Reinkarnacje odrodzeniaków

Profesor Wojciech Sadurski jest swoistą ozdobą rodzaju ludzkiego. Może nie „umiłowaniem i słodyczą rodzaju ludzkiego”, jak historyk Swetoniusz napisał o cesarzu Tytusie. Swetoniusz, nawiasem mówiąc, musiał mieć odwagę desperata, bo cesarz Tytus to ten sam, który zburzył świątynię jerozolimską i zabrał stamtąd złotą menorę, która do dzisiaj widnieje na rzymskim łuku Tytusa. Ciekawe, że jakaś organizacja żydowska zażądała niedawno zwrotu tej menory od… Watykanu! Dzisiaj żaden Swetoniusz Trankwillus nie odważyłby się obdarzyć Tytusa takimi komplementami z obawy przed Moniką Olejnik, która obok innej gwiazdy polskiej żurnalistyki może uchodzić za dowód prawdziwości teorii reinkarnacji. Czyż nie przypomina ona do złudzenia Wandy Odolskiej, upiornej „stalinówy”, której głos wywoływał ciarki nie tylko na skórze słuchaczy Polskiego Radia, ale wszystkich ówczesnych dygnitarzy? Kogo bowiem Odolska wskazała nieubłaganym palcem, ten stawał się żywym, a potem często zwykłym trupem. Odolska zmarła naturalną śmiercią w 1972 roku i zaraz na arenie medialnej pojawiły się jej liczne wcielenia – męskie i żeńskie – co z jednej strony mogło dowodzić jej wielkiej żywotności, ale z drugiej – wyraźnego nieukontentowania dotychczasowymi wcieleniami. Ta sytuacja zmieniła się dopiero z początkiem lat 80., kiedy to z radiowej anteny zabrzmiał stanowczy głos młodej absolwentki zootechniki. To była właśnie Monika Olejnik, do której dzisiaj najważniejsi dygnitarze potulnie drepczą na przesłuchania. Za Stalina jednak ich doprowadzano, więc postęp jest! Można powiedzieć, że z takiego wcielenia Wanda Odolska niewątpliwie jest zadowolona, oczywiście pod warunkiem, że teoria reinkarnacji byłaby prawdziwa.

Swetoniusz za swą psotę z pewnością zostałby oskarżony o antysemityzm, który Monika Olejnik zwalcza podobnie jak Wanda Odolska „wroga klasowego”. Już z własnego doświadczenia musi ona wiedzieć, z której strony dzisiaj wiatr wieje, a cóż dopiero gdy w jej cielesnej powłoce może siedzieć duch Wandy Odolskiej? Wielki Brat patrzy i notuje: kogo najbardziej zasmuciło postanowienie toruńskiej prokuratury w sprawie „taśm o. Rydzyka” i czyją paszczę najdłużej ściskał trismus. Monika Olejnik z pewnością nie da się w takich sprawach nikomu wyprzedzić.

Ale mniejsza o cesarza Tytusa – czy był „umiłowaniem i słodyczą rodzaju ludzkiego”, czy dzisiejsza ludzkość powinna upodobać sobie inne delikatesy, bo tak naprawdę chodzi przecież o profesora Wojciecha Sadurskiego, również ozdobę rodzaju ludzkiego – tyle że swoistą. Twierdzi on, że jest liberałem, w czym przypomina bohatera poematu Janusza Szpotańskiego („zgoda, ja mogę być leberał, tylko wy o tem mnie powiedzcie!”), ale większość poglądów uważa za „niedopuszczalne” – w czym oczywiście bliski jest totalniakom. W dodatku Kanadyjska Fundacja Dziedzictwa Polsko-Żydowskiego awansowała go na „liberalnego filozofa”. Słowem – rodzaj współczesnego człowieka renesansu, więc nic dziwnego, że urzęduje w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji kształcącym europejsów. Wspominam o tych szczegółach, bo prof. Sadurski, ganiąc prof. Legutkę, jednocześnie go pochwalił za to, iż jest lepszy od „rodziny Giertychów”. Może to oznaczać, że w środowisku europejsów zaczyna dominować tendencja do penetrowania powiązań rodzinnych. Może to być zarówno wstępem do budowania nowej arystokracji, jak i przywrócenia zasady zbiorowej odpowiedzialności.

Stanisław Michalkiewicz
drukuj