Zamienił stryjek…
Jeżeli naruszą moje ustawy i nie będą pełnili moich rozkazów, ukarzę rózgą ich przewinienia, a winę ich biczami. (Ps 89, 32)
Nominacja Joanny Kluzik-Rostkowskiej na minister pracy i polityki społecznej to zgoła najbardziej przemyślana decyzja personalna w obecnym rządzie. Wielkie zasługi wniosła już pani minister, pełniąc kolejne zaszczytne funkcje w naszym państwie jako rzecznik równego statusu kobiet i mężczyzn w Warszawie, a potem jako wiceminister w resorcie, którym obecnie kieruje – gdzie szefowała Departamentowi ds. Kobiet, Rodziny i Przeciwdziałania Dyskryminacji Kobiet, dopóki nie została, na krótko, przeniesiona do Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. Sposób działania pani minister w widoczny sposób pokrywa się z głoszonymi przez nią rewelacjami: „Nie mamy żadnej nowej wiedzy, która pozwoliłaby zweryfikować przekonania o początkach życia”, „Jestem absolutną przeciwniczką zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej”, „Na szczęście mamy internet, nie da się przed młodzieżą ukryć, że istnieje prezerwatywa i antykoncepcja farmakologiczna”, „Do rządu weszłam z dość mocną pozycją i niejedna osoba wchodząca w świat polityki chciałaby wejść z takim przytupem, z jakim mnie się udało” etc., etc., etc?
Departament w MPiPS, którym kierowała Kluzik-Rostkowska, deklarował przeprowadzenie akcji informacyjno-edukacyjnej zwalczającej stereotypy w postrzeganiu ról kobiecych i męskich poprzez promowanie partnerskiego modelu rodziny. Z poczuciem dobrze wypełnionego zadania raportował, że w Polsce już 65 proc. kobiet stosuje antykoncepcję. Można by długo wyliczać quasi-zasługi dla podtrzymania „nowoczesnej myśli europejskiej” w wykonaniu pani minister, ale nie o to przecież chodzi, co było, a bardziej o to, co będzie.
A odmiana byłaby tak pożądana. Czy jednak można na nią liczyć, skoro w Polsce – jak widać – nie ma nikogo, kto lepiej znałby się na tematyce rodziny, jej naturalnego planowania, kto miałby większą, wyzwoloną ze stereotypów wiedzę na temat początków życia człowieka, antykoncepcji, wychowania (przez internet?!) i innych ważkich zagadnień i problemów, z jakimi w resorcie pracy i polityki społecznej trzeba się zmierzyć.
Zdumiewa, że Joanna Kluzik-Rostkowska tę nominację jednak przyjęła. Dowód pewności siebie czy pobudki patriotyczne? Jeśli te ostatnie, to wszyscy powinniśmy wyrazić jej naszą ogromną wdzięczność, że zechciała ratować wizerunek polskiego rządu (w czyich oczach?). Jednak to pewnie ani jedno, ani drugie, a czysta matematyka. Może ktoś oszacował, jakie preferencje w kwestiach fundamentalnych przeważają wśród pewnej części opinii publicznej. Jeśli Polacy chcą aborcji, wolnych związków, antykoncepcji itp., to należy im to dać. Nie wychowywać, nie mówić prawdy, chociaż czasem gorzka, ale liczyć na poparcie jak najszerszej grupy społecznej, przecież wybory tuż-tuż. Logika stara jak świat i… jak polityka, lecz chyba nie ta, którą można nazwać troską o dobro wspólne.
Tematów ważnych w Polsce do podjęcia wiele, ale jak można w atmosferze ciągłych zmian i kłótni cokolwiek przeprowadzić do końca? Czy możliwe jest nie złamać nadłamanej trzciny i nie zdmuchnąć tlącego się kaganka? Możliwe, ale trzeba chcieć i móc, i widzieć każdego – nie większość.
