztof Losz

Rolnicy są straszeni, że w tym roku opóźni się wypłata dopłat bezpośrednich. Czy takie niebezpieczeństwo jest rzeczywiście realne?

– Jest ryzyko, ale niewielkie i mam nadzieję, że tak jak w ubiegłym roku pierwsze dopłaty zostaną wysłane na konta rolników 1 grudnia.


Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa miała w ostatnich paru miesiącach kilku prezesów. Może więc ta karuzela stanowisk przyczynia się do dezorganizacji pracy i w efekcie dopłaty rzeczywiście będą opóźnione?


– To nie jest kwestia obsady stanowisk na szczytach Agencji. Przecież pracuje w niej aż osiem tysięcy ludzi, głównie w powiatowych biurach. To oni odpowiadają za obsługę rolników, przyjmowanie i ocenę wniosków, ich kontrolę. Jakość dokumentów przygotowanych przez rolników jest coraz lepsza, obsługa wniosków także się poprawiła. Przecież i rolnicy, i pracownicy Agencji już od kilku lat mieli okazję przećwiczyć w praktyce system dopłat i dlatego jestem spokojny o tę sprawę. Natomiast pewne niebezpieczeństwo związane jest z systemem informatycznym, bo szwankuje nieco przetwarzanie danych. Jeśli system nie zostanie usprawniony, to rzeczywiście mogą być kłopoty z terminową wypłatą pieniędzy. Ale minister rolnictwa Wojciech Mojzesowicz obiecuje, że znajdą się dodatkowe pieniądze dla informatyków, aby uniknąć tego niebezpieczeństwa. Na razie na pewno nie ma powodów, aby straszyć rolników.


Sztandarowym projektem obecnego rządu w dziedzinie rolnictwa miał być rozwój sektora biopaliw. Ale na razie trudno o tym rozwoju mówić, bo firmy twierdzą, że wytwarzanie biopaliw jest nieopłacalne i ta produkcja jest w efekcie niska…


– Na pewno nie wygląda to tak, jak byśmy chcieli. Mamy zastrzeżenia do realizacji programu promocji biopaliw, za który odpowiada Ministerstwo Gospodarki. Ta sprawa została zaniedbana. Sytuacja byłaby zapewne inna, gdyby został utrzymany system ulg podatkowych, jaki obowiązywał jeszcze w tamtym roku. Ale problemem jest nie tylko kwestia rozwijania produkcji biokomponentów na potrzeby rafinerii. Nie mniej ważne jest umożliwienie rolnikom wytwarzania biopaliw na własne potrzeby. Tutaj jednak działania fiskalne państwa idą w dobrym kierunku i rolnicy będą obciążani niższą akcyzą.

Ważne jest jednak i to, że utrzymały się wysokie ceny rzepaku. Myśmy się obawiali, że w tym roku z powodu wzrostu powierzchni zasiewów ceny skupu spadną, ale tak się nie stało. A w programie biopaliwowym chodziło właśnie także o zagwarantowanie rolnikom godziwej opłacalności produkcji. Mam nadzieję, że wszystkie przeszkody prawne zostaną pokonane i wkrótce także znacznie zwiększy się przemysłowa produkcja biopaliw.


Rolnicy liczą również na zwiększenie dopłat do paliw rolniczych. Czy te nadzieje zostaną spełnione?


– Myślę, że ta sprawa zostanie załatwiona. Dopłaty miałyby wzrosnąć z 45 do 95 groszy za litr paliwa. To będzie oznaczało dodatkowy koszt dla budżetu w wysokości 650 milionów złotych. Ale myślę, że warto te koszty ponieść, bo korzyści będą z tego znacznie większe.


Jakie to będą korzyści?


– Przede wszystkim poprawimy konkurencyjność naszego rolnictwa. Nasi producenci rolni dostają o wiele mniejsze dopłaty od zachodnich farmerów. Jeśli więc damy rolnikom większe dopłaty do paliwa, to spadną koszty produkcji artykułów żywnościowych. W efekcie za żywność mniej zapłacą także konsumenci w sklepach. Poza tym jeśli polska żywność będzie tańsza, łatwiej będzie ją eksportować.


Na rynku mamy w tej chwili wysokie ceny zbóż, które mogą jeszcze wzrosnąć. Bardzo drogie są też owoce. Zewsząd jesteśmy ostrzegani przed znaczącymi podwyżkami cen żywności, co ma nastąpić już jesienią. W jaki sposób można tym podwyżkom przeciwdziałać?


– Nie uważam, aby doszło do skokowego wzrostu cen żywności. Owszem, jakieś podwyżki będą, ale nie sądzę, aby zaciążyły one bardzo poważnie na finansach naszych rodzin. To prawda, że zboże jest drogie, ale już zbyt dużo nie zdrożeje. Wkrótce bowiem na europejski rynek trafi pszenica amerykańska, co znacznie osłabi presję na podnoszenie cen ziarna i tona pszenicy będzie w dłuższej perspektywie kosztować między 700 a 800 złotych, czyli mniej więcej tyle, ile teraz. Pamiętajmy też, że na przykład na cenę pieczywa wpływa nie tylko koszt zakupu zboża. Mąka to jedynie 15 procent tego, co płacimy za bochenek chleba w sklepie. Podobnie jest z innymi rodzajami żywności.


Z drugiej strony rosną ceny pasz, więc będzie też silny nacisk hodowców trzody chlewnej, bydła, drobiu na podnoszenie cen skupu przez ubojnie…


– Ale w tym przypadku pasze też nie mogą drożeć nie wiadomo do jakiego poziomu, gdyż w każdej chwili może ruszyć ich import i krajowi wytwórcy stracą rynek. Dlatego wzrost kosztów produkcji mięsa nie powinien być znaczący, choć na pewno opłacalność hodowli, zwłaszcza trzody chlewnej, jest dla rolników niezadowalająca.


Z cen skupu na pewno zadowoleni są za to właściciele gospodarstw mlecznych. Z tym, że akurat hodowcy bydła mlecznego narzekają na niską kwotę mleczną, jaką ma Polska, co utrudnia rozwijanie produkcji. Czy jest możliwe uzyskanie zgody Brukseli na zwiększenie krajowego limitu produkcji mleka?


– Musimy podjąć negocjacje w tej sprawie i wkrótce będzie ku temu doskonała okazja. W 2008 roku rozpocznie się przegląd Wspólnej Polityki Rolnej i wtedy poszczególne kraje członkowskie będą mogły zgłaszać swoje postulaty. My powinniśmy wówczas wystąpić m.in. o zwiększenie kwoty mlecznej. Nasza komisja przygotowuje projekt stanowiska w tej sprawie, które mógłby podjąć cały Sejm.


Postulaty można zgłaszać, ale jakie są szanse, że Komisja Europejska je przyjmie?


– Jak będziemy dobrze negocjować, to nie będzie z tym większych kłopotów. Musimy uruchomić naszą dyplomację, żeby szukała sojuszników wśród innych państw. Przecież niektóre kraje mają takie same kłopoty jak my. Tam także brakuje mleka. Jeśli wystąpimy wspólnie, będą większe szanse na osiągnięcie sukcesu.


A czy uda się uratować sektor cukrowniczy? Komisja Europejska nakazuje nam znaczne ograniczenie produkcji cukru. Zdaniem pesymistów, wkrótce ten przemysł może niemal zniknąć…


– Gdy jeszcze byłem ministrem rolnictwa [od października 2005 r. do maja 2006 r. – przyp. red.], Komisja ogłosiła plan redukcji produkcji cukru w krajach Unii. Już wtedy mówiłem, że jest on nie do zrealizowania i nie da się tak łatwo zmniejszyć produkcji cukru z 18 do 12 mln ton. Niestety, miałem rację i teraz Komisja Europejska zmusza administracyjnie poszczególne kraje do zamykania cukrowni i ograniczania produkcji. Mam jednak nadzieję, że w Polsce sektor cukrowniczy, istniejący tu od ponad 200 lat, nie zniknie i takie firmy, jak Polski Cukier będą istniały na rynku.


Wkrótce ma dojść do skrócenia kadencji Sejmu. Czy są jakieś ustawy, które zdaniem komisji rolnictwa powinny zostać jeszcze do tego czasu uchwalone?


– Na szczęście nam udało się przeprowadzić w Sejmie wszystkie potrzebne rolnikom ustawy. Choć przydałoby się na pewno uchwalenie poprawek do Ustawy o finansach publicznych, która ułatwiłaby wykorzystanie pieniędzy z unijnego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich.


Dziękuję za rozmowę.


drukuj