Stał się żywą Ewangelią

Z JE ks. abp. Stanisławem Nowakiem, metropolitą

częstochowskim, rozmawia Maria Popielewicz

Jakie znaczenie dla wiernych mają kanonizacje?

– Wielkie! Święci są przecież znakami Boga żywego działającego wśród nas; Boga, który jest Miłością i który przemienia człowieka i prowadzi do siebie. Każdy święty to znak potęgi Boga, a także Jego dobroci i miłości. Jeśli bowiem człowiek osiąga wysoki stopień doskonałości moralnej, to tylko dzięki łasce, jaką otrzymuje od Boga. „Beze Mnie nic uczynić nie możecie” – mówi Pan Jezus (J 15, 5). Jeżeli człowiek nie oprze się na łasce Bożej, to rezultat jego wysiłków będzie żaden. Święci współpracują z Bogiem i efekty tej współpracy w wymiarze człowieczeństwa są wspaniałe, objawiają się heroizmem życia. Świętość to wielka godność człowieka jako dziecka Bożego, a zarazem jakieś piękno wewnętrzne. Święty to człowiek, który osiągnął dobre owoce w wymiarach swojego człowieczeństwa. Tacy ludzie się nam podobają i są nam bardzo potrzebni. Przypominają nam Boga, dzięki nim odczuwamy Jego przymioty. Przedziwny jest Bóg w świętych swoich. Każda kanonizacja przybliża nas do Boga.

Dlaczego dopiero teraz kanonizuje się świętych, którzy żyli tyle set lat temu?

– Jesteśmy krajem bardzo doświadczonym przez los. To kraj, który wiele wycierpiał w swojej historii, który praktycznie nie istniał, bo był wymazywany z map Europy. To wszystko odbiło się i na tym, że tych polskich kanonizacji było mniej. Procesy beatyfikacyjne i kanonizacyjne często wstrzymywano, gdyż nie miał się kto nimi zajmować. Rozpoczęte procesy trwały całe lata, a nawet wieki. I oto przyszedł ten cudowny pod tym względem czas: mieliśmy Sługę Bożego Jana Pawła II z rodu Polaków, który przyniósł nam tylu świętych w darze – właśnie polskich świętych.

Myślę, że teraz Polacy bardzo się cieszą swoimi świętymi. Widać to teraz przy okazji kanonizacji Szymona z Lipnicy Murowanej. Żył on w XV wieku. W minionych stuleciach objawił się jako wielki orędownik u Boga w naszych sprawach. Łaski otrzymywane za jego wstawiennictwem zapisywano od najdawniejszych lat. Tak jest do dziś. Obecnie przyszły bardziej sprzyjające czasy, by rozpoczęte przed wiekami procesy kanonizacyjne doprowadzać do końca. Zakon Braci Mniejszych, a konkretnie prowincja polskich bernardynów doprowadziła sprawę do finału. W ten sposób otrzymujemy też od Kościoła dar nowego świętego – Szymona z Lipnicy. Polskie Niebo – można powiedzieć – bogaci się o nową gwiazdę, nowe wielkie światło, wzór do naśladowania.

A jakie znaczenie dla naszego kraju ma kanonizacja błogosławionego Szymona z Lipnicy?

– My, Polacy, bardzo się cieszymy z tej kanonizacji. Są one rzadsze niż beatyfikacje, które również są nam bardzo drogie. Każdy nowy święty, zwłaszcza kanonizowany, to wielkie dobro, szczególnie dla danego narodu, z którego on pochodzi, choć też dla całego Kościoła. Kościół raduje się ze swoich świętych. Szczyci się nimi. Każda osoba wyniesiona na ołtarze wnosi do skarbca Kościoła ogromną wartość, z którego mogą korzystać inni w ciągu wieków. Przykład życia, a następnie jego wstawiennictwo u Boga – to wszystko pomaga nam żyć teraz, na tym świecie, kiedy jesteśmy narażeni na ataki zła i ze strony świata, i ze strony własnej słabości. Każdy święty przynosi jakąś moc i mobilizację do tego, byśmy wszyscy stawali się świętymi. Obecnie najbardziej liczymy na rychłą najpierw beatyfikację, a potem kanonizację umiłowanego Ojca Świętego Jana Pawła II. Tego człowieka wszyscy wciąż pamiętamy i bardzo kochamy. Czujemy wciąż jeszcze jego wielkość, niezwykłą świętość. Jesteśmy spadkobiercami jego działalności i odbiorcami jego pięknego życia. Chcemy, żeby to wciąż trwało.

Czy mógłby Ksiądz Arcybiskup wskazać główne rysy duchowości nowego świętego, które szczególnie w dzisiejszych czasach mogą być bliskie wiernym.

– Zasadniczym rysem duchowości każdego świętego jest jego upodabnianie się do Chrystusa. Święci to ci, którzy poszli za Chrystusem radykalnie, do końca. Wzięli Ewangelię naprawdę, dosłownie, nie przez rękawiczki, ale gołymi rękami, i żyli nią na co dzień. Dlatego właśnie są dobrodziejstwem i wzorem dla nas. Zwróciłbym uwagę najpierw na tę ewangeliczność życia bł. Szymona z Lipnicy. Podkreślić trzeba to branie Słowa Bożego na serio. Tacy święci są nam bardzo potrzebni w czasach, kiedy ludzie słuchają różnych głosów – różnych filozofii, różnych ideologii, i próbują iść za różnymi ognikami, które ostatecznie prowadzą donikąd. Szymon stał się żywą Ewangelią. Warto przypomnieć, że został do tego porwany przez świadectwo i przykład świętego franciszkanina – Jana Kapistrana. Ten przybył na zaproszenie króla Kazimierza Jagiellończyka do Krakowa. Swoimi wspaniałymi kazaniami i przykładem życia robił w naszym mieście furorę. Ówczesny student Uniwersytetu Jagiellońskiego, Szymon z Lipnicy, bardzo przejął się jego słowami i wraz z kilkoma innymi studentami porzucił świeckie studia i wstąpił do zakonu franciszkanów obserwantów, czyli bernardynów (Jan Kapistran przyczynił się do budowy kościoła na Stradomiu w Krakowie ku czci innego franciszkanina, św. Bernarda ze Sieny, stąd franciszkanów obserwantów nazywa się bernardynami).

Nowy święty to piękny człowiek. Żył Eucharystią, miał ogromną cześć do Matki Najświętszej. Był wspaniałym kaznodzieją i spowiednikiem. W ikonografii często jest przedstawiany jako głoszący kazanie.

Czy Szymon może być dla nas wzorem?

– Na pewno tak. Szymon z Lipnicy odznaczał się duchem ubóstwa, oderwania od świata. W tym dzisiejszym zmaterializowanym świecie, w nadmiernej gonitwie za pieniądzem, gdy dla pieniędzy depcze się nawet największe ideały, oderwanie Szymona od rzeczy ziemskich jest dla nas znakiem, może nawet nieraz upomnieniem. Przypomina słowa: „Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy szkodę poniósł” (por. Mt 16, 26).

Jest także Szymon wzorem heroicznej miłości bliźniego. To nam z pewnością musi imponować, że Szymon z Lipnicy umarł, posługując z niesamowitym poświęceniem chorym podczas zarazy w Krakowie 18 lipca 1482 roku. Z poświęceniem szedł do chorych, by im udzielać rozgrzeszenia i wprost im służyć. Stał się ofiarą miłości bliźniego. To jest wielki wzór na nasze czasy. Człowiek, który realizuje przykazanie miłości bliźniego tak dalece, że umiera za niego, ma nam wiele do powiedzenia: „Nie ma większej miłości nad tę, gdy ktoś oddaje życie za braci swoich” – mówił Jezus (J 15, 13).

Jakie przesłanie kieruje Szymon z Lipnicy do współczesnych?

– Warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że przyszły nowy święty odznaczał się duchem radykalnego posłuszeństwa Kościołowi. W Kalwarii Zebrzydowskiej przed bazyliką znajduje się wielki monument Szymona z Lipnicy z „drzewem posłuszeństwa”. Licznie nawiedzający to sanktuarium pielgrzymi i turyści powinni go zauważyć. Człowiek ten żył naprawdę Kościołem. Umiał zawsze przyjmować słowo przełożonego jako pochodzące z autorytetu Kościoła. Znany był z tego, że w zakonie był bardzo wierny regule i swoim bezpośrednim przełożonym zakonnym. Posłuszeństwo Kościołowi, a poprzez Kościół samemu Bogu, jest dla katolika istotne.

Czy mógłby Ksiądz Arcybiskup powiedzieć na koniec, jakie miejsce w życiu każdego wierzącego powinien zajmować kult świętych?

– Zasadniczo trzeba pamiętać, że pierwszym i najważniejszym wzorem świętości dla nas jest Chrystus. Chrystocentryzm jest istotą życia chrześcijańskiego, bo Chrystus nas prowadzi do Boga. Niezwykłe miejsce w Kościele – obok Chrystusa – zajmuje też Matka Boża. Bardzo Ją wszyscy czcimy. Święci prowadzą nas do Chrystusa. Nie można traktować kultu świętych samodzielnie, w izolacji od Chrystusa. Wszystko w naszym życiu musi być radykalnie zanurzone w chrystocentryzmie. Święty, przybliżając nas do Chrystusa, jest dla nas wzorem. Święty Paweł powiedział: „Bądźcie naśladowcami moimi, jak ja Chrystusa” (1 Kor 11, 1), tzn. bądźcie naśladowcami moimi, patrząc na mnie jako na naśladowcę Chrystusa. Tak odbieramy każdego świętego – nie samodzielnie, ale patrząc na niego w jego relacji do Chrystusa. Wtedy kult świętych odgrywa dużą rolę. Święci nam pomagają osiągnąć Chrystusa i jednoczyć się z Nim.


Dziękuję za rozmowę.


drukuj