Były błędy przy komunalizacji
Eurodeputowana Urszula Krupa zabiega o stwierdzenie nieważności decyzji byłego wojewody łódzkiego w sprawie komunalizacji obiektu, w którym
znajdował się likwidowany szpital im. Korczaka
Komunalizacja obiektu, w którym znajdował się szpital im. Korczaka w Łodzi, była niezgodna z prawem – to wnioski, do jakich doszła eurodeputowana Urszula Krupa po przeanalizowaniu wszystkich dokumentów i konsultacji z prawnikami. W 2005 r., w ostatnich dniach swojego urzędowania, należący do Skarbu Państwa teren wraz z zabytkowymi budynkami przekazał wojewoda Stefan Krajewski urzędowi marszałkowskiemu, którym zarządzali jego koledzy z SLD. W tej sprawie Urszula Krupa skierowała wczoraj pismo do wojewody łódzkiego – z prośbą o stwierdzenie nieważności decyzji poprzednika. Tymczasem przeniesiony trzy tygodnie temu do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Kopernika oddział chirurgii dziecięcej świeci pustkami.
– W związku z niepokojącymi informacjami, w ostatnim czasie przekazywanymi m.in. przez „Nasz Dziennik” oraz pracowników szpitala im. Korczaka, dotyczącymi prowadzonego przez łódzką prokuraturę śledztwa w sprawie nieprawidłowości w szpitalu im. Kopernika, w skład którego wchodzi szpital im. Korczaka, można przypuszczać, że oświadczenie największego w województwie ośrodka onkologicznego, jakim jest Kopernik, iż jednostka nie posiada obciążeń na nieruchomości z tytułu hipoteki i zastawów powstałych po dniu 31 grudnia 1998 r., może mijać się z prawdą – powiedziała nam dr Urszula Krupa. Wczoraj zwróciła się do wojewody o wyjaśnienie całej sprawy i anulowanie decyzji jego SLD-owskiego poprzednika. Zdaniem eurodeputowanej, może wydawać się dziwne, że prywatni właściciele działek sąsiadujących z 3-hektarową działką szpitala im. Korczaka nie wysunęli roszczeń do gruntów położnych w granicach placówki, gdyż te zostały zaspokojone finansowo przez osoby prywatne niezwiązane zupełnie z Urzędem Marszałkowskim w Łodzi oraz dyrekcją szpitala. Z kim są zatem powiązane? Sprawę, zdaniem Urszuli Krupy, powinna wyjaśnić także prokuratura. Jest zatem wiele okoliczności, które sprawiają, że nieważność komunalizacji może stwierdzić obecny wojewoda z PiS Helena Pietraszkiewicz.
– Po pierwsze, komunalizacja obiektu nastąpiła w trakcie likwidacji placówki – tłumaczy nam mecenas Maria Stangierska, która doszła do podobnego wniosku jak eurodeputowana Urszula Krupa . – Tu pojawia się pytanie – po co? I dlaczego w takim razie 3 hektarową działkę z zabytkowymi pawilonami wojewoda Krajewski przekazał za darmo? – pyta. W sytuacji, gdy organ założycielski, jakim dla Korczaka jest urząd marszałkowski, rezygnuje z prowadzenia w dotychczasowych budynkach działalności – teren wraz z budynkami powinien wrócić do Skarbu Państwa, a następnie do miasta Łodzi, dla którego – z przeznaczeniem dla biednych dzieci – został sto lat temu wybudowany i wyposażony szpital pediatryczny. Do chwili przejęcia na własność przez Skarb Państwa szpital był własnością Łódzkiego Chrześcijańskiego Towarzystwa Dobroczynności (niedawno reaktywowanego), po przekazaniu go w roku 1910 w formie darowizny aktem notarialnym przez fundatorów i budowniczych – czołowych fabrykantów Łodzi, głównie małżonków Herbstów. Dar obwarowany został zawartym w akcie notarialnym zastrzeżeniem, że szpital ma służyć biednym dzieciom Łodzi „po wsze czasy”. Stąd, według Krupy, sprawa wymaga rzetelnej analizy historycznej i odpowiedzi na pytanie: czy podjęta decyzja nie narusza praw spadkobierców? Obecnie mienie należy do urzędu marszałkowskiego i przygotowywana jest koncepcja nowego zagospodarowania terenu. Jak usłyszeliśmy niedawno w biurze prasowym urzędu – być może powstaną tam biura.
– Po drugie, wraz z przewłaszczeniem obiektu przez urząd marszałkowski zmienione zostały zapisy w księgach notarialnych – tłumaczy Urszula Krupa. Chodzi o oznaczenie numeru działki. – Jego zmiana nastąpiła w sposób budzący wątpliwości – ujawnia eurodeputowana. Urszula Krupa ma nadzieję, że Helena Pietraszkiewicz, wojewoda z PiS, uchyli decyzję poprzednika.
Radni nie znali prawdy
Przy okazji pojawia się też trzeci problem. – W trakcie podejmowania decyzji o restrukturyzacji szpitala pediatrycznego im. Korczaka, a więc w latach 2002-2003, radnym mówiono, że teren należy do urzędu – mówi radny poprzedniej kadencji, Grzegorz Lorek. – Gdybyśmy znali prawdę, decyzję można by zablokować – uważa. Według niego bowiem, zarząd województwa nie mógł decydować o czymś, co nie do końca stanowiło jego własność. W październiku 2005 r., przed samymi wyborami, ówczesny wojewoda łódzki Stefan Krajewski (SLD) przekazał cały teren urzędowi marszałkowskiemu – gdzie rządzili i do dziś pozostają w zarządzie jego koledzy. Po wyprowadzeniu stamtąd szpitala działkę można by atrakcyjnie sprzedać. Na teren szpitala przyjeżdżają już urzędnicy, którzy zastanawiają się nad wykorzystaniem pustych pawilonów – co najdziwniejsze, wśród nich był wicemarszałek województwa z LiD Krzysztof Makowski (bliski współpracownik Leszka Millera), były SLD-owski wojewoda łódzki, którego nadzór nad prywatyzacją kilku spółek w województwie (m.in. Cefarmu) bardzo źle oceniła Najwyższa Izba Kontroli (w tej sprawie śledztwo prowadzi prokuratura) i to jego głównie obarczyła spowodowaniem wielomilionowych strat dla Skarbu Państwa (Makowski do spółek „powsadzał” swoich kolegów). Czyżby teraz ten sam Makowski miał decydować o atrakcyjnej działce w centrum miasta?
Pracy jest niewiele
Oddział chirurgii dziecięcej – przeniesiony ze zredukowaną liczbą łóżek trzy tygodnie temu do WSS im. Kopernika – świeci pustkami. – W środę rozpoczęliśmy przyjmowanie pacjentów – informuje nas Joanna Kozłowska, chirurg. – Jednak na pierwszym dyżurze koleżanka nie przyjęła żadnego pacjenta – relacjonuje. Według lekarki, sprawdza się to, czego pracownicy się obawiali. – Do tej pory pacjentami szpitala im. Korczaka były dzieci z pobliskiej, bardzo biednej okolicy. W tej chwili rodziców nie stać na wyprawy na drugi koniec miasta – podkreśla. Lekarze z chirurgii udzielali często doraźnej pomocy. – Takich pacjentów było każdego dnia kilkudziesięciu – mówi. – Teraz dla tych ludzi to się skończyło – stwierdza. I opowiada, jak przez prawie trzy tygodnie lekarze na oddziale nie robili nic, bo nie funkcjonował. Teraz też pracy jest niewiele.
