Zachęcić Polaków do powrotu

Rośnie liczba wniosków o kredyty hipoteczne, w których deklaruje się dochody z zagranicy. Oznacza to, że Polacy pracujący za granicą chcą kupować nieruchomości w Polsce. Branie takiego kredytu, którego spłata rozłożona jest na 20 lat, może wskazywać na wiązanie się z krajem – przygotowanie miejsca powrotu. Byłoby dla nas gorzej, jeśli emigranci zaczęliby inwestować w nieruchomości za granicą, np. w Londynie, Dublinie czy Amsterdamie. Wtedy stracilibyśmy ich bezpowrotnie

Z dr. Maciejem Duszczykiem z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Jacek Dytkowski

Wiadomo, jaka jest skala emigracji zarobkowej Polaków do innych krajów Unii Europejskiej?

– Trudno ocenić, jaki jest naprawdę rozmiar tego zjawiska. W 2006 r. na rynkach pracy wszystkich państw członkowskich UE było zatrudnionych około 900-950 tys. Polaków. Natomiast w 2005 r. pracowało ich nieco mniej – bo około 850 tysięcy. Należy jednak pamiętać, że powyższych danych nie można sumować. Bardzo często bowiem ludzie podejmujący pracę w Niemczech w 2005 r. czynili to samo w roku następnym. Możemy zatem tylko skupić naszą uwagę na tym, czy tendencja migracji zarobkowej wzrosła, czy nie wzrosła. Obecnie da się stwierdzić, że faktycznie ona rośnie, ale w bardzo niewielkim zakresie. Nasze szacunki opierają się na podstawie szacunków państw przyjmujących polskich pracowników oraz ankiet przeprowadzanych wśród Polaków w różnych państwach członkowskich UE, które dotyczą np. tego, jak oni oceniają swoją przyszłość na tamtych rynkach pracy. Z naszych badań wynika, że w 2007 r. ta liczba po raz pierwszy od pięciu lat spadnie.


Czy wyjeżdżający do pracy za granicę Polacy mogą w końcu zdecydować się na powrót?


– Oczywiście. Moja opinia na ten temat wynika z wykonanej przeze mnie ekspertyzy, opierającej się na doświadczeniach pięciu państw przystępujących w swoim czasie do UE. Wziąłem pod uwagę: Włochy, Grecję, Irlandię, Portugalię i Hiszpanię, które miały dość sporą emigrację zarobkową. Obywatele tych krajów podejmowali pracę w innych państwach członkowskich UE. Próbowałem dociec istnienia jakiejś korelacji między wszystkimi tymi krajami, czy np. można z nich wysnuć jakieś wnioski dla Polski. Na podstawie ruchów migracyjnych w przeszłości oraz badań socjologicznych prowadzonych w tych państwach, dotyczących m.in. deklaracji osób określających długość planowanych wyjazdów, wyliczyłem czas rozpoczęcia powrotnych fal migracyjnych. W dużym uproszczeniu można stwierdzić, iż następuje to po pięciu latach od momentu przystąpienia państwa do UE. Oczywiście, różnie to przebiegało w poszczególnych krajach, np. w Hiszpanii szybciej, a w Irlandii później, ponieważ jeszcze w połowie lat osiemdziesiątych miała ona duże problemy gospodarcze. Można jednak powiedzieć, że średnia migracji powrotnych dla tych państw mieści się w granicach 4-6 lat. Jeżeli sytuacja naszych obywateli będzie rozwijała się podobnie jak w przypadku tych pięciu krajów, to powrotną falę emigrantów powinniśmy odczuć za 2-3 lata.


Jaki wpływ może mieć migracja zarobkowa na kondycję naszego państwa?


– Będę mógł odpowiedzieć na to pytanie, gdy nastąpią migracje powrotne. Obecnie na ten temat można powiedzieć bardzo niewiele. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że Polacy wyjeżdżają, by poprawić swoje warunki życiowe. Jeżeli transferują oni dochody dla swoich rodzin w kraju lub inwestują np. w mieszkania – jest to proces pozytywny dla naszej gospodarki. Jeśli natomiast wyjeżdżają, by poprawić warunki tylko dla siebie, mówiąc: „ja tam zostaję, bo tam jest lepiej” – mamy do czynienia ze zjawiskiem negatywnym dla Polski. Analizy tzw. migracyjnych strumieni finansowych wskazują na szczęście, że zdecydowana większość Polaków pracujących za granicą transferuje swoje środki finansowe do kraju. Ostatnio mamy interesujące dane na temat rosnącej liczby wniosków o kredyty hipoteczne, w których deklaruje się dochody z zagranicy. Oznacza to, że Polacy pracujący za granicą chcą kupować nieruchomości w Polsce. Branie takiego kredytu, którego spłata rozłożona jest na 20 lat, może wskazywać na wiązanie się z krajem – przygotowanie miejsca powrotu. Byłoby dla nas gorzej, jeśli emigranci zaczęliby inwestować w nieruchomości za granicą, np. w Londynie, Dublinie czy Amsterdamie. Wtedy stracilibyśmy ich bezpowrotnie. Osobiście niepokoiłaby mnie zwiększająca się znacząco liczba dzieci polskich w przedszkolach zagranicznych. Wprawdzie rośnie ona stosunkowo powoli, ale wiemy również, iż dotychczas zdecydowana mniejszość emigrantów zabrała ze sobą swoje pociechy. Myślę, że obecnie stoimy wobec wielkiej niewiadomej: czy oni powrócą, czy zostaną. Moja rekomendacja do rządu polskiego wobec zaistniałej sytuacji była taka, by poświęcono tej kwestii więcej uwagi. Można np. publikować w prasie polskiej w Wielkiej Brytanii lub Irlandii informacje mówiące o dobrze rozwijającej się Polsce, o naszym wzroście gospodarczym, malejącym bezrobociu, rosnących zarobkach itd. Tym sposobem ludzie ci zaczną postrzegać nasz kraj jako miejsce powrotu. Druga istotna sprawa dotyczy faktu, że polscy emigranci pracują przeważnie poniżej swoich kwalifikacji zawodowych. Jeśli umożliwimy im robienie w Polsce kariery zgodnej z ich wykształceniem, będzie to dodatkowy bodziec do powrotu.


Dziękuję za rozmowę.

drukuj