Uznanie praw dzieci poczętych jest miarą demokracji

List otwarty

Postanowiłem napisać do Pana, ponieważ zaniepokoiła mnie – komentowana w „Naszym Dzienniku” (24-25 lutego 2007) – wypowiedź pani Elżbiety Jakubiak, podważająca celowość prac nad nowelizacją Konstytucji w zakresie ochrony życia ludzkiego. Pani Elżbieta Jakubiak powiedziała, że „według prezydenta Lecha Kaczyńskiego obecny zapis w Konstytucji dotyczący ochrony życia jest „dobrym status quo i tego powinniśmy się trzymać”. W opinii pani Jakubiak, nowa debata o aborcji sprowadzi Polaków na manowce. „A trzeba się zajmować Polską” – zaznaczyła” („Nasz Dziennik”, 24-25 lutego 2007). Istotna treść tej wypowiedzi jest wysoce niepokojąca. Wprawdzie nie mogę mieć całkowitej pewności, że sens wypowiedzi Elżbiety Jakubiak w pełni pokrywa się z poglądem Pana Prezydenta, jednak ponieważ pani Jakubiak pełni urząd sugerujący, że wypowiada się ona w imieniu Pana Prezydenta, czuję potrzebę skierowania tych uwag wprost do osoby piastującej urząd prezydenta RP. Nie chciałbym podejrzewać, że Pan Prezydent postanowił potraktować wypowiedź pani Jakubiak jako sondę służącą zbadaniu reakcji społeczeństwa dowiadującego się o braku zainteresowania ze strony Pana Prezydenta sprawą ochrony życia. Nie przeczę, że w subiektywnym przekonaniu Pana Prezydenta obecna formuła art. 38 Konstytucji może uchodzić za wystarczającą dla sprawy, o którą chodzi. Fakty obserwowane obiektywnie mówią jednak co innego. Pomimo bowiem istnienia tej ogólnie sformułowanej gwarancji dla prawa do życia wciąż mamy do czynienia z ustawą, która nieskutecznie broni prawa do życia ponieważ ogólnikowe sformułowanie art. 38 zostawia nadal pole do manipulacji legislacyjnych i mimo że da się wykazać sprzeczność pewnych ustaw z Konstytucją, wciąż funkcjonują one jako osłona dla działań godzących w podstawowe i absolutnie nienaruszalne prawo do życia. Jest więc konieczne przyjęcie takiej formuły, która logicznie i jurydycznie wyklucza możliwość promulgowania jakiejkolwiek ustawy dopuszczającej wyjątek od konstytucyjnie gwarantowanego prawa do życia.


Prawo i wyzwania moralne


Może ktoś nawet twierdzić, że skoro istnieje Przykazanie V Dekalogu, które brzmi „Nie zabijaj”, to żadne dodatkowe normy prawne nie są konieczne, bo zakaz jest powszechny i oczywisty, i obdarzony najwyższym autorytetem. Jednak prawa stanowione są konieczne nie dlatego, że prawo moralne (powiedzmy dokładniej: prawo Boże) jest niejasne lub słabe, lecz dlatego że człowiek jest słaby i dlatego społeczeństwo wymaga wsparcia i pokierowania we właściwym celu oraz ochrony przed pokusą popełniania przestępstw. Świadczy o tym cała historia państw i narodów, jaką znamy, i w tym zakresie, w jakim ją znamy. Prawo ma przestrzegać przed złem i zapobiegać popełnianiu zła, co dzieje się wtedy, kiedy formuła prawna nie jest zaciemniona kompromisem, który rozmywa granice między dobrem a złem. W ten sposób prawo pełni ważną i konieczną funkcję wychowawczą, bez której niemożliwa jest godna człowieka postać kultury. Aby prawo mogło prawidłowo pełnić tę funkcję, musi trafnie odpowiadać na wyzwania moralne pojawiające się w polu odpowiedzialności społecznej za dobro wspólne i za bezpieczeństwo publiczne. Pewne państwa prowadzą pozorną walkę z przestępczością, polegającą na tym, że legalizuje się działania przestępcze, dostosowując prawo do statystycznie panującego obyczaju (także przez fikcyjnie kreowane statystyki w celu oddziaływania na opinię publiczną). Taka polityka jednak jest, jak pokazała historia, najgorszym rozwiązaniem. Również u nas miały miejsce podobne działania oparte na założeniach filozofii pozytywizmu lub marksizmu, w których genetyczna więź między porządkiem prawnym a obiektywnym porządkiem moralnym została zupełnie zerwana. Wpływy tej „filozofii” w ostatnim stuleciu, jak wiemy, przyczyniły się do tragicznego upadku moralności społecznej we wszystkich dziedzinach życia i relacji międzyludzkich. Konieczny jest powrót do właściwych źródeł i autentycznych podstaw systemu prawnego.

Nie trzeba przypominać, że temu zagadnieniu Jan Paweł II poświęcił swoją epokową encyklikę „Evangelium vitae”, w której domaga się daleko idącej reformy porządku prawno-społecznego i kultury, w oparciu o zasadę świętości i nietykalności życia będącego darem samego Boga. Jego śladami idzie także obecny Papież Benedykt XVI, który w tym samym duchu co jego wielki Poprzednik formułuje postulaty pod adresem polityków, rządzących, naukowców i myślicieli. Jan Paweł II miał świadomość, że chodzi tu o „być albo nie być” cywilizacji godnej człowieka. W roku 1997 powiedział w Kaliszu: „Miarą cywilizacji – miarą uniwersalną, ponadczasową, obejmującą wszystkie kultury – jest stosunek do życia. Cywilizacja, która odrzuca bezbronnych, zasługuje na miano barbarzyńskiej”. Podobnie Benedykt XVI akcentuje konieczność obrony prawa do życia i odpowiedzialności za dobro wspólne jako fundament cywilizacji (w przemówieniu do Delegacji Akademii Francuskiej, 10 lutego 2007). W tymże przemówieniu Papież zaapelował do człowieka, aby nie dał się spętać więzami relatywizmu, pogonią za władzą i korzyścią za wszelką cenę, chaosem moralnym, zwłaszcza w dziedzinie etyki małżeńskiej i rodzinnej, dlatego domagał się bezwzględnej afirmacji godności i prawa do życia dla człowieka „od poczęcia do naturalnej śmierci”. Wezwał też wszelkie autorytety, by broniły pełnej prawdy o człowieku (Zenit, 23 lutego 2007). Benedykt XVI położył niejako swoją pieczęć na tej formule, którą chcą wprowadzić do Konstytucji obrońcy życia, a właściwie wszyscy uczciwi i myślący Polacy.


Nowelizacja jest konieczna


A Pan, Panie Prezydencie? Czy Pan naprawdę ma wątpliwości, że taka nowelizacja jest konieczna? Ta nowelizacja jest potrzebna, aby rozpocząć proces rekonstrukcji samej Konstytucji i całego ustawodawstwa w świetle postulatów prawa naturalnego, aby uwolnić prawo polskie od wszelkich patologicznych pozostałości komunizmu, neomarksizmu, liberalizmu, pozytywizmu, antyhumanistycznego kapitalizmu, moralnego relatywizmu, sekularyzmu i innych pozostałości heglizmu, które nie pozwalają polskiemu społeczeństwu oddychać pełnymi płucami atmosferą prawdziwej wolności i suwerenności, i czystym powietrzem naszej rodzimej, katolickiej kultury. Należy położyć kres przeżytkom tak zwanej minionej epoki, które wikłają życie polityczne Narodu w walkę pomiędzy różnymi mafijnymi ugrupowaniami walczącymi o władzę, zżerającymi dla prywatnej korzyści resztki żywotnych energii społeczeństwa, pozostałej po czerwonej niewoli. Trzeba poważnie pomyśleć o odbudowie Polski, jej porządku „prawa i sprawiedliwości”, nie na innej podstawie, jak na podstawie prawa naturalnego, poza którą „prawo” stanie się biernym narzędziem w rękach finansowych potentatów wpychających Polskę w nowy totalitaryzm pod flagą kosmopolitycznego globalizmu.

Bardzo na czasie jest przemówienie Benedykta XVI z 13 lutego 2007 r., skierowane do uczestników międzynarodowego kongresu poświęconego problematyce prawa naturalnego, pod auspicjami Uniwersytetu Laterańskiego w Rzymie. Pozwolę sobie przypomnieć główne idee tego przemówienia, wyjątkowo aktualne dla naszej narodowej dysputy. Papież zwrócił uwagę na pewien paradoks, który doszedł do głosu w efekcie pewnych procesów kulturowych zainicjowanych w tzw. oświeceniu.

Oto w miarę jak postępuje zdolność ludzkości w zakresie „odszyfrowywania” praw i struktury materii, wzrasta równocześnie niebezpieczeństwo zniszczenia natury mocą wytworzonych przez człowieka narzędzi. Papież podkreślił jeszcze inne grożące człowiekowi niebezpieczeństwo: metoda naukowa, która pozwala poznawać „racjonalność” materii, równocześnie czyni istotę ludzką niezdolną do dostrzeżenia źródła tej racjonalności, to jest Stwórczego Rozumu. I to jest paradoks: bo zdolność widzenia praw tkwiących w bycie materialnym czyni nas niezdolnymi do odczytania orędzia etycznego zawartego w tymże bycie, tego orędzia, które tradycyjnie nazywano „naturalnym prawem moralnym”. Trudność pochodzi stąd, że przestano rozumieć naturę w sposób metafizyczny, ograniczając się do poznania empirycznego.

W dalszym ciągu wykładu Ojciec Święty wyjaśnił, że z podstawowej zasady prawa naturalnego, dającej się wyrazić słowami: „dobro należy czynić, zła należy unikać”, wynikają szczegółowe nakazy, które porządkują wzajemne prawa i obowiązki. Taką szczegółową zasadą jest m.in. – wyjaśnia Papież – „zasada poszanowania dla życia ludzkiego „od poczęcia aż do naturalnej śmierci”, ponieważ życie nie jest własnością człowieka, lecz darem darmo otrzymanym od Boga”. Na prawie naturalnym opiera się cały porządek sprawiedliwości obowiązujący w społeczeństwie, o czym nie ma potrzeby mówić szczegółowo. Są to – przypomina Benedykt XVI – „normy wiążące i niepodlegające abrogacji przez jakąkolwiek władzę ustawodawczą ani nie zależą od zgody czy umowy państw”. Są to normy, które swoim autorytetem wyprzedzają wszelkie prawo ludzkie. „Prawo naturalne jest źródłem, z którego wynikają łącznie wzięte prawa fundamentalne i imperatywy moralne, które muszą być zachowane”. I dalej: „Prawo naturalne jest jedynym skutecznym bastionem przeciwko arbitralnym zakusom władzy (politycznej) lub kłamliwej manipulacji ideologicznej”. Jeszcze raz Papież podkreśla, że prawa rządzące życiem ludzkim, małżeństwem i rodziną pochodzą od samego Stwórcy i dlatego nie zależą od ludzkich autorytetów. Z kolei przy innej okazji, mianowicie na zakończenie kongresu odbywającego się w Papieskiej Akademii Życia, Benedykt XVI m.in. powiedział, że „prawo do życia powinno być respektowane przez wszystkich, ponieważ jest prawem fundamentalnym w stosunku do innych praw człowieka” (Zenit, 26 lutego 2007). Jeżeli przez wszystkich, to przede wszystkim przez władze państwowe i tych, którzy są stróżami prawa i sprawiedliwości.

W tym świetle jest zrozumiałe, że przyjęcie nowelizacji art. 38, proponowanej przez obrońców życia, jest konieczne i że równocześnie jest konieczne podkreślenie fundamentu mocy wiążącej tej normy konstytucyjnej. Konieczne jest więc ukazanie tej normy w integralnym kontekście formalnym wynikającym z prawa naturalnego. Po wszystkich tragediach, których przyczyną było naiwne zaufanie do filozofii pozytywizmu prawnego, nie możemy dłużej uważać, że ten stary, zmurszały system może być do czegoś pożyteczny.


W obronie najsłabszych i zagrożonych


Jestem przekonany, że rozważanie problemu ochrony prawnej człowieka nie prowadzi „na manowce”, jak ostrzegała nas pani Jakubiak; przeciwnie, jak mogliśmy się przekonać, ta debata prowadzi do ważnych i głębokich wniosków dotyczących prawdziwego dobra naszej Ojczyzny. Nie pojmuję, dlaczego pani Jakubiak uważa, że sprawa obrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci nie ma nic wspólnego z Polską i że „trzeba zajmować się Polską”. Można zadać pytanie:

Dziecko? I narzuca się odpowiedź: „A to Polska właśnie!” (Wyspiański). Otóż ja widzę Polskę w symbolu – a nawet misterium – rodzącego się życia, rodzącego się Narodu, rodzącego się nowego człowieka, nowego Polaka, który staje się każdorazowo nieocenionym darem Boga dla naszej Ojczyzny. Ja widzę Polskę w twarzy każdego narodzonego dziecka, które odbija blask Chrystusa utożsamiającego się z „każdym człowiekiem, gdy na ten świat przychodzi” (por. J 1, 9). Widzę Polskę w tym Dziecku, od którego zaczęło się zbawienie świata, kiedy nad Betlejem chóry niebieskie śpiewały „Gloria”. O każdym poczętym człowieku powie kiedyś Chrystus: „Byłem dzieckiem i przyjęliście Mnie”, albo może: „nie przyjęliście Mnie” (zob. List do Rodzin 22). Jak kiedyś Norwid widział Polskę poprzez muzykę Chopina i „Hostię przez blade widział zboże”, tak ja widzę Polskę poprzez rodzący się cud życia, powierzony miłości rodziców, których Bóg Stwórca czyni swoimi współpracownikami. Poprzez blask Chrystusa na obliczach dzieci widzę Polskę bohaterów i uczonych, mężów stanu i świętych, Polskę ojców i matek, kapłanów i dziewic poświęconych Bogu, widzę Polskę rodzin rozpromienionych radością płynącą z źródeł życia ukrytych w tajemnicy Trójcy Świętej, widzę Polskę, w której każdy człowiek przychodzący na świat jest witany z miłością i otoczony wszechstronną opieką.

Ale musimy mieć świadomość, że to słabe i bezbronne życie jest narażone na wiele niebezpieczeństw i dlatego, jeżeli państwo jako system prawa i sprawiedliwości ma jakiś sens, to przede wszystkim ten, że staje w obronie najsłabszych i zagrożonych. Jest rzeczą konieczną, by były gwarantowane prawa tych najmniejszych, by były gwarantowane prawa ich rodzin, by była gwarantowana świętość i nietykalność przymierza małżeńskiego przeciw bezczelnym uzurpacjom nowoczesnych barbarzyńców. Byłoby potworną niesprawiedliwością, jeśliby władza publiczna wchodziła w zmowę i spisek z przestępcami zagrażającymi życiu dzieci poczętych i godności samej tajemnicy zrodzenia, na którą pada blask Chrystusowego wcielenia. Ksiądz profesor Tadeusz Styczeń dowodził kiedyś, że na tym polega cała istota demokracji, aby państwo stanęło w obronie tych, którzy sami nie potrafią się bronić. I powiedział też, że „jeśli się nie respektuje bezwarunkowo życia każdego bez wyjątku człowieka, wówczas żadnego z ludzi nie respektuje się jako człowieka” (Nienarodzony miarą demokracji, Lublin 1991, s. 23). Bo to już nie byłaby demokracja.

Nie mogę nie przytoczyć w tym miejscu zdania Jana Pawła II z przemówienia wygłoszonego 2 października 1979 roku: „Żaden kraj na świecie, żaden system polityczny nie może myśleć o swojej przyszłości inaczej, jak tylko poprzez wizję nowych pokoleń, które przejmą od swoich rodziców wielorakie dziedzictwo wartości, zadań i dążeń zarówno własnego narodu, jak też całej rodziny ludzkiej. Troska o dziecko jeszcze przed jego narodzeniem, od pierwszej chwili poczęcia, a potem w latach dziecięcych i młodzieńczych, jest pierwszym i podstawowym sprawdzianem stosunku człowieka do człowieka” (AAS 71, 1979, 1159). Mam nadzieję, że Pan Prezydent przyzna mi rację, że budując słuszny i sprawiedliwy system prawny, łącznie z Konstytucją opartą na fundamencie prawa naturalnego, najskuteczniej troszczymy się o Polskę, o jej tożsamość i jej przyszłość.

Z wyrazami należnego szacunku

ks. Jerzy Bajda

Łomianki, 28 lutego 2007 r.

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.


drukuj