Puchaczów nie chce być „małą Moskwą”
W Puchaczowie, niewielkiej, lecz jednej z najbogatszych
– z powodu podatków płaconych przez kopalnię w Bogdance – gmin
w Polsce, historia jak mało gdzie miesza się z aktualną polityką.
Miejscowość ta, zwana w latach 40. ubiegłego wieku „małą Moskwą” z powodu nasycenia komunistami i agentami UB, była 60 lat temu miejscem krwawej akcji odwetowej oddziałów podziemia niepodległościowego, co komuniści napiętnowali w formie monumentu stojącego w centrum. Pomnik ten w gorącym okresie przed wyborami samorządowymi w 2006 r. stał się symbolem trwania w Puchaczowie starego układu władzy. Wójt sprawujący od 12 lat władzę w gminie postanowił z jej budżetu odrestaurować ten relikt PRL i uroczyście odsłonić go tuż przed wyborami w czasie święta narodowego 11 listopada. Planom tym ze wszystkich sił przeciwstawiali się opozycyjni radni i część lokalnej społeczności. Walka o pomnik nie wyłoniła zwycięzcy. Obelisk został co prawda kosztem 60 tys. zł pięknie odremontowany i oświetlony, jednak po fali krytycznych artykułów prasowych wójt odstąpił od planów przeprowadzenia pod nim uroczystej manifestacji.
– Gdyby nam w Puchaczowie udało się w końcu wyrwać z tego eseldowsko-peeselowskiego układu, który nadal rządzi w terenie, byłby to początek końca tego układu na szerszą skalę, gdyż mieszkańcy innych gmin zrozumieliby, że można coś zmienić – uważa sołtys Tadeusz Nowicki. – Na razie ludzie w małych miasteczkach i gminach po prostu się boją.
Szereg nieprawidłowości
Walka o władzę w Puchaczowie nie przebiega jedynie w sferze sporu o historię. Główny zarzut wobec dotychczasowego wójta podnoszony przez jego oponentów dotyczy niegospodarności. Opozycja dysponuje w tym zakresie prawdziwymi armatami w postaci protokołu kontroli przeprowadzonej na początku 2006 r. przez inspektorów Regionalnej Izby Obrachunkowej w Lublinie. W dokumencie przesłanym do gminy 9 czerwca 2006 r. i umieszczonym na stronie internetowej RIO wskazano na „szereg uchybień i nieprawidłowości, które wywarły ujemny wpływ na gospodarkę finansową gminy”.
„W toku kontroli stwierdzono nieprawidłowości w zakresie udzielania zamówień publicznych, a zwłaszcza przy realizacji zamówienia pn. „Budowa kanalizacji sanitarnej ciśnieniowej dla m. Nadrybie Ukaz Gm. Puchaczów”, gdzie ustalenia kontroli wskazują m.in. na niekorzystne dla zamawiającego dokonanie zmian postanowień zawartej umowy” – napisano w protokole.
Wśród pokontrolnych ustaleń można znaleźć takie kwiatki, jak „dokonanie zapłaty wykonawcy wynagrodzenia w wysokości wynikającej z umowy mimo niezrealizowania robót budowlanych na kwotę co najmniej 266 tys. zł”, co inspektorzy RIO uznali za „rażące naruszenie prawa”. Do istotnych nieprawidłowości zaliczyli również nieterminowe regulowanie zobowiązań wobec budżetu państwa skutkujące koniecznością zapłaty odsetek i opłaty prolongacyjnej. Zastrzeżenia budziły też arbitralne i zbyt hojne dla niektórych decyzje w sprawie udzielania ulg w zapłacie podatków. Stwierdzono również nierzetelne sporządzenie sprawozdania z wykonania podstawowych dochodów podatkowych za 2004 r. „z powodu m.in. braku procedur kontroli w tym zakresie”.
Wójt Adam Grzesiuk w piśmie skierowanym do Kolegium RIO w Lublinie nie zgodził się z zarzutami inspektorów i złożył szereg zastrzeżeń do sformułowanych przez nich wniosków. Jego zdaniem, „wystąpienie pokontrolne zawiera błędne lub dokonane z naruszeniem prawa ustalenia i wnioski”.
Sprawą zajęła się Komenda Powiatowa Policji w Łęcznej, do której za pośrednictwem Wydziału do Walki z Korupcją KWP w Lublinie wpłynęło zawiadomienie z RIO w Lublinie dotyczące nieprawidłowości stwierdzonej podczas kontroli w Urzędzie Gminy Puchaczów. Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez wójta skierował do prokuratury w imieniu Klubu Radnych Opozycyjnych również Tomasz Nowicki, sołtys Puchaczowa. Decyzją prokuratora uzyskane materiały włączono do jednego śledztwa z art. 231 par. 1 kodeksu karnego. Przepis ten stanowi, że „funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.
Nowe wybory, stare kłopoty
To nie koniec kłopotów byłego wójta Puchaczowa. W najbliższą niedzielę w gminie odbędą się powtórzone wybory wójta. Wcześniej sąd unieważnił poprzednie głosowanie i usunął z urzędu Adama Grzesiuka, który je nieznacznie wygrał. Zdaniem sądu, dopisanie przez Grzesiuka do listy wyborców 95 nieuprawnionych osób miało wpływ na jego zwycięstwo. Wygrał bowiem ze swoim konkurentem różnicą 61 głosów. Obecnie w gminie władzę wykonawczą sprawuje ustanowiony przez premiera komisarz.
Ubiegłoroczne wybory samorządowe w Puchaczowie miały bardzo dramatyczny przebieg. Rządzący gminą już trzy kadencje Adam Grzesiuk, chcąc za wszelką cenę utrzymać stołek, posunął się do szeregu kontrowersyjnych, a nawet niezgodnych z prawem kroków.
Słynne na całą Polskę stało się wyremontowanie i odsłonięcie tuż przed wyborami pomnika poświęconego w większości miejscowym utrwalaczom władzy ludowej i konfidentom bezpieki zastrzelonym przez podziemie niepodległościowe w lipcu 1947 roku.
Jednak prawdziwym majstersztykiem w pozyskiwaniu wyborców wójt Grzesiuk popisał się po pierwszej, przegranej przez niego turze wyborów. Gdy okazało się, że jego główny konkurent Andrzej Skoczylas zwyciężył 17 głosami i konieczna stała się druga tura wyborów, w okolicy Puchaczowa rozpoczęła się swoista, jak to sąd określił – „migracja wyborcza”. Pod wpływem nagłej chęci udział w wyborach w Puchaczowie zgłosiło 95 osób niefigurujących na liście w czasie pierwszej tury. Wójt Grzesiuk prawie wszystkie te osoby 24 listopada 2006 r., a więc na dwa dni przed drugą turą wyborów, dopisał do listy, nie sprawdzając dokładnie, czy spełniają przewidziane prawem warunki.
Wyniki wyborów w Puchaczowie zostały oprotestowane przez pełnomocnika Andrzeja Skoczylasa oraz przez grupę mieszkańców, którzy domagali się stwierdzenia ich nieważności, wygaśnięcia mandatu wójta Adama Grzesiuka oraz ponownego przeprowadzenia wyborów. Sąd Okręgowy w Lublinie, a następnie sąd apelacyjny przychylił się – rzecz ciekawa, przy wniosku o oddalenie protestu złożonym przez komisarza wyborczego sędziego Andrzeja Ślaskiego – do protestu obywateli i wybory unieważnił. Sąd nakazał również wykreślenie z listy wyborców osób dopisanych przez wójta po pierwszej turze.
W uzasadnieniu sąd nie pozostawił suchej nitki na wójcie Grzesiuku, wskazując, że sposób dopisania przez niego nowych wyborców „był wadliwy, naruszający przepisy prawa materialnego i postępowania”. Niezgodne z prawem było dopisywanie do rejestru wyborczego osób jedynie „mających związek z gminą”, jak tłumaczył się Grzesiuk, gdy tymczasem prawo to przysługuje osobom „zamieszkującym” daną gminę. Podobne zastrzeżenie dotyczyło osób, które w pierwszej turze oddały głos w innej gminie, a w drugiej znalazły się wśród wyborców dopisanych przez wójta. Okazało się, że Grzesiuk nie dopełnił obowiązku sprawdzenia, czy okoliczności podane we wnioskach osób pragnących głosować w drugiej turze wyborów w Puchaczowie są zgodne z prawdą, opierając się na telefonicznym „rozpytaniu informacyjnym” i swojej towarzyskiej znajomości części z tych osób. Tymczasem zdaniem sądu, „traktowanie wyników takiego rozpytania jako podstawy ustaleń faktycznych jest niedopuszczalne, zatem sprzeczne z prawem…”.
Sąd wytknął również Grzesiukowi, że dopisał nowych wyborców tuż przed rozpoczęciem ciszy wyborczej, co uniemożliwiło jakąkolwiek rzeczywistą kontrolę decyzji wójta, w tym także wszczęcie postępowania reklamacyjnego wraz z możliwością wniesienia skargi do właściwego sądu rejonowego.
Lubelskie sądy unieważniły wybory samorządowe z powodu dopisywania nieuprawnionych wyborców między pierwszą a drugą turą w trzech lubelskich gminach – Puchaczowie, Konopnicy i Kamionce. Ciekawe, że te niezgodne z prawem praktyki stosowali kandydaci na wójtów związani z PSL.
Piękne karty Puchaczowa
Choć wybory na wójta Puchaczowa sąd unieważnił z powodu dopisania do listy wyborców ludzi spoza gminy, wielu mieszkańców uważa, że niebagatelną rolę w kłopotach wójta Grzesiuka odegrało wyremontowanie za pieniądze podatników pomnika – reliktu czasów komunistycznych. Pomnik ten początkowo przez wiele lat stał w zaroślach w mniej eksponowanej części rynku. Pod koniec lat 60. ówczesny wszechwładny sekretarz Gminnej Rady Narodowej w Puchaczowie, niejaki Kogutowski, usunął z rynku przedwojenny pomnik Józefa Piłsudskiego i na jego miejsce przeniósł z parku pomnik utrwalaczy władzy ludowej. Jak wspominają mieszkańcy, Kogutowski zrobił prawdziwy spęd ludności na odsłonięcie pomnika. Z Lublina, Świdnika i okolic przyjechało do Puchaczowa ok. 50 autokarów z ludźmi.
– Nie wyszło mu to jednak na dobre, gdyż niedługo po tym wydarzeniu upadł Gomułka, a za nim Kogutowski – wskazuje sołtys Nowicki. – Na tym pomniku poślizgnął się ponad 35 lat temu ówczesny kacyk, a teraz mam nadzieję, że historia powtórzy się z wójtem Grzesiukiem. Starsi ludzie przekornie mówili mi, że pomnik nie przynosi szczęścia „towarzyszom” – dodaje.
Sołtys Nowicki zaznacza, że osobiście nie ma nic przeciwko 23 ludziom, których nazwiska widnieją na pomniku. – Niech rodziny piszą ich nazwiska nawet złotymi zgłoskami, ale niech to będzie na cmentarzu, a nie w centrum miasta.
Większość lokalnej społeczności ma też już dość ponurej sławy Puchaczowa jako „małej Moskwy” wsławionej wyjątkową aktywnością utrwalaczy władzy ludowej, co symbolizuje stojący w centrum pomnik. Jeden z byłych mieszkańców Puchaczowa w liście do redakcji „Naszego Dziennika” przypomina o pięknych, patriotycznych kartach tej miejscowości, która prawa miejskie oraz przywileje straciła w wyniku carskich prześladowań za udział mieszkańców w Powstaniu Styczniowym. Również w czasie okupacji niemieckiej miejscowość ta zapisała się godnie.
„Pomijając marginesową w gruncie rzeczy grupkę puchaczowskich komunistów warto przywołać postawę całego miasteczka” – pisze M. Rył, który opuścił Puchaczów w 1945 r. i obecnie mieszka w Warszawie. „W miasteczku działała prężna podziemna organizacja narodowa NSZ, która wydawała wysoko oceniany przez czytelników tygodnik konspiracyjny „Szczerbiec” o nakładzie dochodzącym w lipcu 1944 r., przed powtórnym wkroczeniem Sowietów, do 1000 egzemplarzy tygodniowo”.
Pan Rył przypomina też postać ppor. Zbigniewa Stawarskiego „Rafała”, pierwszego dowódcy placówki NSZ w Puchaczowie, który zginął zamęczony w obozie w Mauthausen.
„Na cmentarzu skromny grób symboliczny bohatera walki o wolną Polskę, a w środku miasteczka rozpierający się bezczelnie odnowiony pomnik „utrwalaczy Polski Ludowej”. Nic dodać, nic ująć” – pisze z goryczą M. Rył.
