Przedwyborcze rady

Nie tylko decyzje partyjnych liderów, ale nade wszystko coraz bardziej podniosły ton wypowiedzi niektórych „zawodowych” polityków zwiastuje nadchodzące wybory. Już słyszymy o tych, którzy „się sprawdzili”, i o własnym, ponadprzeciętnym umiłowaniu Ojczyzny. Ale jej autentyczna miłość wzdryga się przed takimi słownymi deklaracjami w czasie wyborów, bo także i o tej miłości decydują tylko czyny. Wśród tych czynów może być też ustawienie własnej osoby z boku i danie innym możliwości działania. Takie wspaniałe fakty z dziejów Polski odnotowuje niezrównany mistrz jej głębokiego przedstawiania, czyli – niestety wciąż jeszcze w cieniu – Feliks Koneczny.

Ale tych najlepszych w roztropności osobistej i politycznej rozpoznajemy zawsze po gotowości słuchania głosu innych, co nie znaczy, że do tego głosu ślepo dostosowują swoje decyzje. Zauważył to już Sokrates, niewątpliwy wzór roztropności w świecie przedchrześcijańskim. Ośmiela to zatem do przedstawiania swoich niepokojów tym, którzy zechcą już wkrótce zadeklarować swoją odpowiedzialność za losy Ojczyzny.

Jedna sprawa zdaje mi się u nas wręcz jeszcze nieruszona – a byłaby ona nie do pomyślenia w Atenach epoki klasycznej – mimo że w ten sposób skazuje się bezbronnego obywatela na brutalną i wyrafinowaną przemoc. Oto jeden przykład. Parę tygodni temu do skrzynek pocztowych na mojej ulicy powrzucano egzemplarze miejscowego „Kuriera Lubelskiego” z kolorowym telewizyjnym dodatkiem. Nie jakiś zatem anonim, ale wydrukowany egzemplarz gazety podpisany przez jakieś dyżurne damy z redakcji. Co to za damy i czym się ta redakcja także zajmuje, najlepiej chyba mówi oferta zamieszczona na tylnej stronie okładki. Otrzymaliśmy zatem bez własnych chęci niezwykle drastyczną, ilustrowaną – z listkami figowymi pokazującymi doskonale to, co ukryte – ofertę prostytutek i handlarzy pornografii z wyjaśniającym szczegóły komentarzem. Ofertę zatem poniżej ludzkiej godności, narzuconą w biały dzień, w okolicach rodzinnego obiadu, w prywatnej skrzynce pocztowej, z podpisami medialnych nadawców. Z racji soboty nie udało mi się dodzwonić do „redakcji”, aby wyręczyć odpowiednie władze państwowe od ich obowiązku chronienia zwykłego obywatela przed najzwyczajniejszą przemocą. Nawet Arystyp z Cyreny – starożytny akurat antybohater moralności seksualnej – miał powiedzieć, że tylko swoim wrogom życzy, aby ich dzieci były rozpustne. Tu tymczasem swoim własnym obywatelom władza państwa zgadza się – nie protestując – narzucać prawdziwie kanibalną ofertę, posługując się trafnym porównaniem Immanuela Kanta. Czyżby nasza władza sobie życzyła, aby obywatele byli rozpustni? Czyżby nasza władza życzyła sobie, aby nasze dzieci były rozpustne? Któż bowiem mógłby się domyślać, wręczając klucz do skrzynki pocztowej swoim dzieciom, że pomiędzy „Źródłem” a Kategorycznym Wezwaniem do Stawienia się w Bardzo Ważnym Miejscu leżeć może zapakowana w miejscowy „Kurier Lubelski” oferta medialnych sutenerów?

Ktokolwiek kupczył ciałem wolnego obywatela Aten winien był również śmierci wedle prawa przypisywanego w klasycznej Grecji Solonowi. Podobny zakaz mamy i w naszym prawie. Jakoś jednak sprawia nam kłopot dostrzeżenie, że pośrednictwem w takim handlu trudnią się u nas w biały dzień także niektóre media. Być może usłyszę na te skargi receptę, że jak się ma ręce i nogi, niedostatek obowiązków zawodowych, dużo życia przed sobą, to trzeba się zabrać do pisania listów ze skargami i czekać cierpliwie na odpowiedź. Jeśli jednak jeszcze musimy wyręczać w tej sprawie nasze władze, zajęte widać jakimiś bardzo ważnymi obowiązkami – np. ścigania uczniów pirackim oprogramowaniem – to widać, że jeszcze nie zadbaliśmy o właściwą hierarchię spraw w państwie i trzeba jakiegoś przegrupowania – najpierw mentalności politycznej.

Marek Czachorowski
drukuj