Straty nie do odrobienia
Komisje szacują straty wywołane przez majowe przymrozki
Niestety, potwierdzają się wcześniejsze informacje o klęsce, jaką w sadach i uprawach warzyw przyniosły przymrozki, które wystąpiły na początku maja. Lustrację gospodarstw prowadzą komisje powołane przez wojewodów. Z pierwszych podanych przez nie informacji wynika, iż wielu rolników straciło w tym roku wszystkie plony.
Najgorzej jest w sadach, na plantacjach truskawek i innych owoców miękkich. Okazuje się, że tak jak mówili właściciele gospodarstw, w bardzo wielu przypadkach wymarzły wszystkie kwiaty i zawiązki owoców. Niektórzy rolnicy zdołali ocalić część drzew i krzewów i u nich straty sięgają 80-90 proc. plantacji. Przetrwały drzewa w sadach położonych na wzniesieniach.
Komisje powołane przez wojewodów mają wiele pracy, zwłaszcza w gminach typowo sadowniczych, jak w powiecie grójeckim czy w okolicach Sandomierza lub Skierniewic. Tam trzeba odwiedzić wszystkie wsie i wszystkie gospodarstwa.
– Kontrole przebiegają jednak sprawnie, więc myślimy, że do końca maja do wojewodów powinny już trafić raporty dotyczące szkód we wszystkich gospodarstwach – mówi poseł Mirosław Maliszewski (PSL), prezes Związku Sadowników Rzeczypospolitej Polskiej. – Dla nas to bardzo ważne, aby komisje zakończyły prace jak najwcześniej, bo wówczas szybciej zostaną uruchomione pieniądze budżetowe na dopłaty do kredytów klęskowych – dodaje.
Dokładna lustracja gospodarstw pokazała też, że drzewa próbowały same się „zregenerować”. Na niektórych pojawiły się zawiązki owoców, ale są one w środku puste lub czarne, co oznacza, że niedługo spadną z drzew i nie będzie z nich owoców. Dlatego zbiory jabłek, wiśni, czereśni, śliwek będą w tym roku nieduże. – Nie oznacza to jednak, że nie będziemy mieli pracy i możemy zostawić sady bez opieki na cały rok, czekając na nowe zbiory – zastrzega Mirosław Maliszewski.
Żeby bowiem w kolejnym sezonie drzewa znowu wydały owoce, należy przeprowadzić odpowiednie zabiegi pielęgnacyjne. Potrzebne są choćby opryski przeciwko owadom i innym szkodnikom, przycinanie gałęzi, zadbanie o młode drzewka itd. To wszystko zaś kosztuje, dlatego rolnikom tak bardzo zależy na jak najszybszym uruchomieniu kredytów klęskowych, gdyż tylko nieliczni sadownicy dysponują takimi zapasami gotówki, aby przetrwać rok bez zbiorów bez pomocy państwa. Tymczasem na utrzymanie sadów trzeba wydać przynajmniej kilka tysięcy złotych na jeden hektar.
Niemniej istotne jest i to, że klęska nieurodzaju spowodowała zahamowanie wielu inwestycji w sadach. Rolnicy muszą często rezygnować z zakupu nowych sadzonek, instalowania systemów nawadniających czy też z budowy nowych przechowalni i chłodni.
