Dlaczego upadła koalicja

Podczas sobotniej konferencji prasowej odbywającej się po zakończonych właśnie obradach Rady Politycznej PiS premier Jarosław Kaczyński ogłosił prawdopodobny termin wcześniejszych wyborów do parlamentu – 21 października 2007 roku. Na ile wybory są pewne? – Jesteśmy już bardzo blisko tej sytuacji – odpowiedział dziennikarzom premier.

Miałby to być – według niego – właściwie nie polityczny wybór, ale plebiscyt, w którym Polacy odpowiedzą na pytanie: jakiej Polski chcą? Czy takiej, w której obywatel będzie obiektem opieki i troski ze strony państwa, czy przeciwnie – chcą Polski, gdzie panować będzie prawo silniejszego, który na przykład bezkarnie bije na ulicy słabą staruszkę?

Cóż, trzeba przyznać, że pomysł przeprowadzenia plebiscytu na temat tego, czy chcemy, czy nie chcemy budować od października Polskę solidarną w koalicji z Platformą Obywatelską, brzmi w ustach Jarosława Kaczyńskiego, delikatnie mówiąc, mało wiarygodnie. Bo chyba nikt już nie ma dziś złudzeń, że w kwestii przyspieszonych wyborów ostateczna decyzja zapadła w piątek na spotkaniu prezydenta z Donaldem Tuskiem. Rozmowa trwała długo, domyślamy się, że nie była łatwa. Jednak obaj politycy wyszli z niej uśmiechnięci i nadzwyczaj zadowoleni. Świadczyć to może niestety tylko o jednym – co zresztą chwilę potem przed kamerami potwierdził Jan Rokita – żadnej komisji śledczej w sprawie CBA przed wyborami nie będzie. Za to wybory tak, i to jak najprędzej. We mgle rozpływają się gdzieś nagle konflikty wewnątrz PiS, kłopoty z Państwową Komisją Wyborczą dotyczące ubiegłorocznych rozliczeń, strajki lekarzy i nauczycieli… Transakcja została zawarta, podczas kampanii wyborczej nikt nie będzie znał prawdy, w związku z czym elektorat łatwiej uwierzy kolejnym przedwyborczym obietnicom. Gdyby ktoś jednak miał jeszcze wątpliwości, o co istotnie chodzi i dlaczego wybory muszą odbyć się właśnie teraz, niechaj uważnie przeanalizuje wypowiedź posła Andrzeja Suskiego z PiS, który powiedział: „Zwycięstwo Bóg dał PiS-owi, a diabeł koalicjantów”. Dlaczego jednak właśnie ci koalicjanci są aż tak niewygodni, że należy się ich pozbyć, organizując w ubogim kraju kosztowne wybory? Zmiana koalicyjnego partnera wszak jest możliwa i w obecnym parlamencie. Tylko że dawni koalicjanci owszem są niewygodni, i to nawet bardzo, nie tylko dla Prawa i Sprawiedliwości. Zajmują przecież nieprzejednane stanowisko w sprawie tarczy antyrakietowej, obecności polskich wojsk na Bliskim Wschodzie, no i oczywiście w kwestii traktatu reformującego Unii Europejskiej, którego za żadną cenę nie chcą podpisać. No i jest problem. Bowiem jak teraz wytłumaczyć wyborcom, że rzeczywiście chodzi wyłącznie o afery w Samoobronie? Przecież chyba prezydent i premier nie mają zamiaru twierdzić, że antidotum na afery korupcyjne w Polsce jest rząd pod kierownictwem Donalda Tuska! Lekarstwo w tym przypadku mogłoby być wszak gorsze od samej choroby. Platforma ma zawsze znakomitą receptę na naprawę państwa – prywatyzować, sprzedawać i coraz mocniej zacieśniać sojusz z Europą. Gdzie tu tylko jest program solidarnej IV RP, który można by było z powodzeniem dalej realizować przy pomocy dopiero co upadłej na skutek intryg koalicji? A może wcale nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale by gonić go, unikając tym samym odpowiedzialności za wszystko, co się w najbliższych latach będzie działo z Polską?

Agata Gardas


drukuj