Świadectwo Katarzyny
Jesteśmy małżeństwem od 10 lat. Mamy 8-letniego syna. Adaś bardzo pragnął rodzeństwa, my z mężem również chcieliśmy kolejnego dziecka. Okazało się jednak, że to nie takie proste.
Rozpoczęłam leczenie, które trwało kilka lat, opłakując każde niepowodzenie. Przeszłam szereg badań, w tym laparoskopię, która wykazała, że mam tylko 50 proc. szans na drugie dziecko. Byłam załamana. Dziękowałam jednak Bogu za synka, którym mnie obdarzył, ale serce mi pękało, jak patrzyłam na Adasia, który bardzo lgnął do dzieci. Ciągle mnie pytał: „Czemu mi Bozia nie dała rodzeństwa?”. Mówiłam, żeby się gorąco modlił, a Pan Bóg na pewno go wysłucha. Ja przyjmowałam lekarstwa, robiłam wszystko, co w mojej ludzkiej mocy, aby jeszcze raz dostąpić tego szczęścia.
W 2005 r. pojawiła się nadzieja, ale nawet nie zaczęliśmy się cieszyć, gdyż od razu powiedziano nam, że są niewielkie szanse na utrzymanie tej ciąży. Przez dwa tygodnie lekarze w szpitalu walczyli o dziecko. Bardzo się modliłam i ufałam, że wszystko zakończy się pomyślnie. Jednak dobry Bóg zechciał mnie doświadczyć i 5 września usłyszałam wyrok: „Nie ma tętna płodu – ciąża obumarła i trzeba wywołać poronienie”. I tak powoli w bólu traciłam moje szczęście – moje dzieciątko umarło, zanim jeszcze przyszło na świat (w 9. tygodniu). Już na zawsze pozostanie w moim sercu pustka i ból po tej ogromnej stracie. Mimo to nie ustałam w modlitwie, kontynuowałam leczenie i żarliwie prosiłam Boga o potomstwo, ufałam, że Pan mnie wysłucha i że tym razem wszystko będzie dobrze. Bliscy wspierali mnie i modlili się w mojej intencji. Jestem im ogromnie wdzięczna za tę modlitwę. Wiedziałam, że moją jedyną nadzieją jest Pan i w Nim pokładałam swą ufność.
Pewnego dnia dostałam od cioci artykuł z „Naszego Dziennika” o problemach podobnych do mojego. Było tam opisane świadectwo matki, która przez cudowne wstawiennictwo św. Dominika doczekała się upragnionego potomstwa. Natychmiast napisałam do Sióstr Dominikanek, prosząc o modlitwę i pasek św. Dominika. Bardzo szybko dostałam odpowiedź. Od razu przewiązałam się paskiem i codziennie zaczęłam odmawiać modlitwę. W liście poinformowano mnie, iż przez 8 dni odprawiają się Msze św. w intencjach osób polecających się św. ojcu Dominikowi. I stał się cud: 9. dnia dowiedziałam się, że jestem w stanie błogosławionym. Ze łzami w oczach padłam na kolana i dziękowałam św. ojcu Dominikowi za ten wielki cud, jaki Pan mi uczynił za jego wstawiennictwem. I choć bałam się o każdy kolejny dzień, to z ufnością odmawiałam modlitwę, powierzając jego opiece siebie i moje maleństwo.
Czułam się źle, ciągle miałam jakieś bóle, musiałam dużo leżeć, ale dzięki Bogu z dzieckiem wszystko było dobrze. Zaufałam Panu, a On mnie wysłuchał. Urodziłam ślicznego, zdrowego chłopczyka. Kamilek przyszedł na świat 21 kwietnia 2007 r., ważył 3300 g i dostał 10 punktów. Gdy usłyszałam jego pierwszy krzyk i zobaczyłam go, nie mogłam ze wzruszenia powstrzymać łez. Nie ma chyba takich słów, którymi dałoby się opisać, co wtedy czułam, tak długo na niego czekałam – wszyscy czekaliśmy. Teraz dziękujemy Bogu, że obdarzył nas tak wielką łaską.
Gdy pisałam do sióstr, byłam pełna wiary, że i ja będę mogła dać swoje świadectwo w „Naszym Dzienniku”. I oto spełniam obietnicę daną Panu Bogu i św. Dominikowi. Jestem pewna, że to dzięki modlitwie i wstawiennictwu św. ojca Dominika doczekałam kolejnego dziecka. Cieszę się, że nie zwątpiłam nawet wtedy, gdy Pan mnie doświadczył. Niech Bogu Najwyższemu będą dzięki za ten wielki dar.
