Matczyna miłość
Matka, mama, mamusia – to słowa najpiękniejsze, słowa, które do końca życia wypowiadamy z wielką miłością. O mamie, jako tej, która dała nam życie, wykarmiła, wytuliła, wychowała, myślimy zawsze z czułością. Oprócz tej ziemskiej mamy jeszcze inną Mamę – Tę w Niebie. O Niej także pamiętajmy 26 maja, w Dniu Matki. To Ona często naszym mamom dodaje siły, zdrowia, miłości, bo „Ona zobaczyć dobro w nas umie… Ona jest z nami w każdy czas”.
Najpiękniejszy czas dla kobiety to oczekiwanie na narodziny dziecka. Wtedy staje się matką. – Był taki czas w moim życiu, gdy Bóg mnie i mojemu mężowi dał tę łaskę, że mogliśmy po raz kolejny oczekiwać… To oczekiwanie, a wcześniej zwiastowanie, pomimo radości budziło w nas także lęk. Nie było to wtedy dla nas tak proste i oczywiste – rozpoczyna swoją opowieść pani Dorota.
Zaczęły się problemy
W dniu swoich kolejnych urodzin pani Dorota była w dwunastym tygodniu ciąży i… zaczęła krwawić. – Myślałam, że utraciłam nasze maleństwo. Położyłam się na łóżku i ze łzami w oczach zaczęłam prosić Maryję, by Bóg nie zabierał mi mojego skarbu. Pojechałam do szpitala, gdzie okazało się, że dziecko żyje. To była pierwsza Jej interwencja. Doświadczenie to było wielkim wzrostem zaufania do Matki Bożej w Jej nieustanną opiekę – opowiada kobieta.
Przez cały czas droga pani Doroty prowadziła do Matki… do Jej sanktuarium w Leśniowie, gdzie jest źródło pokoju, miłości i siły. Bardzo potrzebowała tej mocy z nieba…
Przez cały ten czas kobieta oddawała Maryi dziecko, które nosiła w swoim łonie. Tak dotrwała do dnia, w którym na świat miało przyjść jej maleństwo.
– W piątek pojechałam na ostatnią wizytę do lekarza. Okazało się, że maluchowi wcale się nie spieszy na ten świat. Lekarz z lekką nutką humoru zaproponował mi mycie okien i więcej ruchu, by spowodować poród, bo czas oczekiwania już się zakończył. Dlatego też umówił się ze mną na poniedziałek w szpitalu – wyjaśnia pani Dorota. I dodaje: – Wróciłam do domu. Mój mąż właśnie wybierał się w stronę Leśniowa. Bardzo mnie to ucieszyło, bo mogłam pojechać do sanktuarium leśniowskiego, do mojej Mamy. To miejsce jest tak cudowne i pełne miłości, że nawet kiedy zostałam sama (mąż pojechał dalej i w drodze powrotnej miał wstąpić po mnie), czułam się pełna wewnętrznego pokoju i bezpieczeństwa. Znajomi, których tam spotkałam, byli zaskoczeni, że jeszcze nie urodziłam. Pytali, czy nie pomyliłam miejsca.
U Mamy
Pani Dorota weszła do sanktuarium. Akurat zaczęła się Eucharystia. – Już na samym początku poczułam skurcz i jednocześnie wielki – mogę powiedzieć – ogromny pokój w moim sercu. Gdy kapłan czytał Ewangelię, stała się rzecz niesamowita. Zaczęły odchodzić mi wody. Wysłuchałam jednak do końca Słowa Bożego i w asyście przyjaciół opuściłam kościół. Wokół mojej osoby widziałam wielkie przejęcie, a w moim sercu były radość i pokój. Mąż nie zdążył już po mnie przyjechać. Odwiózł mnie do domu ojciec przeor. Dzisiaj mogę powiedzieć, że nie musiałam myć okien, skakać, by dziecko się urodziło. To Ona, Maryja, ogarnęła mnie swoją matczyną miłością, swoją mocą, wypraszając wszelkie łaski – wyznaje kobieta.
Kiedy pani Dorota pojechała do szpitala, a było to o godzinie 24.00, znowu usłyszała: „Akcji porodowej nie ma. Nic się nie dzieje. Nawet do godziny 13.00 pani nie urodzi”.
Kobietę położono na sali porodowej. – Już wtedy wiedziałam, że wszystko w rękach Maryi. Położyłam się, wzięłam różaniec do ręki i z wielką ufnością oddawałam Jej ten poród, mówiąc: „Maryjo, jeśli Twój Syn będzie chciał, to do rana urodzę”. Przez cały czas porodu trwałam na modlitwie. Zdziwienie personelu na oddziale było ogromne, gdy zaczęłam rodzić. Ten fakt wszystkich postawił na nogi – opowiada pani Dorota.
Syn pani Doroty przyszedł na świat o godz. 5.55 w dzień Najświętszej Maryi Panny, w sobotę. I w ten dzień został obdarowany najpiękniejszym prezentem – różańcem. – Wiemy, że jest cały Jej. To dziecko Maryi, Matki sanktuarium leśniowskiego – Patronki Rodzin. Pragniemy dziękować Bogu przez ręce Maryi za opiekę nad naszą rodziną i dziękować wszystkim tym, którzy nas wspierali i czynią to nadal – kończy swoją opowieść szczęśliwa mama.
