Vademecum apostoła
Gdy bliska osoba wyrusza w daleką podróż, zwykle mamy jej do przekazania wiele rad. Są one wyrazem naszej troski i życzliwości. Podobnie postępuje Jezus, wyprawiając swoich 72 uczniów, aby głosili Jego naukę, udziela im ostatnich pouczeń, które moglibyśmy określić jako swoiste „vademecum apostoła”.
Jezus zdaje sobie sprawę, że głoszenie Ewangelii to poważna sprawa. Nie jest to niedzielna wycieczka, lecz podróż owiec między wilki. Nie obiecuje też uczniom efektownych i łatwych zwycięstw. Fakt powierzenia misji nie jest gwarancją sukcesu. Porażka i odrzucenie są w tę misję wkalkulowane – świadczą o tym słowa: „jeśli was nie przyjmą”.
Trudno jest siać, gdy nie widzi się owoców. Ludzka natura jest niecierpliwa, chciałaby je mieć od razu – a tymczasem nieraz trzeba na nie długo poczekać. Nie dziwi radość uczniów z powodzenia misji, z władzy, jaką otrzymali nad złymi duchami. Jednak Jezus cierpliwie i mądrze kieruje ich wzrok wyżej. Wie, że ta motywacja może nie wystarczyć w przypadku niepowodzenia i odrzucenia. Przypomina więc, że Pan Bóg ma swoje własne kryteria oceny ludzkich działań i intencji. Tylko On jest w stanie ogarnąć całość ludzkich dziejów – ten skomplikowany łańcuch wzajemnych powiązań między faktami: skutków, przyczyn i zależności. Dlatego też podstawą misji ucznia jest zaufanie, a główna treść przepowiadania streszcza się w jednym zdaniu mówiącym o bliskości Bożego królestwa. Uczniowie mają być tego świadkami – a zatem idą po dwóch. Według Prawa Mojżesza, aby złożone świadectwo było wiarygodne, musiało być potwierdzone przez dwóch świadków.
To zaufanie obejmuje także pozornie ograniczone możliwości i środki. Brak „zaplecza materialnego” wcale nie jest przeszkodą w głoszeniu Ewangelii. Dużo bardziej niebezpieczna jest sytuacja, gdy środki są przebogate, a brakuje treści – a raczej treść przepowiadania staje się rozmytym powtarzaniem czegoś, o czym wprawdzie się słyszało, ale samemu się tym nie żyje. Takie świadectwo traci autentyczność, a mówiący je – wiarygodność. Z codziennego doświadczenia wiemy, że raczej z przymrużeniem oka traktujemy opowieści, jak to znajomy znajomego zna takich, którzy słyszeli, że…
Chrześcijanin musi być świadkiem – a raczej: musimy być świadkami. Słowa Jezusa zobowiązujące do głoszenia Ewangelii są ponadczasowe, obejmują także nas. Mamy mówić o rzeczach, których Bóg dokonał i dokonuje w naszym życiu. Aby głosić Dobrą Nowinę, nie musimy wdrapywać się na ambonę lub pojawiać na ekranach. Nie musimy też szukać licznego grona słuchaczy. Mamy po prostu wykorzystywać wszelkie sytuacje do czynienia dobra – nawet jeśli będzie to tak drobny gest, jak podanie szklanki wody, przepuszczenie w drzwiach czy życzliwy uśmiech i słowo. Do tego naprawdę nie trzeba wielkich środków ani zaplecza. I choć może wyda się to nam mało efektowne, to jednak każdy taki czyn będzie zapisaniem naszego imienia w niebie. O tym powinniśmy pamiętać i z tego się cieszyć.
